Rola systemowa złota | Cz. 1

1 284

GOLDBUGIZM I ZŁOTO SYSTEMOWE

Termin „goldbug” został spopularyzowany w 1896 r. i ma z definicji znaczenie pejoratywne. Oryginalnie nazwano tak zwolenników późniejszego prezydenta USA Williama McKinleya. Nosili oni złote wpinki, albo krawaty bądź opaski wykonane z materiału koloru złotego. Było to demonstracją w obronie żółtego kruszcu i sprzeciwem wobec „srebrnej groźbie”, czyli włączeniu srebra w system amerykańskiego złotego standardu.

W dzisiejszych czasach, termin oznacza osobę zafiksowaną na temacie złota, będącą jego adwokatem, popularyzatorem i propagatorem. Klasyczny „goldbug” jest znawcą tematu, potrafi o złocie opowiedzieć wszystko i jest na bieżąco z danymi sektorowymi. Ma także dużą wiedzę na temat digitalno-papierowego złota z LBMA i Comexu. Zazwyczaj używa przy tym takich zwrotów jak „manipulacja cenowa”, „uczciwy pieniądz” oraz wskazuje wszystkie przewagi „fizyka”.

Wśród poglądów „radykalnych” goldbugów, dodatkowo pojawiają się dywagacje na temat ponownego wprowadzenia systemu złotego standardu. Do komisji senackich kongresu USA, co trochę wpływają projekty ustaw „o przywróceniu prawdziwego pieniądza”. Oczywiście zatrzymują się one gdzieś w odmętach mechanizmu administracyjnego z etykietą stalled (utknięty, zawieszony). I czekać tam będą aż po kres dziejów.

Czy jednak oznacza to że włączenie złota do systemu w jakiejkolwiek formie jest niemożliwe? Wprost przeciwnie, bo złoto jest częścią systemu.

Wszak mowa o ważnym aktywie dywersyfikacyjnym banków centralnych, antyinflacyjnym hedge’u i o jego uniwersalistycznej rozpoznawalności. Dodatkowo istnieją pewne mechanizmy wiążące chińskiego Juana ze złotem i ropą poprzez rynek Shanghai Gold Exchange (SGE). A te są absolutnie nie w smak amerykańskiej administracji. Wszak dollar is king. Nurt globalnej de-dollaryzacji na rzecz bilateralnego użycia walut własnych czy też denominowanych w złocie juanów jest zagrożeniem dla pozycji amerykańskiego safe haven. Tymczasem zazwyczaj negatywnie skorelowane USD i złoto, ze względu na systemowe zagrożenie Covid-19, od pewnego czasu idą w parze.

Wielokrotnie w nowoczesnej historii gospodarka działała już w oparciu systemowym o kruszec. I nie działo się to tak dawno temu. Szwajcaria tkwiła w systemie rezerwy cząstkowej do 1999 r. Z kolei oparcie USD o peg z kruszcem trwało do 1971 r.

W wyniku zeszłorocznych poprawek w systemie Basel III, złoto awansowało do poziomu Tier I. Stało się w ten sposób aktywem uznawanym za pewne a nie jak dotychczas spekulacyjne. Zmiana poprawia stan balansów banków centralnych i inwestycyjnych, co niektórym dając poważny zastrzyk płynnościowy.

W postrzeganiu złota zazwyczaj chodzi jednak o percepcję. Każde zagadnienie można bowiem zaprezentować w zupełnie inny sposób dysponując dokładnie tym samym zestawem danych. W przypadku nurtu „goldbugów” wszystko będzie dążyć do ukazania jak ważne jest i było złoto. Skupienie na jednym wątku szerokiego rynku finansowego może przesądzić o nadaniu im łatki „dziwaka”. No bo przecież po co siedzieć w złocie, kiedy można robić profit na krypto, akcjach, obligacjach, ETFach i innych narzędziach?

Zależy również, kto przedstawia zagadnienie. Czy warto wierzyć najsławniejszemu dystrybutorowi kruszców z rynku amerykańskiego jakim jest Mike Malloney? Przecież on żyje z handlu kruszcem. Czy może lepiej zaufać słowom Bena Bernanke oraz jego poprzedników i następców? Ci, będąc na czele Fed-u stawiali dolara na piedestale. Co prawda po opuszczeniu posady, nagle wielu z nich zaczęło wypowiadać się pozytywniej o złocie. Ale kto osobie prywatnej zabroni…

Autor proponuje zatem krótką podróż w czasie celem zapoznania się z rolą systemową złota. Temat zajmie kilka wpisów.

PROBLEMY PŁYNNOŚCIOWE ŚREDNIOWIECZA

Złoto i srebro przez większość ludzkiej historii używane były jako medium wymiany handlowej i przenoszenia wartości w czasie. W naszej części świata, każde z imperiów inspirowało swój system monetarny bardziej rozwiniętym kulturowo sąsiadem. Rzymianie oparli swój system na dokonaniach greckich, Bizantyjczycy na rzymskich, Arabowie na bizantyjskich, a rodzące się nacje europejskie wczesnego średniowiecza na wszystkich z powyższych.

Stworzenie ustabilizowanych organizmów państwowych w Europie, zawsze kierowało dynamikę handlową na wschód. Orient posiadał bowiem dobra towarowe, których pragnęły dwory królewskie i szlacheckie: jedwabie, pieprz, kurkuma, a także nauki i technologie. Wiedząc o tym, kupcy arabscy nie wahali się dyktować cen i warunków. A ich europejscy kontrahenci zgadzali się, wiedząc że uzyskają u siebie kilkukrotną przebitkę cenową.

Do Syrii, Palestyny i Egiptu statki przybywały z towarami i kruszczem a wracały z przyprawami. Ale w rozliczeniach po stronie europejskich banków i kontrahentów zaczęły od XIII w. pojawiać się depozytowe kwity dłużne. Początkowo było to podyktowane względami bezpieczeństwa i logistyki. Jednak wraz z rozwojem księgowości system ewoluował w stronę cyklicznego bilansowania net pozycji finansowej kupca. Dokładnie tak, jak robi to dzisiaj w sesjach dziennych rynek LBMA.

Kruszec wypłacany były poprzez transfery pieniężne dokonywane w regularnych interwałach, na regularnie odbywających się targach. Ale jednocześnie był to moment, w którym ilość aktywa nominalnego w księgach bankowych zaczęła przewyższać wartość aktywa kruszcowego w obrocie. Tak oto italscy bankierzy wymyślili papierowe złoto.

Dzięki tzw. handlowi lewantyńskiemu, nasza część świata dokonała znaczącego skoku technologicznego i kulturowego. Jednak kosztem tego był trwający setki lat odpływ kruszców z Europy. Jego rezultatem był Wielki Kryzys Monetarny XV w.

Stare kopalnie eksploatowane przez wieki wyczerpały się, a w działających osiągnięto poziom wód gruntowych, którego nie dało rady wypompować skutecznie. Te działające z kolei ulokowane głównie na Bałkanach, wpadły w ręce tureckie. W 1450 r. złota i srebra w Europie fizycznie zabrakło.

Umarła zatem płynność oparta na medium wymiany handlowej. Włoskie centra handlowe jak Wenecja i Genua przestały przyjmować statki kupieckie. Ściągalność długów przez banki italskie umarła, a fala bankructw przeszła przez Europę południową. Banki i kupcy przestali przyjmować kwity dłużne i zastawne. Kto posiadał choćby minimalne ilości złota i srebra starał się go zachować jako zabezpieczenie. To właśnie w oparciu o tego typu zachowania ludzkie opracowano prawo znane dziś jako Kopernika-Greshama.

Rycina Leonarda Becka przedstawiająca pracę w późno-średniowiecznej mennicy. Źródło: http://www.royalmintmuseum.org.uk/history/making-money/making-money-in-the-past/the-middle-ages/index.html

Bankructwa uderzyły w Europę ale i również w powiązane sektory międzynarodowe. Bliskowschodni farmerzy i kupcy przyzwyczajeni do przybywających ze złotem i srebrem Europejczyków przestawili tryby swojej produkcji rolnej pod wymagania klienta. Egipt, który w starożytności był spichlerzem Imperium Rzymskiego, zaniedbał systemy irygacyjne i stał się globalnym eksporterem pieprzu. Gdy europejski popyt na przyprawy zatrzymał się gwałtownie, regionom bliskowschodnim w oczy zajrzał głód.

Europę uratował Martin Claus z Gothy swoim systemem odpompowywania wód gruntowych opartym o koła zamachowe napędzane nurtem rzek. Wkrótce kopalnie wznowiły produkcję i życie zaczęło wracać do normy.

KOLONIALNY PRZYCZYNEK INFLACYJNY

Zdobycie Konstantynopola w 1453 r. przez sułtana Mehmeda II, ogromne premium jakie należało płacić za przyprawy kupowane na Bliskim Wschodzie oraz dominacja sektora italskiego w tej gałęzi handlu. To były główne powody, dla których Portugalczycy i Hiszpanie zaczęli poszukiwać drogi do Indii z ominięciem kosztownego pośrednika. Przyczyniły się do tego również wyparcie Maurów z Hiszpanii, oraz brak perspektyw na wzbogacenie. Wyprawy wychodzące z Europy na zachód, rozpoczęły erę odkryć geograficznych. Te w ciągu kilku wieków miały przyczynić się znacząco do śmierci handlu lewantyńskiego.

Portugalczycy przywożący dobra trasą dookoła Afryki, stali się imperium handlowym które przyćmiło Wenecję i Genuę. Hiszpanie pragnąc z kolei znaleźć zachodnią drogę do Indii, odkryli coś znacznie większego – Amerykę. Kolumb umarł co prawda w przeświadczeniu, że dotarł na subkontynent, ale wystarczyło kilka kolejnych lat aby udowodnić, że był w błędzie.

Z kolei awanturnicze wyprawy Cortesa czy Pizarro potrafiły zniszczyć całe cywilizacje, ale nie dzięki przewadze zbrojnej a raczej psychologii. W wierzeniach azteckich, bogowie mieli mieć słonecznie jasną skórę. Dodatkowo przewaga technologiczna w postaci muszkietów i zbroi oraz bestie budzące grozę czyli konie, wpływały na postrzeganie Europejczyków jako istot nie z tego świata. Dla Azteków złoto było metalem zdobniczym i nie miało innej wartości poza tą. Dlatego też złotą gorączkę konkwistadorów tłumaczono sobie, że bogowie odżywiają się złotem.

„Szturm Teocalli przez Corteza i jego żołnierzy”. Płótno autorstwa Emanuela Leutze. Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/The_Storming_of_Teocalli_by_Cortez_and_his_Troops

Hiszpanie przywozili z nowego świata rośliny, których kontynent nie znał jak np. maniok, fasolę, kukurydzę czy bataty. Ale oczywiście najważniejsze były kruszce spoczywające w lukach karaweli i galeonów. Hiszpańska flota handlowa z nowym światem, nosiła przydomek „Srebrnej Floty”, bo około 90% jej transportu kruszców stanowiło srebro. W ciągu trzech pierwszych lat od podboju imperium Inków, do Hiszpanii dotarło 6 ton złota i 56.5 ton srebra. A większość transportów i tak trafiła na dno Atlantyku dzięki korsarzom, piratom i siłom natury. Pomiędzy 1531-1660 r. ilość srebra w europejskich skarbcach zwiększyła się trzykrotnie, a złota przybyło o 20 proc. Wkrótce jednak przypływ wolumenów kruszcowych w ciągu 50 lat zmalał kilkukrotnie.

INFLACJA JAKO EFEKT BRAKÓW INWESTYCYJNYCH

Odkrycie Ameryki wpłynęło na Hiszpanię w sposób wielowymiarowy. Łatwo i gwałtownie bogacąca się szlachta nie potrzebowała już dbać o włókiennictwo i przemysł stoczniowy. A były to dwie najważniejsze gałęzie przemysłowe kraju. Zniszczyło to w rezultacie wytwórczość, popyt, podaż oraz ośrodki handlowe. Podczas gdy inwestycje przemysłowe zamarły, siedziby magnatów hiszpańskich opływały w kosztowności, luksusy i sztukę.

Wielkie obszary rolniczego kraju pustoszały, ponieważ Hiszpanie przenosili się na gigantyczne plantacje nowego świata. Na początku XVII w., blisko 1/3 ziem Półwyspu Iberyjskiego leżała odłogiem. Skoro zaś nastąpiła pewna forma „emigracji zarobkowej”, to w miejsce robotników i chłopów natywnych pojawiali się obcokrajowcy, którym opłacało się pracować za stawki niegodne „syna Kastylii i Galicji”.

„Okoliczności sprawiły, że Hiszpania żyła ponad stan, bez wystarczającej produkcji własnej. Pozornie bogata we wszystkie skarby amerykańskie, ubożała bezustannie, a kiedy zdała sobie z tego sprawę, nie miała już ani środków, ani ochoty, by się podnieść”.

Pisał sekretarz króla Filipa II.

Koniec średniowiecza, czyli wiek XV, charakteryzował się deflacją systemową. Dla człowieka żyjącego w XVI wieku, nowe zjawisko czyli średnia roczna inflacja na poziomie 2% wyrażała się w uśrednionym 500% wzroście cenowym. Był to zatem zwrot o 180 stopni i gwałtowne przyspieszenie.

Dopływ mas kruszcu odpowiednio zagospodarowany, sam w sobie nie byłby problemem. Jednak pozostawiony samemu sobie spowodował powstanie inflacji. Hiszpania zaczęła bowiem masowo nabywać dobra zagraniczne, co w rezultacie przyczyniło się do gwałtownego rozwoju Niderlandów. Co prawda była to wówczas prowincja wielkiego imperium Habsburgów, ale dla narracji jest to nieistotne. Podczas gdy w Niderlandach budowano wytwórczość, w Hiszpanii powiększało się rozwarstwienie dochodowe klas. Chłopi i mieszczanie biednieli a szlachta i dwór gwałtownie się bogacili.

Hiszpania popełniła błędy, dokładnie takie same, jakie pod koniec swojego istnienia popełnił starożytny Rzym. Wypływ kruszców za granicę, brak inwestycji krajowych, niekonkurencyjność albo też upadek całych sektorów gospodarczych i narastające rozwarstwienie społeczne spowodowały, że największy producent podażowy waluty złotej i srebrnej zmuszony był gwałtownie się zadłużać.

Podczas gdy jeszcze pod koniec XVI w. „srebrna flota” potrafiła przetransportować kruszec o wartości 13 mln dublonów na przestrzeni kilku lat, tak w 50 lat później liczba ta wynosiła 2 mln w analogicznym przedziale czasu. Gwałtowne zmniejszenie dostaw złota i srebra dla kraju przyzwyczajonego do licznych wydatków było jak zaciśniecie sznura na szyi skazańca. A kruszcu na rynku domowym zabrakło i ludzie zmuszeni byli płacić workami z bilonem miedzianym liczonym wagowo a nie ilościowo.

„Klęska Armady”. obraz autorstwa Philipa James de Loutherbourg. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Philip_James_de_Loutherbourg

Imperium zbankrutowało kilkukrotnie w XVII w. Nie było innego wyjścia, skoro koszta obsługi długu i operacji militarnych wynosiły 90% dochodu krajowego.

Ceną za kryzys była utrata kolonii na rzecz konkurencji, ale także i upadek mocarstwa. Kto wie, może gdyby nie to, dziś międzynarodowym językiem zachodu byłaby mowa Cervantesa a nie Szekspira.

Ciąg dalszy nastąpi…

Komentarze