Centra danych AI sprawiają coraz więcej problemów. Mieszkańcy mówią wprost: nie chcemy ich.

Centra danych AI sprawiają coraz więcej problemów. Mieszkańcy mówią wprost: nie chcemy ich.

Kiedyś masowo budowano farmy wiatrowe, teraz masowo buduje się centra danych AI. Te jednak podobnie jak wiatraki, generują spore niezadowolenie wśród lokalnych społeczności.

By sztuczna inteligencja mogła się rozwijać, potrzebne są centra danych AI. To nic innego, jak specjalne obiekty infrastruktury cyfrowej, w środku których tysiące komputerów pracują nad obliczeniami, ucząc modele AI i spełniając zachcianki użytkowników wszelakich narzędzi sztucznej inteligencji. Jednak by te centra mogły funkcjonować, potrzebują ogromnych zasobów, w tym energii elektrycznej i wody, których zużycie wynosi prawie tyle, co małego miasta.

Jak szacują eksperci, typowe centrum danych AI może zużywać nawet kilkanaście milionów litrów wody dziennie. Jeśli chodzi o zużycie energii elektrycznej, to te liczby także są horrendalnie wysokie. Tylko jedno większe centrum danych może rocznie zużyć tyle prądu, co 100 tysięcy gospodarstw domowych. Tak więc wpływ sztucznej inteligencji na degradację środowiska nie jest tylko teorią, a niepodważalnym faktem. I to zaczyna przeszkadzać nie tylko ekologom, ale także i lokalnym społecznościom, które coraz częściej wyrażają swój sprzeciw wobec albo już istniejących, albo dopiero planowanym centrom danych w ich okolicy.

Amerykanie sprzeciwiają się budowie centrów danych AI

Tylko w tym tygodniu amerykańskie media obiegły informacje o sprzeciwie wobec centr danych w trzech różnych lokacjach. We wtorek rada miasta Millville w stanie New Jersey podjęła decyzję o zakazaniu budowy takich obiektów. W uzasadnieniu stwierdzono, że ich powstanie byłoby szkodliwe dla zdrowia, bezpieczeństwa i opieki społecznej w mieście. Ta decyzja bezpośrednio dotyczyła planowanej budowy nie jednego centrum, a całego kampusu Millville Energy & Data Center o mocy 1,4 gigawata. Jest o tyle ciekawa sprawa, że przecież południowa część stanu New Jersey jest pełna takich obiektów, korzystających z bliskiej obecności Nowego Jorku i Filadelfii.

Mieszkańcy walczą o swoje, władze idą z biznesem pod rękę

Z kolei w mieście Pocatello w stanie Idaho, to nie władze, a mieszkańcy zablokowali budowę centrum danych. Po głośnych protestach lokalnej społeczności, władze miasta wsłuchały się w jej głos i odmówiły wydania zezwolenia na inwestycję. To zresztą nie pierwszy taki przypadek, a najgłośniejszy miał miejsce w St. Louis w stanie Mossouri, gdzie mieszkańcy odwołali każdego radnego, który opowiedział się za powstaniem centrum danych w ich mieście. Trzeci przypadek dotyczy Utah, w którym ma powstać największy obiekt tego typu w Stanach Zjednoczonych. Ma wykorzystywać 9 GW mocy i być dwa razy większy od Manhattanu, zajmując powierzchnię nawet 40 000 akrów. Jednak jego przyszłość stoi pod ogromnym znakiem zapytania, bo choć władze są otwarte na jego powstanie, to mieszkańcy tak samo jak w innych lokacjach się temu sprzeciwiają. Wpłynęło ponad 4 tysiące wniosków wyrażających sprzeciw wobec inwestycji, ale władze nie traktowały ich poważnie. Co więcej, wprowadziły nawet opłatę w wysokości 15 dolarów za złożenie takowego wniosku. Mieszkańcy jednak nie składają broni i tym razem złożyli wniosek o referendum ws. cofnięcia zgody na inwestycję.

Tak więc jak widać, po raz kolejny mamy starcia na linii władze i duży biznes, a lokalnymi społecznościami. Mieszkańcy zdają sobie sprawę z problemów generowanych przez centra danych i jasno się sprzeciwiają ich budowie, która z pewnością wpłynęłaby na komfort ich życia. Ale gdy biznes i polityka się dogadają za plecami, to ciężko jest im się przeciwstawić. Zwłaszcza gdy chodzi o inwestycje warte miliardy.

Przeczytaj także inne nasze publikacje:

Dane GUS nie pokazują wszystkiego. Niektóre ceny wzrosły o ponad 8%

CEO Nvidia odwiedził Chiny. W tym czasie chiński rząd zbanował kolejne karty graficzne amerykańskiej firmy

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!