Złoto pokona S&P 500? Kiyosaki komentuje, Deutsche Bank wydał prognozy
W styczniu wydawało się, że złoto jest aktywem, którego nic nie jest w stanie zatrzymać. Cena przekroczyła 5 tys. dolarów za uncję, by następnie spaść o blisko 30%. Srebro zachowywało się jeszcze bardziej nerwowo, tracąc ponad połowę wartości względem szczytu. Dla części inwestorów był to sygnał zakończenia hossy. Dla innych, okazja do zakupów.
Do tej drugiej grupy należą Robert Kiyosaki i legendarny inwestor surowcowy Jim Rogers. Obaj przekonują, że obecna przecena jest jedynie korektą w długoterminowym trendzie wzrostowym. Sama opinia znanych inwestorów nie jest jednak najważniejsza. Znacznie ciekawsze jest to, że ich argumenty coraz częściej znajdują potwierdzenie również w działaniach banków centralnych i analizach największych instytucji finansowych.
Kluczowe informacje
- Złoto spadło o blisko 30% od tegorocznego szczytu, a srebro straciło ponad połowę swojej wartości.
- Robert Kiyosaki i Jim Rogers wykorzystali korektę do zwiększenia swoich pozycji.
- Deutsche Bank szacuje cenę uncji złota na 8 tys. USD do 2031 roku, co sugeruje średnioroczny wzrost o 15% – powyżej historycznej średniej 10% dla indeksu S&P 500
- Coraz więcej danych wskazuje, że długoterminowy popyt na złoto pozostaje bardzo silny dzięki zakupom banków centralnych.
Największe wzrosty rzadko przebiegają po linii prostej
Historia rynku surowców pokazuje, że nawet najsilniejsze trendy wzrostowe składają się z gwałtownych korekt. To właśnie na ten element zwracają uwagę Jim Rogers i Robert Kiyosaki. Obaj podkreślają, że inwestorzy najczęściej kupują wtedy, gdy ceny ustanawiają rekordy, a sprzedają dopiero po silnych spadkach. Tymczasem największe okazje pojawiają się zwykle właśnie w momentach, gdy większość rynku zaczyna kwestionować wcześniejszy optymizm.
Obecna przecena wpisuje się w taki schemat. Spadek o około 30% wygląda spektakularnie na wykresie, ale w perspektywie wieloletnich cykli nie jest niczym wyjątkowym. Rynek złota wielokrotnie przechodził przez podobne fazy oczyszczenia, zanim kontynuował wzrost.
To oczywiście nie oznacza, że ceny muszą natychmiast wrócić do historycznych rekordów. Korekty potrafią trwać miesiącami, a zmienność pozostaje wysoka. Dla inwestorów długoterminowych ważniejsze jest jednak pytanie, czy fundamenty stojące za wcześniejszą hossą rzeczywiście uległy zmianie.
Banki centralne wysyłają sygnał
Na razie trudno znaleźć dowody na to, że długoterminowy popyt na złoto słabnie. Wręcz przeciwnie. Coraz więcej banków centralnych zwiększa udział kruszcu w swoich rezerwach, jednocześnie ograniczając ekspozycję na dolara. Według badań World Gold Council ponad trzy czwarte banków centralnych planuje zwiększyć zakupy złota w ciągu najbliższych pięciu lat, a podobny odsetek zamierza zmniejszać udział amerykańskiej waluty w rezerwach.
To nie jest krótkoterminowa spekulacja, lecz strategiczna zmiana sposobu zarządzania rezerwami. Rosnące zadłużenie państw, napięcia geopolityczne oraz wykorzystywanie systemu finansowego jako narzędzia sankcji powodują, że coraz więcej krajów szuka aktywa, które nie jest zobowiązaniem żadnego rządu.
Właśnie dlatego analitycy Deutsche Banku uważają, że jeśli udział złota w światowych rezerwach wzrośnie do około 40%, cena kruszcu mogłaby w dłuższym terminie zbliżyć się nawet do 8 tys. dolarów za uncję. To oczywiście scenariusz, a nie prognoza na najbliższe miesiące, ale dobrze pokazuje kierunek, w którym patrzą instytucjonalni inwestorzy.
Najciekawszy moment cyklu może nadejść
Największym błędem byłoby dziś kupowanie złota wyłącznie dlatego, że zrobił to Robert Kiyosaki. Równie dużym błędem może być jednak uznanie, że 30-procentowa korekta automatycznie oznacza koniec wieloletniej hossy.
Fundamenty, które wyniosły złoto na rekordowe poziomy, w dużej mierze pozostają aktualne. Świat nadal mierzy się z rekordowym zadłużeniem, napięciami geopolitycznymi i stopniową dywersyfikacją rezerw przez banki centralne. To właśnie te czynniki, a nie pojedyncze wpisy w mediach społecznościowych, będą decydować o kierunku rynku w kolejnych latach.
Dlatego obecna przecena wydaje się jednym z ciekawszych momentów obecnego cyklu. Nie dlatego, że gwarantuje szybki powrót do rekordów, lecz dlatego, że po raz pierwszy od wielu miesięcy długoterminowi inwestorzy mogą kupować aktywo o niezmienionych fundamentach po cenie znacząco niższej od historycznych szczytów. W inwestowaniu właśnie takie momenty często okazują się najbardziej wartościowe — choć dopiero z perspektywy kilku lat.
