Nielegalne złoto z tego kraju odnajduje się w Dubaju. Wcześniej „znika” z oficjalnego obiegu
Niekiedy suche dane handlowe, z pozoru nudne, po bliższym przyjrzeniu sugerują fascynujące wnioski. Tak jest przykładowo w przypadku oficjalnych informacji opublikowanych przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, a dotyczących rynku złota w Dubaju – aspirującym do miana regionalnego, jeśli nie światowego hubu tegoż rynku – oraz jego źródeł i partnerów handlowych. Ujawnione dane go dotyczące mogą z pozoru wyglądać jak błąd w arkuszu kalkulacyjnym, jednak w istocie są symptomem głębokiej strukturalnej patologii – choć dotyczącej akurat nie samego Dubaju, a wspomnianych partnerów.
W tym przypadku chodzi o Kamerun – biedny afrykański kraj o bogatych złożach i niewielkiej stabilności (czyli standard, można by cynicznie stwierdzić) – ten sam mechanizm dotyczy jednak także szeregu innych krajów Afryki o obfitych zasobach surowców mineralnych, nie tylko (choć zwłaszcza) złota, takich jak DR Konga, Czad, Niger, Mali, Sudan, Burkina Faso, Republika Środkowoafrykańska i tak dalej. Wspomniane dotyczą okresu obejmującego kilka ubiegłych lat, od 2021 do 2025 roku. I tak, Kamerun oficjalnie wyeksportował… 22,3 kilograma złota. Tak mikra wartość – w kraju, w którym na pełną skalę działają kopalnie tego kruszcu, a do tego dochodzi jeszcze nielegalne wydobycie rzemieślnicze.
Zarazem, w tym samym roku, Zjednoczone Emiraty Arabskie odnotowały import złota z Kamerunu – w ilości drobnych 15 ton. Rozbieżność między danymi obydwu krajów – rzędu prawie siedmiuset do jednego. W całym wspomnianym okresie, w latach 2021-25, do Dubaju dotrzeć miały 44 tony kameruńskiego kruszcu. Organy lokalnej administracji odnotowały tymczasem eksport „całych” 148 kilogramów. Można oczywiście złośliwie skonstatować, że kameruńscy urzędnicy mają pewne problemy z matematyką, tudzież że zdają się zbiorowo cierpieć na fascynujący przypadek krótkowzroczności – takiej „krótkowzroczności”, nawet popartej hojną łapówką, nie da się jednak uskuteczniać na aż taką skalę. Nawet w Afryce.
Podziemny strumień złota
Wniosek jest dość prosty, a zarazem mało optymistyczny dla tego kraju. Liczby te świadczą bowiem o stałym, niezmiennym i działającym na masową skalę mechanizmie wyprowadzania złota i innych surowców poza legalne kanały eksportowe. Zjednoczone Emiraty Arabskie w ogólności, zaś Dubaj w szczególności pełnią zaś tutaj rolę nie tyle hubu rozliczeniowego dla rynku złota, co terminalu dla złota o „niejasnej” genealogii, przez który trafia ono do oficjalnego światowego obiegu. Innymi słowy, ta bogata perła Zatoki Perskiej działa jak prawno-handlowa czarna dziura – metal wsiąka w miejscowe rafinerie, jest „czyszczony” ze swojego pochodzenia i przetapiany w „czysty” produkt.
System ten zdaje się pochłaniać ok. 95 proc. kameruńskiej produkcji złota, zaś wedle szacunków, w ciągu ostatnich pięciu lat budżet tego kraju stracił na tym około 3,5 miliarda dolarów. Trudno też jednak tak zupełnie winić tutaj Dubaj i Arabów. To bowiem sam Kamerun i jego władze walnie się tego tego stanu rzeczy przyczyniają. Cały mechanizm nie mógłby funkcjonować bez fundamentalnych wad w sposobie funkcjonowania tego państwa oraz erozji jego sprawczości. Nie tylko zresztą o sprawczość tu chodzi, ale także o legitymizację (czy raczej jej brak) pośród mieszkańców – oszustwa eksportowe obejmujące 95 proc. kluczowej dla gospodarki tego państwa branży świadczą, że ani obywatele, ani urzędnicy nie widzą w tym wielkiego problemu.
Sprzyjają temu realia praktyczne. W kameruńskim regionie wschodnim, porośniętym gęstym lasem, wokół miejscowości Batouri i Kambele Boucaro, działają setki nielegalnych wykopów i rzemieślniczych kopalni, często pod kontrolą zbrojnych grup lub lokalnych potentatów politycznych. Państwo nie wykazuje zdolności do fizycznej obecności na znaczących obszarach terytorium – kontrola nad kopalniami przekracza możliwości administracji centralnej, zwłaszcza tam, gdzie granice są jedynie teoretycznymi liniami na mapach. Nawet zresztą gdyby takie możliwości wykazywało, to w optyce mieszkańców niewiele by to zmieniało – ot, inna grupa skorumpowanych polityków czerpałaby z wydobycia zyski, reszta byłaby bez zmian.
Złodzieje niechaj łapią złodziei?
Czarny rynek surowców mineralnych dostarcza przy tym możliwości zdobycia funduszy dla struktur ugrupowań rebelianckich, dzięki którym mogą one podtrzymywać swoją działalność. Dokładnie ten sam czarny rynek jest jednak także – co często pomijano w oficjalnej retoryce – wygodnym narzędziem dla lokalnych elit administracyjnych i politycznych, które same wypracowały sobie udział w łańcuchu dostaw nielegalnego eksportu, będącego w stanie skutecznie omijać oficjalne opłaty eksportowe i podatki głównie dlatego, że osoby kierujące organami w teorii odpowiedzialnymi za ich egzekwowanie same robią wszystko, co mogą, aby obecny stan rzeczy we własnym interesie podtrzymywać.
W ostatnim czasie tak szereg wspomnianych już krajów Afryki podejmuje działania, aby z tym stanem rzeczy walczyć. Państwa te zaostrzają przepisy eksportowe, wprowadzają państwowe monopole skupu czy zakazy eksportu surowego, nieprzetworzonego złota. Sam Kamerun zamknął 200 nielegalnych kopalń i zapowiedział odzyskanie 524 mln dolarów z niezgłoszonych wywozów. Jednak metody, po które kraje te sięgają, sprowadzają się głównie do zaostrzenia kontroli państwowej i zwiększenia fiskalizmu – co rodzi podejrzenia, że celem nie jest tyle walka z nielegalnym handlem, co przejęcie jego zysków przez władze. W efekcie złoto wciąż płynie (i przypuszczalnie będzie płynąć) do Dubaju – tyle, że być może kto inny będzie z tego czerpał profity.
