Walki „lotnicze” w kosmosie, starcia uzbrojonych satelitów. Pierwsze takie manewry w historii

Walki „lotnicze” w kosmosie, starcia uzbrojonych satelitów. Pierwsze takie manewry w historii

W minionym tygodniu amerykańskie siły zbrojne przeprowadziły pierwsze w historii manewry w przestrzeni kosmicznej – a przynajmniej pierwsze takie, o których wiadomo publicznie (jest bowiem bardzo prawdopodobne, że podobne działania prowadzą także Chiny, tyle że nie informują o nich – a i sami Amerykanie nie podają też bynajmniej do wiadomości publicznej wszystkiego). Wydarzenie to w teorii można uznać za akt niepozorny – niewykluczone jednak, że w przyszłości będzie ono postrzegane podobnie, co pierwsze walki powietrzne nad frontami I wojny światowej. Uznane z początku za niewiele znaczące incydenty, które jednak wyznaczyły początek traktowania przestrzeni powietrznej jako pola bitwy. Teraz podobnie może być z nową granicą, jaką jest kosmos.

Manewry, o których mowa – Apollo Maneuvers 2026zorganizowało U.S. Space Command. Charakter ćwiczeń określono jako Advanced Battle Management System (ABMS), i miały na celu przetestowanie zdolności do prowadzenia operacji ofensywnych i defensywnych na orbicie. Dotychczasowa doktryna operacyjna zakładała utrzymywanie satelitów na stałych pozycjach orbitalnych w celu maksymalizacji żywotności urządzeń i konserwacji paliwa manewrowego. Apollo Maneuvers stanowią odejście od założeń przyjętych pod kątem wymogów logistycznych na rzecz logiki taktycznej – zoptymalizowanej pod względem maksymalizacji szans przetrwania we wrogim środowisku oraz (czego głośno nie przyznano) działań przeciwko satelitom wroga.

Były to, jak wspomniano, pierwsze w historii ćwiczenie typu live-fly, z udziałem realnych satelitów wojskowych, umieszczonych w wirtualnym „środowisku kontestowanym”, w którym wykonywały one skoordynowane manewry w ramach symulowanej walki orbitalnej. Scenariusz manewrów zakładał działania w jednocześnie trzech środowiskach orbitalnych: na niskiej orbicie okołoziemskiej (low earth orbit, LEO), średniej orbicie (MEO) oraz orbicie geostacjonarnej, tj. na wysokości ponad 35 786 km. Działania te określono jako „orbital dogfighting”, i symulowały bliskie zbliżenia i koordynowane przemieszczanie wielu obiektów w przestrzeni, odtwarzając scenariusze konfrontacji z przeciwnikiem wyposażonym w satelity bojowe.

Wedle dostępnych doniesień, operacje obejmowały dynamiczne zmiany trajektorii (co, biorąc pod uwagę, że chodzi o kosmos, bynajmniej nie jest trywialne), bliskie przeloty i testy sensorów do wykrywania oraz śledzenia celów. Działania te symulowały unikanie uderzeń wrogich jednostek, jak i działania zaczepne przeciwko nim. Oczywiście do tego ostatniego Pentagon się nie przyznaje, kontekst tych działań jest jednak dość jasny i byłoby wręcz dziwne, gdyby takie ćwiczenia miały charakter wyłącznie obronny. Kontekstem tym jest zaś rosnąca w błyskawicznym tempie militaryzacja przestrzeni kosmicznej, postrzeganej zarówno przez Stany Zjednoczone, jak i Chiny, jako kluczowe pole bitwy w ewentualnym przyszłym, spodziewanym konflikcie.

Kosmos bliżej wojny?

Pentagon od lat rozwija programy mające na celu zwiększenie odporności i zdolności obronnych satelitów, w tym projekt Resilient Spacecraft oraz Space Development Agency, która pracuje nad konstelacjami satelitów o podwyższonej odporności na zakłócenia i ataki. To samo, a być może nawet z jeszcze większą intensywnością, czynią Chiny. Chińskie prace badawcze, prowadzone przez ośrodki powiązane z Ludowym Wyzwoleniową Armią Chińską, od dawna nie ograniczają się do środków defensywnych, ale obejmują także rozwój satelitów „łowców” zaprojektowanych do śledzenia, zbliżania się i fizycznego neutralizowania statków kosmicznych, w tym amerykańskich satelitów wywiadowczych.

Chiny prowadzą też zaawansowane prace nad systemami przeciwsatelitarnymi, w tym rakietami DN-3 i DN-17, które w 2007 i 2021 r. przetestowano w niszczeniu własnych satelitów. Od 2024 roku chińskie satelity eksperymentalne – chodzi o obiekty typu Shiyan-24C oraz Shijian-6 05A/B – realizowały na niskiej orbicie własne skomplikowane sekwencje zbliżeniowe, które amerykańskie źródła wojskowe sklasyfikowały jako trening „kosmicznych walk powietrznych”. Także Rosja prezentuje ambicje budowy potencjału kosmicznego – by wspomnieć tutaj programy, takie jak Nudol (przeciwsatelitarny system rakietowy) czy satelity Kosmos-2542 – jakkolwiek obecna sytuacja finansowa Kremla nie koresponduje tutaj w pełni z jego ambicjami.

Rosnące napięcia w przestrzeni kosmicznej znajdują odzwierciedlenie w dokumentach strategicznych obu państw. US Space Force, utworzone w 2019 roku, określają kosmos jako „domenę walki”. Z kolei oficjalna chińska strategia wojskowa zakłada potrzebę wypracowania „zdolności do kontroli nad orbitą w warunkach konfliktu”. W praktyce oznacza to konieczność zniszczenia lub obezwładnienia wrogich konstelacji satelitarnych, zarówno z wykorzystaniem własnych rakiet i satelitów bojowych, jak i poprzez inwestycje w technologie zakłócające, broń energetyczną (directed-energy weapons) oraz narzędzia wojny cybernetycznej.

Chwilowo nie ma jeszcze mowy o gwiezdnych niszczycielach na miarę wizji rodem z „Gwiezdnych Wojen” – ale biorąc pod uwagę tempo ekspansji militarnej w kosmosie, niewykluczone, że i te – w tej czy innej formie – mogą się pewnego dnia pojawić.