Złoto, srebro skaczą w górę. Wybory w USA wstrząsają rynkiem metali, zagrażają planom wydobywczym
Wystarczyła doba, aby amerykańska polityka wróciła na giełdę z impetem, jakiego nie widziano od miesięcy. Wynik wyborów śródkadencyjnych, w których Demokraci przejęli obie izby Kongresu USA oraz władzę w kilku stanach (w tym np. w arcyrepublikańskim Teksasie), wywołał szybki spadek dolara, a także spadek rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. To wywołało wzrosty, jakich złoto i srebro nie notowały od sierpnia. Zarazem wynik wyborów nie zmienia Ameryki zupełnie – Donald Trump nadal kontroluje Biały Dom – stąd podział władzy od stycznia przyszłego roku nie przyniesie zmiany politycznego kursu, lecz głównie większy chaos i niepewność. A te doliczane są do ceny kruszcu.
W środę 4 listopada złoto w obrocie spotowym podrożało o 3 proc., do poziomu 4046,74 dol. za uncję, chwilami sięgając i 4050,99 dol. Kontrakty terminowe (futures) z zapadalnością przewidzianą na grudzień zanotowały z kolei ruchy w górę o 2,9 proc., do poziomu 4054,60 dol. Srebro z dostawą w grudniu urosło o 4,8 proc., do 52,13 dol. za uncję, po otwarciu na 49,83 dol., z kolei platyna zyskała na wycenie 3,6 proc., zaś pallad – 6,5 proc. Indeks dolara spadł o 0,5 proc., do poziomu miesięcznego minimum, rentowność pięcioletnich obligacji (Treasuries) Departamentu Skarbu USA zniżkowała o dziewięć punktów bazowych, do 4,67 proc., natomiast obligacji dziesięcioletnich – o siedem, do 4,89 proc.
Skądinąd te ostatnie ruchy mogą wydawać się swoistym fenomenem. To bowiem Demokraci generalnie uchodzą za zwolenników zwiększania wydatków budżetowych, nawet pomimo coraz gorszej sytuacji USA pod względem zadłużenia, z kolei Republikanie wolą prezentować się jako zwolennicy większej dyscypliny budżetowej. Wygrana tych pierwszych mogłaby zatem zachwiać zaufaniem rynku do obligacji, tak jak to uczyniła z dolarem, a co za tym idzie zwiększyć, nie zmniejszyć ich rentowność. Niektórzy obserwatorzy wiążą te ruchy z wymuszonym ograniczeniem ambicji Białego Domu pod względem planowanych wydatków, któremu Demokraci z całą pewnością będą rzucać kłody pod nogi.
