Złoto złapało zadyszkę po wielkim rajdzie. To już koniec hossy?
Złoto przez ostatnie miesiące zachowywało się tak, jakby było na dopingu. Jeszcze przed 2024 rokiem rynek kręcił się poniżej 2000 dolarów za uncję. Później ruszył tak mocno, że w tym roku dotarł nawet w okolice 5500 dolarów. Po takim ruchu korekta nie jest niczym dziwnym. Dziwne byłoby raczej to, gdyby jej w ogóle nie było.
Korekta, nie koniec świata
Na tę korektę zwraca uwagę najnowszy Atlas Pulse Gold Report. Autor raportu pisze, że po wcześniejszym silnym wykupieniu rynku złoto wróciło w okolice 200-dniowej średniej kroczącej. To jeden z tych poziomów, na które inwestorzy techniczni patrzą jak na prosty test kondycji trendu. Ważne jest jednak to, że cena nie zamknęła się poniżej tej średniej i szybko odbiła.
Najprościej mówiąc: krótkoterminowo złoto jest poobijane, ale średnio- i długoterminowo obraz nadal nie wygląda źle. Według Atlas Pulse to raczej korekta w większym trendzie wzrostowym niż sygnał, że wszystko co dobre już za nami.
Raport pokazuje to na kilku horyzontach czasowych. Krótkoterminowy obraz jest słabszy, bo cena zeszła poniżej krótszych średnich, a zmienność po dużym ruchu wzrosła. Ale średnioterminowo trend nadal ma solidną ocenę, a długoterminowo pozostaje bardzo mocny. W miesięcznym ujęciu system ByteTrend daje złotu maksymalną ocenę 5, a do pogorszenia tego obrazu potrzebny byłby znacznie głębszy spadek.
Złoto ma historię długich przerw
Raport przypomina też, że złoto nie zawsze po korekcie wraca natychmiast do bicia rekordów. Po szczycie z początku lat 80. czekało na nowy rekord aż 27 lat. Po 2011 roku potrzebowało dziewięciu lat, by znów wyjść na nowe maksima. Z drugiej strony w latach 70., w otoczeniu inflacji i napięć surowcowych, potrafiło wrócić do hossy po wcześniejszym schłodzeniu.
Ciekawy jest także wątek ropy. Atlas Pulse zwraca uwagę, że złoto jest obecnie mocno ujemnie skorelowane z ceną ropy. Innymi słowy: gdy ropa rośnie, złoto ma tendencję do słabszego zachowania. Autor sugeruje, że w takim układzie może to być dobry moment, by patrzeć na oba aktywa razem, a nie osobno. Na razie złoto nie wygląda jak rynek po kapitulacji. Bardziej jak zawodnik, który po długim sprincie musiał wreszcie złapać oddech.
