Hoskinson chce, żeby Cardano podbiło świat. Najpierw musi udowodnić, że świat w ogóle go potrzebuje
Charles Hoskinson znów wyszedł na scenę z wizją, która brzmi jak coś pomiędzy manifestem technologicznym a przemową założyciela nowego państwa. Według twórcy Cardano jego blockchain może stać się fundamentem globalnego systemu zaufania. Nie kolejną siecią do handlu tokenami. Nie jeszcze jednym miejscem do gonienia za chwilową modą. Czymś znacznie większym, uwaga: systemem operacyjnym dla świata. Brzmi to tyle potężnie, co… do szaleństwa naiwnie.
Cardano ma wielką filozofię. Rynek patrzy na dużo prostsze liczby
Hoskinson twierdzi, że największym problemem współczesnego świata jest koszt zaufania. Banki, pośrednicy, instytucje, prawnicy, regulatorzy, systemy. Wszystko to ma sprawiać, że ludzie i firmy mogą sobie ufać bez znajomości drugiej strony. Cardano, przynajmniej w tej wizji, ma ten koszt radykalnie obniżyć. Dzięki protokołowi Ouroboros, modelowi eUTXO ma mieć zestaw cech, którego konkurenci nie są w stanie skopiować.
Hoskinson może mówić o globalnym kryzysie zaufania, ale inwestorzy coraz częściej patrzą na mniej romantyczne wskaźniki: płynność, stablecoiny czy aktywne adresy. I tutaj Cardano – delikatnie rzecz ujmując – nie wygląda jak sieć, która za chwilę przejmie świat.
Według danych DeFiLlama kapitalizacja stablecoinów na Cardano wynosi około 48 milionów dolarów. Dzienny wolumen DEX-ów liczony jest w milionach dolarów, a liczba aktywnych adresów w ostatnich 24 godzinach to kilkadziesiąt tysięcy. To nie są zerowe wartości, ale trudno na tej podstawie mówić o infrastrukturze, która już dziś rzuca wyzwanie największym sieciom czy bankom.

Czy Hoskinson zwariował? Niekoniecznie. Ale rynek nie kupuje już samej wiary
Najłatwiej byłoby powiedzieć, że Hoskinson odleciał. Że mówienie o pokoju na świecie, globalnym zaufaniu i Cardano jako fundamencie nowej gospodarki brzmi jak przesada. Problem polega nie na tym, że ta wizja jest totalnie głupia. Problem polega na tym, że bez podstaw zostaje tylko wizją.
Jeśli Cardano ma być czymś więcej niż projektem z wierną społecznością i filozofią rodem ze słowiańskich wierzeń, musi wygrać walkę nie o cytaty, ale o przepływy. O stablecoiny, DeFi i aplikacje, z których ludzie korzystają nie dlatego, że kochają Cardano, tylko dlatego, że jest najlepsze albo przynajmniej najtańsze.
Hoskinson może mieć rację, że branża nie powinna ścigać się wyłącznie na TVL i chwilowe mody. Ale jeśli projekt chce „podbić świat”, nie może jednocześnie obrażać się na pytanie, kto właściwie z tego świata już dziś go używa.
Cardano nie musi udowadniać, że ma wielką misję. To robi od lat. Teraz musi udowodnić coś trudniejszego: że ta misja potrafi zamienić się w popyt, płynność i realną gospodarkę. Bez tego nawet najładniejsza opowieść o globalnym zaufaniu pozostanie tylko kolejnym kazaniem w świecie, który coraz częściej prosi nie o wizję, lecz o dowody.
Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:
Ethereum wygląda jak okazja dekady. Ale rynek przestał wierzyć w prostą historię o ETH
Ta kryptowaluta spadła ostatnio o ponad 20%. Ma ją wielu traderów
Strategy wraca do zakupów Bitcoina. Michael Saylor ucina spekulacje