Ponad 100 mln dolarów zniknęło z portfeli sprzętowych. Ten jeden błąd może uderzyć w cały rynek

Ponad 100 mln dolarów zniknęło z portfeli sprzętowych. Ten jeden błąd może uderzyć w cały rynek

Portfele sprzętowe uchodziły za najbezpieczniejszą metodę przechowywania kryptowalut. Dzięki temu, że klucz prywatny pozostaje poza internetem, potencjalny haker ma utrudnione zadanie. Tyle teorii.

W praktyce w ostatnich dniach z portfeli sprzętowych wyparowało ponad 1596 BTC. Jak to możliwe? 

Coldcard miał być jednym z najbezpieczniejszych portfeli

Coldcard to sprzętowy portfel przeznaczony wyłącznie do Bitcoina, kierowany przede wszystkim do bardziej zaawansowanych użytkowników. Urządzenie pozwala między innymi na pracę całkowicie offline oraz podpisywanie transakcji bez konieczności bezpośredniego podłączania portfela do komputera.

To właśnie izolacja kluczy prywatnych od internetu stanowi fundament bezpieczeństwa sprzętowych portfeli. W przypadku Coldcarda napastnicy nie musieli jednak kraść kluczy. Mogli je odtworzyć.

Najpierw pojawiły się informacje o około 38 mln dolarów wyprowadzonych z 500 zimnych portfeli w zaledwie 25 minut. Niedługo później skala strat miała wzrosnąć do około 70 mln dolarów. Na tym jednak się nie skończyło.

Według najnowszych danych przywoływanych w tej sprawie hakerzy przejęli już 1596 BTC o wartości przekraczającej 100 mln dolarów. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ofiarami są osoby, które niczym nie zawiniły. Problem znajduje się w procesie, któremu użytkownik musi zaufać w samym procesie tworzenia klucza prywatnego.

Wszystko zaczyna się od losowości

Żeby zrozumieć skalę problemu, trzeba najpierw wyjaśnić, w jaki sposób zabezpieczane są kryptowaluty. Podczas tworzenia nowego portfela generowany jest klucz prywatny. Z nim związana jest fraza seed składająca się zazwyczaj z 12 lub 24 słów, która pozwala odzyskać dostęp do środków.

Bezpieczeństwo całego mechanizmu opiera się na fundamentalnym założeniu, proces generowania klucza musi być losowy. Liczba potencjalnych kombinacji jest tak gigantyczna, że sprawdzanie kolejnych możliwości metodą brute force staje się kompletnie nieopłacalne.

Ale sytuacja zmienia się diametralnie, jeżeli losowość zostanie ograniczona. Wtedy zamiast szukać jednej właściwej kombinacji w niewyobrażalnie wielkim oceanie możliwości, napastnik otrzymuje znacznie mniejszy obszar do przeszukania. I właśnie tutaj miał znajdować się problem Coldcarda.

Jedna zmiana i katastrofalne konsekwencje

Źródłem problemu miała być zmiana wprowadzona w marcu 2021 roku wraz z aktualizacją oprogramowania Coldcard. Urządzenie zaczęło korzystać z programowego mechanizmu wykorzystującego między innymi identyfikator procesora oraz odczyty zegara i na tej podstawie generować klucz. 

Jeżeli potencjalny napastnik potrafi ograniczyć liczbę wartości, które mogły zostać wykorzystane podczas generowania klucza, może rozpocząć systematyczne odtwarzanie możliwych fraz seed. Następnie z każdej potencjalnej frazy można wygenerować odpowiadające jej adresy Bitcoin i porównywać je z publicznie dostępnym blockchainem.

Gdy pojawi się zgodność, napastnik posiada klucz pozwalający uzyskać dostęp do środków.

Sama aktualizacja nie wystarczy

Według informacji przedstawionych w sprawie potencjalnie zagrożone są frazy seed wygenerowane na urządzeniach Coldcard Mk3, Mk4, Mk5 oraz Q przed aktualizacją z 31 lipca 2026 roku.

Aktualizacja oprogramowania może naprawić sposób generowania nowych kluczy, ale nie jest w stanie zmienić klucza utworzonego wcześniej. Jeżeli stara fraza seed została wygenerowana przy użyciu wadliwego mechanizmu, samo zainstalowanie najnowszego firmware’u nie sprawi automatycznie, że stanie się bezpieczna.

Rozwiązaniem pozostaje wygenerowanie nowej frazy seed i przeniesienie środków na nowe adresy. Nie pomoże również wpisanie starej frazy do Ledgera, Trezora czy innego portfela sprzętowego. To wyjątkowo istotne, ponieważ problem nie znajduje się wtedy w fizycznym urządzeniu. Znajduje się w samym kluczu.

Zmiana sejfu nie pomoże, jeżeli złodziej zna już kombinację.

Afera Coldcarda może mieć znacznie większe konsekwencje

Ponad 100 mln dolarów potencjalnych strat to wystarczający powód, żeby sprawa stała się medialna. Problem w tym, że pojawiła się w wyjątkowo niekorzystnym dla branży momencie. W Stanach Zjednoczonych trwa polityczna walka o CLARITY Act. Ustawę, która ma uporządkować zasady funkcjonowania amerykańskiego rynku aktywów cyfrowych.

Senator Elizabeth Warren należy do najbardziej zdecydowanych krytyków obecnego kierunku regulowania kryptowalut w USA. W swoich wystąpieniach wskazuje między innymi na oszustwa, możliwość wykorzystywania aktywów cyfrowych przez przestępców, ryzyko dla systemu finansowego oraz potencjalne konflikty interesów związane z działalnością Donalda Trumpa na rynku kryptowalut.

I właśnie dlatego sprawa Coldcarda może stać się polityczną amunicją.

„Skoro nawet najbezpieczniejszy portfel zawiódł…”

Afera nie ma bezpośredniego związku z CLARITY Act. Nie zmienia to jednak faktu, że idealnie wpisuje się w narrację przeciwników branży. Argument jest niezwykle prosty i działa przede wszystkim na emocje. Skoro użytkownicy mogą stracić miliony dolarów nawet wtedy, gdy korzystają z portfela uznawanego za jedno z najbezpieczniejszych rozwiązań na rynku, dlaczego państwo miałoby zmniejszać zakres kontroli nad sektorem kryptowalut?

Dla przeciętnego Amerykanina rozróżnienie pomiędzy błędem w generowaniu entropii, regulacją giełd, klasyfikacją tokenów i konfliktem interesów polityków może mieć drugorzędne znaczenie. W głowie zostaje prosty komunikat, ludzie znowu stracili pieniądze na kryptowalutach.

Najważniejsza lekcja nie dotyczy tylko Coldcarda

Przez lata jednym z najpopularniejszych haseł w społeczności Bitcoina pozostawało „not your keys, not your coins”. Przekaz był prosty. Jeżeli kryptowaluty znajdują się na giełdzie, tak naprawdę musisz ufać pośrednikowi. Dopiero samodzielne przechowywanie kluczy daje pełną kontrolę nad majątkiem.

Sprawa Coldcarda pokazuje jednak drugą stronę tej filozofii. Self-custody usuwa część pośredników, ale nie usuwa ryzyka technologicznego. Możesz nie ufać bankowi. Możesz odłączyć portfel od internetu, zamknąć frazę seed w sejfie i przestrzegać wszystkich zasad bezpieczeństwa. Ostatecznie jednak nadal musisz zaufać sprzętowi, który generuje Twój klucz.

Może Cię zainteresować:

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!