Firmy AI wykupują i celowo niszczą zabytkowe książki. To „uzasadniony cel biznesowy” – twierdzi sąd

Firmy AI wykupują i celowo niszczą zabytkowe książki. To „uzasadniony cel biznesowy” – twierdzi sąd

Czy AI ma już swoich protoplastów w historii? Najprawdopodobniej tak – choć są to protoplaści, których raczej należało by się wstydzić. I być może w przyszłości właśnie tak będzie.

W 213 roku przed Chrystusem niejaki Szy Huang Ti, władca półbarbarzyńskiego królestwa Qin, a potem pierwszy cesarz zjednoczonych Chin, miał zarządzić spalenie wszystkich klasycznych tekstów konfucjańskich oraz pochowanie żywcem setek uczonych, których jedyną „winą” była posiadana wiedza historyczna. Despota miał bowiem rzekomo obawiać tego, że archiwa podważać będą legitymację jego zapyziałej dynastii do władzy. Półtora tysiąca lat później, w roku 1258 mongolska armia inwazyjna pod komendą Hulagu-Chana rozgrabiła sławny Dom Mądrości w zdobytym przez siebie Bagdadzie, wrzucając do Tygrysu tak liczne zwoje pergaminów, że rzeka miała rzekomo zmienić kolor na czarny od rozpuszczonego atramentu.

W mrocznych dniach jakobińskiego Wielkiego Terroru zaczadzeni ideologicznym obłędem rewolucjoniści, jak i rozwydrzone uliczne menelstwo i motłoch (tzw. „lumpenproletariat„) systematycznie grabili i niszczyli przepastne, wspaniałe biblioteki klasztorne oraz zbiory literackie gromadzone przez wieki w zamkach i pałacach nobilów. W myśl rewolucyjnych sloganów, zgromadzona przez te wieki wiedza i dziedzictwo intelektualne stanowiły bowiem przejaw „feudalnego zacofania” (skądinąd niepojęte, jak Rewolucja Francuska – koszmar, który przyniósł światu pierwszy ludobójczy reżim totalitarny we współczesnym znaczeniu, mający nawet własny odpowiednik komór gazowych – do dziś bywa traktowany jako wydarzenie zgoła pozytywne).

Wszystkie te tragedie – a przecież było ich znacznie, znacznie więcej, i to także w czasach znacznie nam bliższych (by wspomnieć tylko niesławne dokonania na tym polu przedstawicieli socjalizmów „narodowego” oraz „naukowego”) – do dziś stanowią niezaleczone rany na dorobku intelektualnym ludzkości. Każda z nich pozostawiła gigantyczne luki w zbiorowej wiedzy, po której pozostały jedynie okruchy tekstów dziś czytanych jedynie we fragmentach czy późniejszych przekładach. Gdyby nie nie akty celowej, ideologicznie motywowanej pogardy do dorobku, który okazywał się dla niszczących go wandali zbyt wielkim wyzwaniem intelektualnym, wiedza o minionych epokach i ich osiągnieciach byłaby nieporównanie pełniejsza.

Być może dysponowalibyśmy dziś setkami zaginionych dramatów greckich, o których współcześnie nawet nie wiadomo, że kiedyś istniały, filozoficznych traktatów powstałych w toku pierwszych wieków Chrześcijaństwa czy kompletami średniowiecznych kronik rodowych i dynastycznych. Wszystko to stanowi skarb, którego strata jest w bolesny, palący sposób nieodwracalna i przygnebiająca, której nie sposób powetować, a jej wartości – przecenić. Wydawać by się jednak mogło, że w XXI wieku – dobie cyfrowej demokratyzacji wiedzy – takie przykłady barbarzyństwa, pogardy i cywilizacyjnej degeneracji należeć już będą do przeszłości. Prawda…?

Może i niszczymy – ale za to na tym zarabiamy

Niestety, współczesna rzeczywistość miejscami okazuje się bardziej ponura i dobijająca niż najczarniejsze analogie historyczne. Tak bowiem należałoby opisać tragedię, która rozgrywa się właśnie teraz, każdego dnia, od miesięcy, a może i kilki lat. Otóż firmy z branży AI – rzekoma nadzieja ludzkości na intelektualny postęp – nie tylko nie spełniają tych nadziei, ale też systematycznie, rażąco i po barbarzyńsku rujnują dorobek, który osiągnięto bez ich udziału. Uruchomiony przez nich system masowej, przemysłowej eksterminacji fizycznych nośników literackiego dziedzictwa jest bowiem gorszy niż najazd nawet najdzikszych barbarzyńców czy zniszczenia dokonywane w imię ideologii przez nazistów i bolszewików.

O co w zasadzie chodzi? Otóż korporacje rozwijające AI, wiecznie chciwe wysokiej jakości danych treningowych dla swoich botów – zwłaszcza danych nie skalanych bełkotem generowanym przez ich własne produkty – masowo wykupują, przez podstawionych pośredników, rzadkie egzemplarze książek drukowanych przed 2022 rokiem. Po to, by je zniszczyć. Pomagająca w tym procederze platforma ISBNdb umożliwia składanie anonimowych zamówień na miliony woluminów – zapewniając korporacjom z branży AI tzw. plausible deniability. Nabyte zbiory trafiają następnie do wysokowydajnych skanerów przemysłowych, których mechaniczne noże przecinają grzbiety książek (!) – tak, by zeskanować strony szybciej.

Rozcięte oryginały – często unikatowe egzemplarze biblioteczne, pierwsze wydania czy białe kruki niewielkim nakładzie – lądują następnie w niszczarkach (!!!). Bo przecież zachowanie zakupionych książek wiązałoby się kosztami logistycznymi, zajęciem przestrzeni magazynowej, zaś przechowywanie zabytkowej książki wiązałoby się z koniecznością jej konserwacji. Tymczasem zniszczonego zabytku nie trzeba konserwować. Jednocześnie, korporacje z branży AI w ten sposób gwarantują sobie, że w obiegu istnieje tylko jedna kopia dzieła, ta cyfrowa – której rzetelności nie sposób zweryfikować z oryginałem. Ponadto można ten w ten sposób potem wymusić „opłaty licencyjne” na kimś, kto nie mógł tego dzieła znaleźć w bibliotece…

Można by pomyśleć, że przecież po to obowiązują rozliczne przepisy dot. ochrony zabytków – ale firmy z branży AI zdają się w niewielkim stopniu przejmować prawem (to samo przerabiano przecież przy okazji masowej kradzieży przez te firmy danych chronionych prawem autorskim), i w sposób wręcz niepojęty pozostają kompletnie bezkarne. Ba, sprawa niszczenia książek trafiła nawet do amerykańskiego sądu. Ale ten w zgoła serwilistycznym wobec branży orzeczeniu stwierdził, że destrukcja zabytków w imię zysku dla firm od AI to „uzasadniony model biznesowy” (sic!). Zaś eliminacja fizycznego oryginału oznacza, że w danej chwili rzekomo istnieje tylko jedna kopia dzieła, co (znów rzekomo) zwalnia korporacje z obowiązku troski konserwatorskiej.

Era AI – Artificial Idiocy

Komentarz wobec wymiaru sprawiedliwości, który nie tylko nie widzi problemu w barbarzyństwie, ale też wychodzi z siebie, by zapewnić bezkarność jego sprawcom, nie wymaga komentarza. Podobnie uznanie, że profity firmowe są ważniejsze niż interes publiczny w zachowaniu zbiorów. Oczywiście można by pomyśleć, że banalnie prostym rozwiązaniem, takim, które wręcz samo się nasuwa, byłoby po prostu przekazanie już zeskanowanych i niepotrzebnych zabytków (czy choćby luźnych stron po nich pozostałych) do muzeów, bibliotek czy instytucji akademickich. Ale tego firmy AI też nie chcą. Przecież nic by w ten sposób nie zyskiwały finansowo – a jeszcze miałyby się w ten sposób pozbawić wieczystego monopolu na dostęp do treści danej książki…?

W efekcie koncerny z branży AI, prześcigając w tym względzie najbardziej obrzydliwe dokonania Hunów, systematycznie okradają świat z artefaktów materialnych, które stanowiły fizyczne ogniwo łączące współczesnego czytelnika z przeszłością – zwłaszcza jeśli chodzi o konkretne papierowe świadectwa historii druku, typografii, introligatorstwa, marginaliów i dedykacji, które cyfrowa kopia nigdy nie jest w stanie zachować. Ba, Anthropic – firma, która uwielbia pozować na „etyczną” i „odpowiedzialną”, nie tylko zniszczyła całe stosy unikatowych pozycji w ramach utajnionego Project Panama, ale nawet miała zatrudnić b. menedżera Google Books, żeby skuteczniej „pozyskiwać” rzadkie książki przewidziane do rozkrojenia.

Biorąc to wszystko pod uwagę, pojedynczy jasny sygnał w tej kwestii wydaje się mało pocieszający. Tym sygnałem jest obietnica Elona Muska, który zadeklarował, że polecił nie niszczyć rzadkich książek przewidzianych do skanowania w SpaceX (d. xAI), lecz skanować je powoli, ale bez rozcinania czy mechanicznego rozrywania. Książki te mają następnie być zachowane w firmowej bibliotece. Z jednej strony, rzecz godna dostrzeżenia i faktycznego uznania dla Muska. Z drugiej – ten ostatni sam w ten sposób pośrednio zaimplikował, że poprzednio takie praktyki i owszem miały miejsce. Reszta branży AI zgodnie milczy, najwyraźniej wychodząc z założenia, że materialne dziedzictwo ludzkości nie jest warte choćby nieszczerego komunikatu PR-owego.

Trudno nie zapytać – czyżby era sztucznej inteligencji miała w rzeczywistości okazać się erą masowego skretynienia? I co ważniejsze – czyżby miało to nastąpić tylko dlatego, że kilku wędzonym złamasom od AI po prostu się nie chce kiwnąć palcem, by zachować skarby dawnej wiedzy?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!