Liwa ma sposób na demografię: państwowe dyskoteki. Hit czy szczyt absurdu?
W Tokio działa rządowa aplikacja randkowa, w Korei Południowej samorządy organizują speed datingi dla singli, a na Litwie politycy rozważają powrót państwowo wspieranych dyskotek. Jeszcze niedawno podobne pomysły mogłyby wydawać się politycznym kuriozum. Dziś są częścią coraz poważniejszej debaty o tym, jak zatrzymać demograficzne tąpnięcie.
Powód jest prosty: w wielu krajach problemem przestaje być już wyłącznie koszt wychowania dzieci. Coraz częściej chodzi o coś bardziej podstawowego. Ludzie później wchodzą w związki, rzadziej zakładają rodziny i coraz trudniej znajdują partnerów.
A skoro tradycyjne programy prorodzinne nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, państwa zaczynają wkraczać na teren, który przez dekady uznawano za wyłącznie prywatny. Pojawia się więc pytanie: czy rząd może pomóc ludziom się zakochać? Nie, ale chce próbować.
Kryzys zaczyna się wcześniej niż przy narodzinach dziecka
Nie tylko Litwini, czy Koreańczycy mają problem. Polska nie jest wyjątkiem, lecz częścią szerszego zjawiska obejmującego niemal cały rozwinięty świat. Według najnowszych danych GUS współczynnik dzietności spadł z 1,991 w 1990 roku do 1,068 w 2025 roku – jednego z najniższych poziomów w Europie. Przez lata odpowiedź państw była podobna.
Dopłaty, świadczenia, urlopy rodzicielskie czy programy mieszkaniowe. Polska próbowała tego samego, podobnie jak Francja, Niemcy czy kraje nordyckie. Problem w tym, że nawet hojna polityka socjalna coraz częściej okazuje się niewystarczająca. Demografowie zwracają uwagę na niewygodny fakt: pieniądze mogą pomóc wychować dziecko, ale nie pomagają znaleźć partnera.
Azja zrobiła to pierwsza
Choć europejska dyskusja o państwowym matchmakingu dopiero nabiera tempa, w Azji podobne rozwiązania funkcjonują od lat. Najbardziej spektakularny przykład pochodzi z Singapuru. W 1984 roku tamtejszy rząd powołał Social Development Unit … Oficjalną instytucję mającą pomagać wykształconym singlom w poznawaniu partnerów. Organizowano spotkania, wyjazdy, wydarzenia integracyjne i programy społeczne dla osób szukających małżeństwa. Inicjatywa budziła żarty i oskarżenia o nadmierną ingerencję państwa, ale przetrwała dekady, ewoluując później w Social Development Network współpracującą z prywatnymi agencjami randkowymi.
Singapur pokazał coś istotnego: państwo może uznać samotność i trudności w tworzeniu relacji za problem społeczny, a nie wyłącznie prywatny dramat jednostki. Japonia poszła jeszcze dalej. Władze Tokio uruchomiły oficjalną aplikację randkową wykorzystującą algorytmy dopasowujące osoby deklarujące gotowość do małżeństwa. Część prefektur zaczęła dodatkowo dopłacać młodym ludziom do korzystania z aplikacji randkowych lub finansować lokalne programy matchmakingowe. Nie chodzi już wyłącznie o promocję rodzicielstwa. Państwo próbuje wpływać na sam moment spotkania.
Korea Południowa i randka organizowana przez urząd
Jeszcze bardziej pragmatyczna okazała się Korea Południowa, kraj z jednym z najniższych współczynników dzietności na świecie. Od 2023 roku lokalne władze regularnie organizują tam speed datingi, blind datingi i wydarzenia dla singli w wieku 20–30 lat. Niektóre miasta oferują uczestnikom vouchery, wsparcie mieszkaniowe albo dodatkowe zachęty dla par, które po poznaniu się zdecydują na ślub.
Efekty pozostają skromne. Dotychczas liczba małżeństw zawartych dzięki tym programom nie zmieniła statystyk demograficznych w sposób znaczący. A jednak Korea pozostaje laboratorium nowych rozwiązań. To symptom większej zmiany myślenia. Jeszcze niedawno państwo zajmowało się rodziną po narodzinach dziecka. Dziś coraz częściej interesuje się tym, co dzieje się przed pierwszą randką.
Litwa wraca do dyskotek
Na tym tle litewski pomysł brzmi niemal nostalgicznie. Tamtejsze władze zaczęły mówić o przywróceniu tradycyjnych dyskotek i potańcówek, popularnych w małych miejscowościach w latach 90. i na początku XXI wieku. Po wejściu Litwy do UE wiele takich lokalnych przestrzeni społecznych zniknęło.
Rząd nie ukrywa, że chodzi o coś więcej niż kulturę. Idea jest prosta: stworzyć miejsca, w których młodzi ludzie będą mogli poznawać się w świecie rzeczywistym, a nie wyłącznie przez ekran telefonu. To podejście coraz częściej pojawia się także w innych krajach Europy.
Smartfon jako nieoczekiwany przeciwnik
W tle tej debaty pojawia się jeszcze jeden wątek … Technologia. Badanie Uniwersytetu Cincinnati opublikowane wiosną tego roku sugeruje, że smartfon może być jednym z istotnych czynników wpływających na spadek dzietności. Nie dlatego, że bezpośrednio zniechęca do rodzicielstwa, lecz dlatego, że zmienia sposób budowania relacji.
Telefon dostarcza nieustannej stymulacji i zastępuje część kontaktów społecznych. Łatwiej przewijać profile, konsumować treści i pozostawać online niż budować relacje wymagające czasu, niepewności i emocjonalnego ryzyka.
To dlatego część państw zaczęła ograniczać obecność smartfonów w szkołach. Francja zrobiła to już w 2018 roku i rozszerza restrykcje na kolejne poziomy edukacji. Polska od września 2026 roku wprowadzi pełny zakaz używania telefonów dla uczniów poniżej 16. roku życia w szkołach podstawowych.
Oficjalnie chodzi o koncentrację i zdrowie psychiczne. Niektórzy eksperci widzą jednak możliwy efekt uboczny… Odbudowę relacji offline. Łakomy idzie jeszcze dalej, wskazując, że ograniczenie nadmiernej ekspozycji na media społecznościowe i treści pornograficzne mogłoby wspierać tworzenie trwałych związków.
To nie pierwszy raz, gdy państwo interesuje się miłością
Historia pokazuje, że współczesne eksperymenty nie są całkowicie bez precedensu. Po II wojnie światowej wiele państw prowadziło aktywną politykę pronatalistyczną. Francja rozbudowywała system ulg dla rodzin wielodzietnych, a kraje Europy Wschodniej często ingerowały znacznie głębiej.
Najbardziej znanym przykładem pozostaje Rumunia Nicolae Ceaușescu. W 1966 roku zakazano tam aborcji i ograniczono antykoncepcję, próbując wymusić szybki wzrost liczby urodzeń. Efekt był dramatyczny społecznie i krótkotrwały.
Właśnie dlatego współczesne demokracje wybierają zupełnie inną drogę – nie przymus, lecz zachętę. I tu pojawia się zasadnicza różnica między dawnymi a obecnymi politykami demograficznymi. Kiedyś państwo próbowało wpływać na liczbę dzieci. Dziś coraz częściej próbuje wpływać na liczbę relacji.
Czy administracja może stworzyć miłość?
Na razie nie ma dowodów, że państwowe aplikacje, dyskoteki czy speed datingi odwrócą demograficzny trend. Nawet kraje inwestujące ogromne środki – jak Japonia czy Korea Południowa nadal zmagają się z rekordowo niską dzietnością. Ale być może pytanie zostało źle postawione.
Celem tych działań nie musi być „produkowanie” małżeństw ani centralne zarządzanie uczuciami. Bardziej chodzi o próbę odbudowy społecznej infrastruktury relacji… Miejsc, okazji i warunków, które przez ostatnie dekady zaczęły znikać. Paradoks pozostaje jednak fascynujący.
Państwo potrafi budować autostrady, systemy podatkowe i sieci energetyczne. Coraz częściej próbuje też budować przestrzeń dla relacji międzyludzkich. Nie dlatego, że odkryło receptę na miłość, ale dlatego, że w obliczu demograficznego kryzysu coraz mniej rządów wierzy, że można zostawić tę sprawę wyłącznie przypadkowi.
Tak oto państwo będzie „interweniować ” w miłość, krótko po tym jak przejmie kontrolę nad finansami. Inicjatywę unijnych dygnitarzy opisaliśmy w artykule UE szykuje ofensywę przeciw prywatnym finansom. Znamy datę! Llimit gotówki, identyfikacja crypto i koniec Monero
