Ameryka świętuje 250 lat, a Trump grzmi na Mount Rushmore o komunistycznej zarazie
Amerykańskie święto niepodległości w dwusetną pięćdziesiątą rocznicę powstania państwa stało się areną bezprecedensowych deklaracji politycznych i głębokich podziałów ideologicznych. Prezydent USA Donald Trump zainaugurował ogólnokrajowe obchody podczas wystąpienia u stóp pomnika Mount Rushmore w Keystone w Południowej Dakocie. W swoim przemówieniu wezwał obywateli do obrony wolności wywalczonej przez ojców założycieli przed zagrożeniem, które określił mianem wewnętrznego komunizmu.
To zorganizowane przez powiązaną z Białym Domem grupę Freedom 250 wydarzenie jest bezpośrednią odpowiedzią na narastające napięcia polityczne oraz gospodarcze dotykające Stany Zjednoczone. Trump stojąc pod granitowymi wizerunkami czterech wielkich narodowych przywódców zadeklarował potrzebę ponownego oddania się budowie narodu tak wielkiego i odważnego jak dawni amerykańscy giganci.
W oficjalnych relacjach medialnych podkreślano, że stacja transmitująca przemówienie na żywo odnotowała słowa prezydenta wskazujące na konieczność pamiętania o ścisłym powiązaniu wolności z narodową kulturą. Głównym punktem retoryki głowy państwa stało się jednak ostrzeżenie przed odrodzeniem komunistycznej groźby wewnątrz kraju. Trump powiązał to zjawisko nie tylko z radykalnymi skrzydłami partii opozycyjnej, ale również z nowo przybyłymi imigrantami, którzy według niego wyznają idee całkowicie sprzeczne z amerykańskim stylem życia. Ale to nie wszystko -prezydent Stanów Zjednoczonych poszedł o krok dalej sugerując, że osoby te powinny zostać szybko wydalone z terytorium państwa w celu ratowania tożsamości narodowej. Słowa te padły w momencie, gdy społeczeństwo zmaga się z uciążliwą inflacją oraz rekordowo wysokimi cenami paliw. Sytuacja na stacjach benzynowych jest bezpośrednią konsekwencją trwającej wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem, która zdestabilizowała rynki energetyczne.
W przekazach medialnych dominowały momenty, w których nad pomnikiem przelatywały formacje myśliwców wojskowych, co prezydent skomentował z entuzjazmem jako dowód potęgi państwa. Ale tak naprawdę atmosfera wokół obchodów rocznicowych jest niezwykle napięta, ponieważ nadchodzące listopadowe wybory środka kadencji mogą zmienić układ sił w Kongresie. Republikanie coraz mocniej obawiają się utraty kontroli nad przynajmniej jedną z izb parlamentu, dlatego nasilają ataki na lewicowe skrzydło Demokratów. Skrajne emocje budzą zwłaszcza ostatnie sukcesy wyborcze progresywnych kandydatów, którzy wygrali prawybory w Nowym Jorku oraz Kolorado. Kolejne zwycięstwa przedstawicieli demokratycznych socjalistów odnotowano również w stanach Kentucky, New Jersey, Ohio, Pensylwania i Teksas. Donald Trump wprost nazwał je największym zagrożeniem dla kraju od czasu jego założenia, pozycjonując nadchodzące głosowanie jako walkę o historyczne przetrwanie republiki.
W tym samym czasie w innych częściach kraju prezentowano zupełnie odmienne podejście do jubileuszu. Burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani, będący twarzą ruchu socjalistycznego, wygłosił alternatywne przemówienie z ratusza miejskiego. Siedząc przy biurku należącym niegdyś do George’a Washingtona, ostro skrytykował bogate elity i urzędników migracyjnych. Mamdani celebrował wkład imigrantów w budowę państwa i stwierdził, że prawdziwy patriotyzm polega na sprawiedliwym sprzeciwie wobec wad systemu, a nie na pogłębianiu izolacji.
Podziały społeczne w cieniu historycznego jubileuszu
Organizacja obchodów dwustupięćdziesięciolecia niepodległości ujawniła także głęboki kryzys instytucjonalny w strukturach federalnych. Oficjalna komisja America250 powołana przez Kongres została zepchnięta na margines przez prezydenckich lojalistów, którzy przejęli kontrolę nad głównymi uroczystościami. Spowodowało to, że alternatywne imprezy odbywały się w różnych miastach w atmosferze rywalizacji organizacyjnej.
W Waszyngtonie obchody zostały dodatkowo zakłócone przez ekstremalną falę upałów, która zmusiła organizatorów do czasowego zamknięcia jarmarku stanowego i odwołania tradycyjnej parady. Służby medyczne udzielały pomocy setkom przegrzanych obywateli, a oficjalne komunikaty ostrzegały przed drastycznym pogorszeniem jakości powietrza po zaplanowanym masowym pokazie pirotechnicznym.
Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych tysiące zwolenników obecnej administracji przybyły na miejsce, aby manifestować swoje poparcie dla radykalnego kursu politycznego. Wśród zgromadzonych znaleźli się również obywatele ułaskawieni wcześniej przez prezydenta za udział w dawnych protestach na Kapitolu, co wywołało kolejne kontrowersje w mediach głównego nurtu.
Przemówienie na Mount Rushmore zakończyło się widowiskowym pokazem sztucznych ogni, który rozświetlił wykute w skale twarze dawnych prezydentów. Zgromadzeni tam lokalni politycy i gubernatorzy oklaskiwali słowa o konieczności obrony amerykańskiego charakteru przed radykalnymi ideami. W tym samym czasie zwykli obywatele w wielu stanach wyrażali głębokie zaniepokojenie kierunkiem, w jakim zmierza kraj. Wiele osób decydowało się na spędzenie tego dnia w domach, ignorując oficjalne uroczystości z powodu strachu przed niepokojami społecznymi lub zniechęcenia wszechobecną polaryzacją. Dalszy rozwój sytuacji pokaże, czy radykalna retoryka prezydenta USA przyniesie oczekiwany skutek wyborczy, czy też doprowadzi do jeszcze głębszego kryzysu wewnętrznego.
Przeczytaj o najnowszym, budzącym grozę raporcie ze świata krypto:
Citigroup tnie prognozy dla kryptowalut, nadchodzi wielkie tąpnięcie
o najnowszej analizie, która może stanowić zachętę dla mniejszych inwestorów:
Analitycy z Glassnode: „Bitcoin po 60 000 USD to gigantyczna okazja
