Włącz Google Play i pozwól kraść swoje dane, albo cię zablokujemy: reCAPTCHA oznacza użytkowników jako „podejrzanych”

Włącz Google Play i pozwól kraść swoje dane, albo cię zablokujemy: reCAPTCHA oznacza użytkowników jako „podejrzanych”

Koncern Google usiłuje uniemożliwić użytkownikom rezygnację z jej „usług” – tych niepotrzebnych, ale szpiegujących i odzierających użytkownika z prywatności i danych – i aby to osiągnąć, próbuje dodatkowo podważyć ich swobodę dysponowania swoją prywatną własnością, jaką są ich urządzenia elektroniczne. W tym akurat przypadku – chodzi o te urządzenia, które mają zainstalowany system operacyjny Android. Można by zapytać – dlaczego w takim razie nie zmienić systemu operacyjnego na inny? Rzecz w tym, że tę zmianę Google również usiłuje uniemożliwić, i to w wybitnie wredny i małostkowy sposób.

Google zintegrowało bowiem na Androidzie swój najnowszy system reCAPTCHA – wredną, uciążliwą zmorę milionów internautów, zmuszającą ich do marnowania swego czasu w celu darmowego trenowania firmowych systemów rozpoznawania kształtów na obrazach, to wszystko jak zawsze pod pretekstem „bezpieczeństwa” – z Google Play. Kolejną „usługą”, która wydaje się nie tylko nie usługiwać użytkownikowi, co nadzorować go i utrudniać mu życie, gdy tylko zapragnie uczynić cokolwiek, co nie nabija kabzy firmie.

Do*rać, dopiec i dogryźć tym, co nie przekazują firmie danych

Wspomniana integracja oznacza, że każdy użytkownik korzystający z urządzenia pozbawionego natywnego oprogramowania Google automatycznie nie przejdzie weryfikacji, gdyż reCAPTCHA uzna jego zachowanie za „podejrzane”. System ten przymusza użytkowników Androida do uruchamiania firmowej struktury aplikacji Google w wersji 25.41.30 lub nowszej, aby udowodnić, że są ludźmi. Gdy reCAPTCHA wykryje to, co uważa za podejrzaną aktywnością, pomija tradycyjne uciążliwości obrazkowe i zamiast tego żąda, by użytkownik wylegitymował się, skanując kod QR smartfonem czy tabletem.

Procedura ta nie dotyczy użytkowników iPhone’ów, które działają w oparciu o iOS, a mim to nie muszą instalować oprogramowania Google, aby zdać test. Cała ta złośliwość dotyczy wyłącznie użytkowników urządzeń, które mają działać w systemie Android – ale których właściciele zapragnęli albo wymienić ten system operacyjny na bardziej im odpowiadający, albo choćby zmęczyli się ciągłym szpiegowaniem i elektronicznym zamordyzmem serwowanym im przez Google Play, pragnąc, dla odmiany, sami kontrolować swoje urządzenie.

Nie będziesz miał innych produktów oprócz Google

Asymetria ta wskazuje dość wyraźnie, że nie chodzi o żadne bezpieczeństwo, co o drakońską kontrolę ekosystemu przez korporacyjną centralę Google’a – która najwyraźniej traktuje użytkowników nieomal jako swych quasi-feudalnych „poddanych”. Tymczasem grono osób, którym nie odpowiada stosunek zarozumiałego giganta z Mountain View do klienta, rośnie. Właśnie z myślą o tej grupie powstały w ostatnich latach alternatywne narzędzia, jak np. system operacyjny GrapheneOS – zaprojektowany pod kątem ochrony prywatności i nie mający preinstalowanych „usług” Google.

Użytkownicy decydujący się na telefony bez tychże pseudo-usług czynili to świadomie, analizując praktyki zbierania danych, rozumiejąc, co i w jakim zakresie jest przekazywane przez Play Services, i odmawiając zgody na ten proces. Nowy system Google karze ich za tę decyzję, traktując brak jego własnościowego oprogramowania jako automatycznie podejrzane – i skutkujące automatycznym niepowodzenie weryfikacji, jeśli reCAPTCHA wykryje nie-firmowe rozwiązania i zażąda skanowania kodu QR. W praktyce blokuje to dostęp do stron internetowych, które wdrożyły nową wersję reCAPTCHA

Pycha (z reguły) kroczy przed upadkiem

Działania Google systematycznie ograniczają prywatność i autonomię użytkowników, zmuszając ich do akceptowania własnościowych rozwiązań korporacji pod groźbą wykluczenia z podstawowych usług internetowych. Firma wykorzystuje swoją dominującą pozycję, aby narzucać warunki, które nie tylko zbierają dane na masową skalę, ale także karzą tych, którzy próbują się od tego systemu uniezależnić. Wszystko to nie tyle sugeruje, co wrzeszczy, by trzymać się od tak aroganckich korporacji i ich produktów jak najdalej.

Zwłaszcza, że alternatyw jest coraz więcej. Społeczność użytkowników od lat podejmuje wysiłki, aby uniezależnić się od monopolu Google. Ich istnienie wskazuje, że alternatywy są nie tylko możliwe, ale i pożądane przez rosnącą grupę osób, które nie chcą być częścią ekosystemu opartego na masowej korporacyjnej inwigilacji. Zaś sama Google – mimo przemawiającej na jej korzyść bezwładności, jaka wynika ze zwykłego przyzwyczajenia milionów użytkowników – najwyraźniej zapomniała maksymy „don’t be evil”.

Najnowszy akt złośliwości i małostkowości firmy wobec niezależnie nastawionych użytkowników może im naturalnie utrudnić i uprzykrzyć życie. Ciekawe jednak, czy kierownictwo Google – które najwyraźniej zupełnie zapomniało o maksymie „don’t be evil ” – naprawdę wyobraża sobie, że prowadząc wojnę ze swoimi klientami, utrzyma swoją wiodącą pozycję w nieskończoność.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz