Mechaniczne psy jako policja, Hindusi z call center zdalne rozkazują mieszkańcom. Skandaliczny „eksperyment”

Mechaniczne psy jako policja, Hindusi z call center zdalne rozkazują mieszkańcom. Skandaliczny „eksperyment”

„Czworonożne roboty, wyposażone w kamery, reflektory, głośniki i syreny alarmowe, patrolują osiedla, parkingi i place budowy (…) gdy coś wydaje się podejrzane, operatorzy mogą interweniować w czasie rzeczywistym lub wezwać policję” – głoszą urzędowo optymistyczne komunikaty. Dzięki mechanicznym psom wykryto już niejednego intruza, zaś mieszkańcy są zadowoleni ze zwiększonego poziomu bezpieczeństwa i uważają wynalazek za czadowy. Tak można by podsumować informacje oficjalnie przekazywane na temat eksperymentu w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego w Atlancie.

Można by – jeśli naturalnie ktoś byłby skłonny uwierzyć w PR-owe uzasadnienie absolutnie skandalicznej sytuacji, która coraz bardziej przypomina dystopię i każe zadać pytanie, dlaczego zwykłych mieszkańców z tępą, biurokratyczną bezdusznością przymusza się do przestrzegania wszelkich możliwych przepisów, w tym również tych absurdalnych, nieetycznych, upokarzających, wprost szkodliwych lub niemożliwych do spełnienia – w sytuacji, gdy podmioty korporacyjne i organy państwowe i publiczne podobne przepisy ignorują z wręcz obelżywą bezkarnością.

Psy, co panoszą się po okolicy

O co chodzi w całej sprawie? Otóż na ulicach Atlanty, w stanie Georgia w USA, pojawiły się mechaniczne psy. Rzekomo dla „bezpieczeństwa” mieszkańców. Tylko w dzielnicy Castleberry Hill miano ich rozmieścić 60 sztuk. Kynoidalne roboty, jakkolwiek ich działanie ma być wspierane sztuczną inteligencją (co stanowi dziś niemal marketingowy wymóg) nie działają autonomicznie. Mają one w czasie rzeczywistym transmitować obraz i dźwięk do zdalnych, ludzkich operatorów. Ci z kolei odpowiadają za kierowanie robotami, użycie ich sensorów wobec ludzi oraz wzywanie policji.

Wspomniane sensory są tyleż zaawansowane, co budzące niepokój. Należą do nich kamery HD oraz sensory termowizyjne (jedne i drugie o 360° polu obserwacji), zdolne do wykrywania ciepła ciała, ruchu, pożarów i wycieków w warunkach zerowej widoczności, a także systemy zaawansowanego rozpoznawania obiektów. Dodatkowo zainstalowano dwukierunkowy audio (mikrofony i głośniki), reflektory, syreny o natężeniu 120 decybeli oraz sieć sensorów ruchu współpracującą z zewnętrznymi kamerami peryferyjnymi. Wszystko to pilnuje mieszkańców – bez wiedzy czy zgody mieszkańców na nagrywanie.

Problematycznym czynnikiem jest tu także sama kwestia tego, do kogo te psy właściwie należą. Choć bowiem oficjalnie działają na rzecz ochrony „bezpieczeństwa publicznego”, wysługując się organom rządowym, to rozmieściły je prywatne firmy, jak Undaunted Robotics czy Cobalt Robotics. Kto w takim razie ponosi w zasadzie odpowiedzialność za ich wykorzystanie – jeśli w ogóle ktokolwiek…? Co więcej, kto właściwie (i jakim prawem) kontroluje dane, których te roboty gromadzą obłędne ilości? Czyżby uwiecznione na nagraniach wizerunki osób bez ich wiedzy stawały się „prywatną” własnością firmy?

Hindusi z call center nakazują

Nawet jednak wszystkie powyższe problemy, potencjalnie bardzo poważne, nie są najgorszą częścią całego „eksperymentu”. Tym jest jeszcze co innego. Otóż jak wynika z relacji mieszkańców, mechaniczne psy w praktyce nie zachowują się jak roboty obronne, lecz nadzorcze. Usiłują regulować i kierować codziennym życiem mieszkańców. Czy też nie tyle same roboty, co wspomniani ludzcy operatorzy – którzy poprzez głośniki mecha-kynoidów mają wydawać „werbalne polecenia” mieszkańcom, jeśli cokolwiek im się nie spodoba. W przeciwnym przypadku – grożąc wezwaniem policji.

Warto pamiętać, że w USA nawet wspomniana policja nie może wydawać dowolnych „poleceń” obywatelom – musi mieć stosowną podstawę prawną i oparcie w faktach. Tymczasem zachowanie operatorów ma wszelkie podobne ograniczenia ignorować. Kim są w takim razie owi operatorzy? Firmy oficjalnie nie ujawniają, kogo zatrudniły. Jednak mieszkańcy, którzy mieli nieprzyjemność zetknąć się z usiłującymi im rozkazywać robotami twierdzą, że po akcencie i sposobie wysławiania można tychże operatorów rozpoznać jako zdalnych pracowników z Indii.

A to stanowi prawną i administracyjną bombę – i to nie tylko ze względu na samą bezczelność faktu, że jacyś Hindusi (czy kimkolwiek są owi operatorzy), nie mając ku temu żadnej władzy usiłują wydawać zdalne polecenia mieszkańcom innego kontynentu. Chodzi też o bezpieczeństwo danych. Każdy ruch, gest, temperatura ciała i reakcja są przecież rejestrowane – i analizowane poza granicami kraju, podobnie jak dane z 360-stopniowych kamer termicznych. W kontekście tak skandalicznej sytuacji blednie nawet fakt, że mechaniczne psy są bardziej natrętne i wścibskie niż najbardziej usłużni konfidenci.

Państwo (cyber)policyjne

Oczywiście sama policja z Atlanty jest zadowolona i nie widzi żadnego problemu w tym, że anonimowi Hindusi, bez znajomości amerykańskiego prawa ani odpowiedzialności prawnej w USA, usiłują rozkazywać mieszkańcom miasta. Ani też w tym, że dane są najbezczelniej transferowane do Indii czy innych lokalizacji. Oficjele są zachwyceni, twierdząc, że mechaniczne psy pozwalają pilnować sytuacji taniej i efektywniej, i już planują rozszerzenie systemu na hrabstwo DeKalb, a może i cały stan Georgia.

Porównywalne systemy działają już od kilku lat w Chinach. Chińska firma Unitree Robotics dostarcza modele Go2, które od 2023 roku są rutynowo używane przez policję w Pekinie, Szanghaju i innych miastach do patrolowania ulic, parków i imprez masowych. Go2 osiąga prędkość do 5 m/s, przenosi ładunek do 12 kg, pokonuje kąt nachylenia 40 stopni i wspina się na progi o wysokości 16 cm. Wyposażony jest w 4D ultra-szerokokątny LiDAR o polu widzenia 360° × 96°, kamery HD, termowizję oraz moduł AI o mocy obliczeniowej do 40 TOPS.

Jednostki posiadają dwukierunkowe audio i są zintegrowane z krajowym systemem rozpoznawania twarzy. Chińskie psy patrolują tereny publiczne, wydają „komunikaty” i rejestrują dane, które trafiają do lokalnych organów bezpieczeństwa – a także ścigają i obezwładniają podejrzanych, którzy im się nie spodobają. Innymi słowy, robią wszystko, aby mieszkańcy Państwa Środka nie zapomnieli, że żyją w kraju totalitarnym, którego władze uważają obywateli za swą prywatną własność. W Ameryce jednak stosunek państwa do obywatela przynajmniej oficjalnie powinien być diametralnie inny. Niestety, praktyka swoje.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!