Zaorski prawomocnie ukarany. Kulisy sporu z Sylwestrem Suszkiem
Jeszcze kilka lat temu był symbolem spekulacji w Polsce. Wysokie ryzyko, wysoki zysk, to przyciągało. Dziś jego nazwisko wraca na nagłówki z zupełnie innego powodu.
Rafał Zaorski, bez żadnych wątpliwości, najbardziej rozpoznawalny spekulant w Polsce, został prawomocnie skazany za insider trading. I choć sprawa dotyczy wydarzeń sprzed lat, w świetle ostatnich wydarzeń z giełdą zondacrypto, ta sprawa wybrzmiewa inaczej.
Ale to tylko fragment większej historii. Bo w tle mamy Krypto Jam, współpracę z BitBay, miliony złotych, brak formalnych umów i nagrania, które mogą mieć kluczowe znaczenie.
Wyrok, który wraca po latach
Cała sprawa zaczyna się w 2018 roku. Merlin Group ogłasza współpracę z projektem Krypto Jam, kierowanym przez Zaorskiego. Rynek reaguje błyskawicznie. Kurs akcji wystrzeliwuje, a wycena spółki rośnie nawet siedmiokrotnie.
Problem pojawia się, gdy spojrzymy na moment poprzedzający ogłoszenie tej informacji. Tuż przed komunikatem spółka powiązana z Zaorskim, czyli 2Z Capital skupuje akcje Merlin Group. Według ustaleń wykorzystano informację poufną, która nie była jeszcze dostępna dla rynku. To właśnie ten element przesądził o wyroku w pierwszej instancji.
Sąd drugiej instancji podtrzymał wcześniejszą decyzję. Zaorski został ukarany grzywną w wysokości 250 tysięcy złotych, a do tego dochodzą koszty sądowe przekraczające 50 tysięcy złotych. Zapowiada złożenie kasacji do Sądu Najwyższego, ale na ten moment wyrok jest prawomocny.
Krypto Jam od kulis
Żeby zrozumieć pełen kontekst, trzeba cofnąć się do początku. Powstaje Krypto Jam, projekt miał działać na kilku poziomach jednocześnie. Z jednej strony chodziło o wdrażanie technologii blockchain w firmach, z drugiej o wykorzystanie arbitrażu na giełdach kryptowalut, czyli zarabianie na różnicach cen między rynkami. Do tego dochodziły plany związane z tokenizacją i obsługą ICO.
Narracja była dokładnie taka, jakiej rynek wtedy potrzebował. Szybkie pieniądze, nowa technologia i poczucie, że jesteśmy na początku czegoś wielkiego. Wystąpienia publiczne i komunikaty tylko podkręcały tę historię. Pojawiały się informacje o dużych zarobkach, dynamicznym rozwoju i rosnących możliwościach. Wszystko wyglądało dobrze. Przynajmniej do czasu.
Jednym z najważniejszych momentów w historii Krypto Jam było podpisanie umowy z giełdą BitBay. Wartość współpracy miała sięgać nawet 20 milionów złotych, a zakres działań obejmował m.in. obsługę dużych zleceń dla instytucji oraz działania związane z tokenizacją.
Spór o miliony i brak papierów
Kilka lat później sprawa wraca. Operator BitBay, dziś działający jako zondacrypto, kieruje pozew przeciwko Krypto Jam. W grę wchodzą poważne pieniądze. Roszczenia dotyczą kilku milionów złotych oraz zwrotu 150 BTC. Sedno problemu jest zaskakująco proste. Spółka twierdzi, że środki zostały przekazane jako pożyczka. Problem polega na tym, że formalnej umowy prawdopodobnie nigdy nie było.
Warunki miały być ustalane w wiadomościach i rozmowach prowadzonych przez komunikatory. Jednym z kluczowych dowodów w sprawie są nagrania rozmów, które miał rejestrować Sylwester Suszek.
Według ustaleń TVN24 w kwietniu 2026 roku zapada częściowy wyrok. Sąd oddala roszczenie dotyczące 150 BTC, ale postępowanie w pozostałym zakresie nadal trwa. W grze wciąż pozostaje ponad 6 milionów złotych.
Te artykuły mogą Cię zainteresować:
Kral uciekł do Izraela? Ważne informacje w sprawie zondacrypto
Rafał Zaorski otwiera kolejny short! „Zobaczymy jak się zestarzeje”. Na razie starzeje się dobrze