75 tysięcy koparek, prąd za miliard dolarów. Najazd na nielegalne kopalnie BTC
Według „New Straits Times”, malezyjskie służby przejęły od stycznia 2022 roku do maja 2026 roku aż 75 578 maszyn do kopania kryptowalut. W tym czasie przeprowadzono 3049 nalotów i zatrzymano 629 osób. Problemem nie były jednak same kryptowaluty. Problemem był prąd, a dokładniej prąd kradziony z sieci, a liczniki omijane albo przerabiane tak, żeby koszt miningu zapłacił ktoś inny.
Koparki pracowały, rachunek znikał
Sprawę opisał w malezyjskim parlamencie wiceminister spraw wewnętrznych Datuk Seri Dr Shamsul Anuar Nasarah. Skala jest uderzająca. Nie mówimy tu o jednej hali pełnej sprzętu ani o kilku domowych instalacjach. Mówimy o tysiącach akcji służb i dziesiątkach tysięcy urządzeń przejętych w ciągu kilku lat.
To pokazuje ciemną stronę kryptowalutowego miningu. Legalne kopanie jest biznesem opartym na kalkulatorze: cena sprzętu, cena prądu, trudność sieci, kurs Bitcoina i marża. Nielegalne kopanie działa prościej. Największy koszt próbuje się wyrzucić poza własny rachunek.
Reuters już wcześniej pisał, że malezyjski państwowy koncern energetyczny Tenaga Nasional Berhad miał stracić ponad miliard dolarów przez nielegalne zużycie energii związane z kopaniem kryptowalut. W latach 2020-2025 wykryto tysiące miejsc, w których dochodziło do nieautoryzowanego poboru prądu.
W praktyce takie kradzieże są szczególnie trudne do wykrycia, bo kopalnie krypto potrafią działać w zwykłych lokalach, magazynach albo domach. Z zewnątrz w ogóle nie wyglądają jak coś nielegalnego. Dopiero nietypowe zużycie energii, przegrzewające się instalacje albo kontrole operatorów sieci pokazują, że w środku pracują dziesiątki lub setki maszyn.
To ostrzeżenie dla całej branży
I tu zaczyna się prawdziwy temat. Bitcoin bywa opisywany jako cyfrowe złoto, ale żeby go wydobywać, potrzebna jest bardzo realna infrastruktura. Kable, transformatory, elektrownie, liczniki i sieć, która musi wytrzymać obciążenie. Gdy ktoś podpina koparki na lewo, to nie jest tylko „sprytna optymalizacja kosztów”. To kradzież energii i ryzyko dla systemu.
Malezja pokazuje, że walka o tani prąd stała się jednym z najważniejszych frontów w świecie krypto. Po kolejnych halvingach i rosnącej konkurencji marże kopaczy są coraz bardziej zależne od kosztów energii.
Legalnie tani prąd może być przewagą. Kradziony prąd jest przestępstwem. I jeśli branża miningowa chce być traktowana poważnie, musi umieć jasno oddzielić jedno od drugiego.
Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:
BlackRock ponownie kupuje Bitcoina. Instytucje wracają na rynek?
Bitcoin po milion dolarów nie musi cieszyć. To może być ostrzeżenie
Druga zondacrypto? Giełda krypto padła „przez MiCA”, co robić jeśli trzymasz tam środki?
