Manekiny przemycały złoto. Tokijska policja aresztowała chińskich „lalkarzy” i ich wspólników
fot. global.hk0.com

Manekiny przemycały złoto. Tokijska policja aresztowała chińskich „lalkarzy” i ich wspólników

Tokijska policja rozbiła gang przemytników, który szmuglował do tego kraju złoto. Gang to być może zbyt dużo powiedziane – grupa, o której mowa, nie składała się bowiem z ulicznych bandytów czy typów spod ciemnej gwiazdy rodem z filmów kryminalnych z Yakuzą w roli głównej. Wprost przeciwnie, w jej gronie znajdowali się pracownicy biurowi, a także co najmniej jeden menedżer chińskiej firmy. Także nieoczywista była metoda, którą owo grono się posłużyło – by przemycać złoto, wykorzystywano bowiem naturalnej wielkości lalki.

Niestety (dla nich) japońskie służby jakimś cudem o ich procederze się dowiedziały. Gdy 6 stycznia br. na lotnisku Narita wylądował ładunek nadany z Shenzhen – notabene miasta stanowiącego stolicę chińskiej branży złotniczej – policja już na niego czekała. Okazało się, że w przesyłce ukryto złoto warte 1,075 miliarda jenów (ok. 6,65 mln dolarów), o wadze 49 kilogramów, umieszczone w postaci 38 sztab w stalowych rurach stanowiących szkielet trzech lalek wielkości dorosłego człowieka, oficjalnie zadeklarowanych w manifeście ładunkowym jako manekiny.

Przesyłka miała trafić do mieszkania w tokijskiej dzielnicy Arakawa, a następnie do biura firmy należącej do chińskiego przedsiębiorcy Zhou Jianjuna, uważanego za mózg operacji. Wśród zatrzymanych znaleźli się jego wspólnicy, w tym obywatele Chin i Japonii. Śledczy ustalili, że grupa już wielokrotnie korzystała z tej metody, aby ominąć kontrolę celną. Zatrzymanym postawiono zarzuty naruszenia przepisów celnych oraz unikania zapłaty podatku konsumpcyjnego w wysokości ponad 100 milionów jenów (ok. 620 tys. dolarów).

Policja nie wyklucza, że syndykat – jeśli można tak nazwać grupkę po prostu oszukującą na zbójeckich skądinąd podatkach – działał na większą skalę, a lalki miały być jedynie jednym z wielu wykorzystywanych sposobów przemytu.

Złoto bez zbędnych formalności

Po prawdzie, trudno się im dziwić. Sytuacja na rynku złota w Japonii wybitnie sprzyja tego typu praktykom. Od 2015 roku, kiedy podatek konsumpcyjny na złoto wzrósł z 5% do 8%, a później do 10%, coraz bardziej opłaca się przemycać złoto. W 2024 roku japońskie służby celne zarekwirowały 1,218 kg kruszcu– cztery razy więcej niż rok wcześniej. Wzrost cen złota, który w 2025 roku osiągnął poziom 30 248 jenów za gram, dodatkowo zachęca do nielegalnego importu. W 2024 roku zarejestrowano 81% więcej przypadków przemytu w porównaniu do poprzedniego roku, a ilość zarekwirowanego złota wzrosła ośmiokrotnie.

Przemyt złota do Japonii nie jest nowym zjawiskiem, a metody stają się coraz bardziej wyrafinowane. Oprócz lalek, złoto ukrywane było w perukach, bieliźnie, kijach golfowych, a nawet w podzespołach wózków bagażowych. W 2024 roku z Chin i Hongkongu (gdzie nie obowiązuje podatek konsumpcyjny) pochodziło 60% wykrytych prób przemytu. W jednym z głośniejszych przypadków dwaj mężczyźni przemytowali ponad tonę złota o wartości 10,8 miliarda jenów, w latach 2023–2024 podróżując 216 razy między Koreą Południową a Japonią.

Przyczyny tego procederu są prozaiczne: różnice w podatkach i wysokie ceny, jakie złoto notuje na rynku japońskim. Głównym źródłem szmuglowanego do Kraju Kwitnącej Wiśni kruszcu są Hongkong i Chiny – największy rynek złota na świecie, gdzie nie obowiązuje też podatek konsumpcyjny. I choć Japonia uchodzi za kraj o wręcz niespotykanym szacunku do prawa, to nawet tamtejsza kultura okazuje się przegrywać w starciu z prawami popytu i podaży. Pomimo zaostrzanych kar i kontroli, przemyt kruszcu się opłaca – zwłaszcza że tamtejszy popyt na złoto rośnie, a metody ukrywania go stają się coraz bardziej kreatywne.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!