Malezja na wojnie z Norwegią o nowoczesne rakiety. „Erozja światowego zaufania”

Malezja na wojnie z Norwegią o nowoczesne rakiety. „Erozja światowego zaufania”

Malezja i Norwegia znalazły się w ostrym sporze po tym, jak Oslo zablokowało dostawę przeciwokrętowych pocisków rakietowych typu Naval Strike Missile (NSM), używanych już przez szereg krajów zachodnich, dla malezyjskiej marynarki wojennej – pomimo podpisanego w 2018 roku kontraktu o wartości 124 milionów euro. Jak się okazało, raptem kilka dni przed planowanym terminem dostawy, wysyłkę pocisków wstrzymano.

Pierwotnie prestiżowa transakcja z Kongsberg Defence & Aerospace, prywatnym norweskim koncernem zbrojeniowym, cieszyła się patronatem państwowym – typowym w ramach polityki wspierania przez rządy na świecie własnych potentatów zbrojeniowych. Temu służyć miało także zamówienie, które złożyła Malezja – z której punktu widzenia z kolei zakup tych zaawansowanych systemów, prócz samych pocisków obejmujących także ich wyrzutnie, zaplecze logistyczne etc., miał umożliwić utrzymanie pozycji militarnej w warunkach nieformalnego wyścigu zbrojeń morskich w regionie.

Jednak norweski rząd, wcielając w życie nową doktrynę ograniczającą eksport technologii obronnych wyłącznie do „sojuszników i bliskich partnerów”, dokonał niedawno całkowitego zwrotu. Licencje na dostawę tych pocisków – które miały posłużyć uzbrojeniu sześciu malezyjskich okrętów budowanych w ramach tamtejszego programu Littoral Combat Ships (LCS – nie mylić z amerykańskim programem o tej samej nazwie; Malezja opiera swoje okręty na francuskim typie Gowind), unieważniono. Decyzję podjęto zaledwie kilka dni przed planowanym terminem dostawy.

Furia wyrażana (do pewnego stopnia) dyplomatycznie

Malezję ten krok naturalnie rozjuszył. Premier Anwar Ibrahim, zwykle skłonny do dyplomatycznych eufemizmów, w rozmowie telefonicznej ze swoim norweskim odpowiednikiem Jonasem Gahrem Støre wyraził „gwałtowny sprzeciw”, określając manewr jako „jednostronny i niedopuszczalny”. Na szczycie bezpieczeństwa Shangri-La Dialogue w Singapurze, który odbył się pod koniec maja, minister obrony Mohamed Khaled Nordin przemawiał w znacznie ostrym tonie, oskarżając mocarstwa o „głuche milczenie” i „hipokryzję” w kwestii przestrzegania międzynarodowych umów. J

Jego zdaniem, arbitralne zerwanie kontraktów przez europejskich dostawców po latach lojalnej współpracy komercyjnej stanowi „niebezpieczny sygnał” dla globalnego systemu handlu strategicznymi technologiami. Malezja, która wpłaciła z góry 95% wartości kontraktu – co odpowiada kwocie ok. 120 milionów euro – zażądała od Kongsberga rekompensaty rzędu 251,5 miliona dolarów, co uwzględnia nie tylko wpłacone środki, ale także koszty pośrednie, takie jak konieczność przystosowania okrętów do nowego systemu rakietowego, przeszkolenie załogi i integracja nowego uzbrojenia z istniejącymi systemami bojowymi.

Technologie warte więcej niż Malezja i jej rynek?

Tymczasem norweskie ministerstwo spraw zagranicznych broni swojego kroku, twierdząc że restrykcje nie były ukierunkowane specyficznie przeciwko Kuala Lumpur. Norweski minister obrony, Tore O. Sandvik, złożył formalne przeprosiny, jednak tamtejszy rząd decyzję podtrzymuje, twierdząc, że stanowi ona element szerszej reorganizacji podejścia do eksportu technologii wojskowych w obliczu „zmieniającego się globalnego krajobrazu bezpieczeństwa” Po cóż jednak ryzykować niemal pewny konflikt dyplomatyczny, milionowe straty finansowe, utratę przyszłych rynków i ruinę zaufania kontrahentów?

Norwegowie oficjalnie nie precyzują – jednak czynią to za nich komentatorzy. Wedle wysuwanych przypuszczeń, Oslo najprawdopodobniej musiało się obawiać skompromitowania bezpieczeństwa technologicznego – i dostania się systemów NSM w ręce Chińczyków lub Rosjan.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!