Lider opozycji skazany na 20 lat więzienia. Rzekomo – za „nielegalne wydobycie”
Znana z bogatych zasobów złota Ghana na dekady posyła ważnego polityka za kraty. Byłoby to może godne szacunku, gdyby nie fakt, że nie chodzi o polityka związanego z obozem władzy, lecz o opozycyjnego. Bernard Antwi Boasiako, znany jako „Chairman Wontumi”, wpływowy działacz opozycyjnej Nowej Partii Patriotycznej (NPP), usłyszał wyrok 20 lat więzienia za „nielegalne wydobycie” złota. Sąd w Akrze uznał go winnym całego szeregu przestępstw, w tym nielegalnego przekazywania praw do złóż oraz prowadzenia wydobycia bez wymaganych zezwoleń.
W teorii jest to oczywiście złamanie prawa – rzecz jednak w tym, że w ghańskich realiach (zwłaszcza, jeśli chodzi o wydobycie złota) prawo w nader niewielkim stopniu koresponduje z praktyką. Nielegalne wydobycie kruszcu, zwane lokalnie galamsey, to w Ghanie zjawisko niezwykle popularne, wręcz masowe. Szacuje się, że w nielegalnym wydobyciu zaangażowanych jest ponad milion osób, wykorzystując w toku swej działalności nawet 60% rzek i lasów kraju. Sektor wydobycia rzemieślniczego (artificial and small-scale mining, ASM), pod którym to eufemistycznym mianem klasyfikuje się aktywność nielegalnych górników, wyprodukował w 2025 roku rekordowe 104 tony złota. Tym samym – przerastając urobek legalnie działających firm górniczych
Co więcej, na proceder ten nie tylko patrzy się przez palce, ale państwo wręcz aktywnie w nim uczestniczy. Ghana Gold Board, instytucja stanowiąca regulatora i zarazem państwowy podmiot gospodarczy w sektorze wydobycia złota, w pierwszym półroczu bieżącego roku skupiła już 54 tony kruszcu od niezależnych górników. W kraju, gdzie nielegalne wydobycie stanowi niemal równoległą gospodarkę, wybiórcze skazanie lidera opozycji na dwie dekady więzienia wygląda w tym kontekście na cyniczny spektakl polityczny obliczony na eliminację rywala na tym polu.
To też natychmiast zarzuciła władzom opozycja. Jej zarzuty o selektywne egzekwowanie prawa brzmią przy tym o tyle wiarygodnie, że ghańskie sądownictwo, które wykazało się taką sprawnością w przypadku Boasiako, nie jest w stanie wykrzesać z siebie choćby ułamka tej energii w odniesieniu do bohatera innej głośnej ostatnio afery ze złotem w roli głównej. Który to bohater, tak jakoś się dziwnie złożyło, jest bratem urzędującego prezydenta, Johna Dramaniego Mahamy. Ibrahim Mahama, bo o nim tu mowa, miał zaś w dosłownym sensie ukraść kopalnię złota australijskiemu koncernowi Azumah Resources.
Tak orzekł niedawno wiążący wyrok Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie, stwierdzając, że firma należąca do Ibrahima, Engineers & Planners, dokonała fizycznego zajęcia kopalni złota Czarna Wolta, niemal na pewno przy wsparciu lokalnych władz. I od miesięcy ignoruje nakazy zwrotu kopalni. Pomimo wyroków, brata prezydenta ani należącej do niego spółki nie spotkały jakiekolwiek konsekwencje. A nawet wprost przeciwnie – właśnie otrzymała ona lukratywną koncesję na eksploatację kopalni złota Damang, notabene też odebranej południowoafrykańskiej firmie Gold Fields.
Im więcej złota, tym większa buta
Ta schizofrenia prawna nie jest przypadkiem. Ghana, historycznie Złote Wybrzeże, dysponuje jednymi z najbogatszych złóż złota na świecie. Dzięki zyskom z wydobycia kraj zażegnał niedawno najgłębszy od dekad kryzys finansowy, zaś lokalna waluta ogromnie zyskała na stabilności. Jednak w miarę odbudowy rezerw finansowych władze w Akrze wydają się przejawiają coraz większą butę i apetyt na bezpośrednią kontrolę nad sektorem. Paradoksalnie, im większe sukcesy ekonomiczne, tym bardziej apodyktyczna staje się polityka władz wobec wydobywców złota – którzy wspomniane sukcesy bezpośrednio umożliwili.
Nowo wprowadzone w tym roku przepisy górnicze skracają maksymalny okres koncesji wydobywczych z 30 do 20 lat, a przy ich przedłużeniu – z 30 do zaledwie 10 lat. Co więcej, od grudnia 2026 roku zagraniczne firmy będą zobowiązane do przekazania operacji wydobywczych lokalnym podwykonawcom, przy czym wydobycie odkrywkowe musi być prowadzone wyłącznie przez podmioty w 100% ghanańskie, a głębinowe – przynajmniej w 50%. Gold Fields, Newmont czy AngloGold Ashanti otrzymały już polecenie przekazania swoich operacji lokalnym firmom – pod groźbą represji. To samo dotyczy też skupu kruszcu.
To niestety nie pierwszy ostatnio przykład topornej próby zawłaszczenia przychodów z wydobycia przez państwo – a zarazem przykład afrykańskiego pseudo-nacjonalizmu gospodarczego. maskującego się podbudkami patriotycznymi, podczas gdy w praktyce chodzi o przekierowanie strumienia pieniędzy z kieszeni wydobywców do rąk elity politycznej. W Mali, Burkina Faso czy Nigerze podobne eksperymenty kończyły się katastrofalnym załamaniem inwestycji, ucieczką zagranicznych podmiotów, które jednak zabierały ze sobą kapitał i know-how – w rezultacie czego tamtejsze kopalnie, mimo nieudolnych prób podtrzymania wydobycia, niejednokrotnie stawały zupełnym odłogiem.
Ghana wydaje się przekonana, że jej złoża są na tyle atrakcyjne, że inwestorzy przełkną każde warunki. Być może ma rację – jednak gdy wybiórcze stosowanie prawa służy eliminacji przeciwników politycznych, podczas gdy kradzież kopalni złota przez rodzinę prezydenta pozostaje zupełnie bezkarna, zasobność złóż kruszcu gwałtownie traci na znaczeniu. Cóż po nim, gdy i tak wiadomo, że zyski z ich eksploatacji przejmie dla siebie lokalna elita, jak tylko inwestor zbuduje działającą kopalnię…?
