Jeden prezydent obiektem polowania, drugi rzekomo uciekł z kraju? Masowe protesty, zbrojna rebelia i inwazja karteli w toku
Boliwia przeżywa jeden z najpoważniejszych kryzysów politycznych i społecznych od lat – co samo w sobie o czymś świadczy. 14 maja masowe protesty, wcześniej tlące się w popierających opozycję wiejskich regionach kraju, wybuchły w La Paz, zaś ich epicentrum stały się pałac prezydencki i sąsiednie kwartały. Protestujący, głównie górnicy, rolnicy i aktywiści indiańscy, domagają się dymisji centroprawicowego prezydenta Rodrigo Paza, który władzę objął zaledwie kilka miesięcy temu, pod hasłem reform i uzdrowienia gospodarki kraju, wyniszczonej po trwających dwie dekady rządach socjalistów.
Formalnym hasłem do wybuchu protestów, do których wzywa opozycja (ta polityczna i ta zbrojna), były właśnie problemy ekonomiczne. Boliwia od dawna boryka się z głębokim kryzysem gospodarczym, brakiem paliwa, hiperinflacją i niedoborami żywności. Sytuację pogarsza fakt, że kraj ten, niegdyś eksporter gazu ziemnego, stała się importerem paliw, a rezerwy walutowe kraju topnieją w zastraszającym tempie. Decyzja Paza o zniesieniu dotacji do paliw w grudniu 2025 roku doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen.
W ślad za tym na wiosnę miały pojawić się coraz intensywniejsze protesty. Liczni obserwatorzy zauważają jednak, że dochodzi do nich akurat wtedy, gdy nieformalny choć niekwestionowany lider opozycji, były radykalnie lewicowy prezydent Evo Morales, miał zostać aresztowany – który jednak od dawna opiera się próbom postawienia go przed sądem, korzystając z fizycznej ochrony swoich stronników. Były prezydent, ukrywający się w regionie Chapare, nie stawił się na procesie w sprawie handlu ludźmi i seksualnego wykorzystania nieletniej.
W efekcie sąd, po uznaniu go za zbiegłego, wydał nakaz jego zatrzymania – w odpowiedzi na co jego zwolennicy rozpętali masowe zamieszki, blokady i protesty. Nie zawsze dobrowolne – istnieją doniesienia wskazujące na przymusowe „mobilizowanie” społeczności indiańskich i wiejskich rolników przez związki powiązane z byłym przywódcą (w tym Ponchos Rojos, Bolivian Workers’ Central (COB) i Tupac Katari Peasant Federation) – które to za odmowę grożą nakładaniem samowolnych „kar” finansowych, lub po prostu rabunkiem mienia.
15 maja protesty przybrały na sile, gdy demonstranci zaczęli detonować ładunki wybuchowe w pobliżu pałacu prezydenckiego, a część z nich podjęła próbę wtargnięcia do środka. Do starć z policją dochodzi codziennie, a siły porządkowe używają gazu łzawiącego, by powstrzymać tłumy próbujące sforsować bariery wokół siedziby głowy państwa. Protestujący blokują także główne szlaki komunikacyjne, co doprowadziło do poważnych niedoborów w stolicy i innych ośrodkach.
W odpowiedzi rząd skierował wojsko i policję do rozbijania blokad, co zaowocowało licznymi starciami. Do tej pory odnotowano co najmniej cztery ofiary śmiertelne wśród protestujących, ponad 90 aresztowań oraz setki rannych. Pojawiły się niepotwierdzone sygnały o ucieczce Paza za granicę. Ponchos Rojos, indiańska milicja, otwarcie grozi armii zbrojną rebelią. Na ulicach, przynajmniej tych okupowanych przez zwolenników opozycji, słychać hasła wzywające do wojny domowej.
W tle odnotowano także atak hakerski – aktor o pseudonimie malconguerra2 ogłosił wykradzenie bazy danych boliwijskiego Ministerstwa Obrony zawierającej około 180 tysięcy rekordów personelu politycznego, administracyjnego i wojskowego. Plik o rozmiarze 2,83 GB w formacie Excel ma zawierać nie tylko informacje wrażliwe dla działań sił bezpieczeństwa, ale także sugerować prowadzenie operacji wojskowych wspólnych z Amerykanami.
Z drugiej strony, pojawiają się także analizy wskazujące, że w sprawę zaangażowane są także sympatyzujące z tamtejszą lewicą grupy narkotykowe – i ostrzegające przed próbą gwałtownego przejęcia władzy przez napływające do kraju uzbrojone grupy z Kolumbii, Chile i Kuby, które wraz z milicjami Moralesa mają zajmować budynki rządowe, a nawet dawne lotnisko zbudowane przez amerykańską agencję DEA.
W myśl tych podejrzeń, przyczyną protestów nie są problemy ekonomiczne (protestujący zarzucają rządowi Paza prywatyzację, cięcia subsydiów i pogorszenie warunków życia), które i tak utrzymują się od dawna, lecz podjęta przez jego ekipę próba zwalczania działalności sieci przestępczych, którymi opleciona jest Boliwia (obejmujących m.in. plantatorów koki), a powiązanych z poprzednią administracją.
W efekcie kryzys ten wyróżnia się nawet jak na standardy boliwijskie – kraju słynącego z niestabilności i niepokojów wewnętrznych (jest rekordzistą pod względem przewrotów i zamachów stanu, których w swej nieco ponad 200-letniej historii doświadczył 146). I gardłowo zagraża reformom gospodarczym, których Boliwia wyjątkowo potrzebuje.
