Zachodni pas kontynentu wyłączony z wydobycia – przez skandaliczny wyrok

Zachodni pas kontynentu wyłączony z wydobycia – przez skandaliczny wyrok

Prowincja Kolumbia Brytyjska (zachodnia Kanada, na wybrzeżu Pacyfiku), niegdyś magnes dla inwestorów górniczych, stoi obecnie przed spektakularnym paraliżem prawnym, który zagraża nie tylko branży wydobywczej, ale całej lokalnej gospodarcze. Źródłem chaosu jest Declaration on the Rights of Indigenous Peoples Act (DRIPA), uchwalona w 2019 roku ustawa, która – jak przyznają tamtejsi prawnicy – „stworzyła ogromne zamieszanie”.

Zamieszanie to być może zbyt słaby termin na określenie prawnego chaosu połączonego z polityczną i społeczną burzą. Inwestorzy i przedsiębiorcy działający w sektorze górniczym zmuszeni są do poruszania się w labiryncie niejasnych przepisów, gdzie każda decyzja inwestycyjna może zostać zakwestionowana przez sądy, a proces konsultacji ze świętymi krowami dzisiejszej Kanady – „rdzennymi społecznościami” – staje się niekończącym się maratonem biurokratycznym. Sytuację pogarsza fakt, że Kolumbia Brytyjska, zamiast wyjaśniać wątpliwości, sama przyczyniła się do eskalacji problemu, co zdaniem obserwatorów jest w prostej linii „samobójstwem gospodarczym”.

O co chodzi? Opierając się na wspomnianej DRIPA, Sąd Najwyższy Kolumbii Brytyjskiej wydał wyrok ekstremalny nawet jak na standardy, do których zdążyła przyzwyczaić obserwatorów współczesna Kanada. Mówiąc krótko: opierając się na zideologizowanej narracji politycznej, że cała ziemia w Ameryce należy do Indian, sędzina tegoż sądu, niejaka Barbara Young, przyznała indiańskiemu plemieniu Cowichan „sweeping Aboriginal title” – czyli rozległe prawa do ziemi (także tej prywatnej!!!), kompletnie nie przejmując się prawami innych obywateli ani konsekwencjami, jakie to dla nich będzie miało. Pogarda pani sędzi zaszła przy tym tak daleko, że sama stwierdziła, nie wie, jakie będą skutki jej decyzji – co nie powstrzymało jej przed jej wydaniem.

Dalej było zresztą jeszcze „weselej”, bowiem gdy wzburzeni prywatni właściciele domów czy gruntów rolnych https://canada.constructconnect.com/joc/news/government/2026/07/b-c-landowner-loses-bid-to-reopen-landmark-cowichan-aboriginal-title-case, sędzia Young odmawia rozpatrzenia ich wniosków, oskarżając ich – nie Indian – o „nadużywanie procesu”. Zarazem przyznała, że prewencyjne odrzucenie ich pozwów było konieczne, bo ich sukces groziłby „powodzią” innych – mimo ich oczywistego uzasadnienia prawnego, jakim jest tytuł własności do ziemi, i fakt, że w postępowaniu wytoczonym przez Indian właścicieli nawet nie zapytano o głos. Sami Indianie deklarują zresztą, że nie chodzi im o zabór fizycznych gruntów należących do osób prywatnych – co rodzi oczywiste pytanie, czego arogancka sędzia Young się obawia?

Kanada – serwilistyczna wobec Indian, arogancka dla reszty

Konsekwencje skandalicznego upolitycznienia jednej sędzi ponoszą tymczasem tysiące ludzi. Banki odmawiają przedłużania kredytów hipotecznych na nieruchomości, których status prawny stał się niepewny. Właściciele nie mogą odzyskać kosztów remontów, a ich majątek traci na wartości z dnia na dzień. Rząd prowincji, zamiast interweniować, milczy. Premier Kolumbii Brytyjskiej. David Eby, ma co prawda prawne możliwości, by – sięgając po klauzulę „notwithstanding” – potwierdzić, że prawa własności w Kolumbii Brytyjskiej nie podlegają rewizji sądowej – ale nie robi tego. Współczesna Kanada to bowiem miejsce, gdzie politycy bardziej obawiają się oskarżenia o „rasizm”, niż dosłownego zrujnowania tysięcy ludzi.

Wszystko to ma wpływ także na sferę wydobywczą w Kolumbii Brytyjskiej, która dysponuje bogatymi złożami wielu minerałów. Inwestycje nie przestały napływać, ale ich skala i tempo uległy drastycznemu spowolnieniu, a koszty prawne i ryzyko operacyjne gwałtownie wzrosły. Do tego dochodzi sprawa tocząca się przed Sądem Najwyższym, w której prowincja stanęła przeciwko kolejnemu plemieniu, Gitxaala. W grudniu 2025 roku sąd apelacyjny prowincji orzekł, że system przyznawania koncesji górniczych narusza obowiązek konsultacji z „rdzennymi ludami”, a DRIPA upoważnia sądy do oceny, czy prawo prowincji jest zgodne z UN Declaration on the Rights of Indigenous Peoples (UNDRIP).

Co z kolei pchnęło firmę MCC Canadian Gold Ventures do złożenia własnego pozwu przeciwko władzom prowincji – za to, że bezpodstawnie odebrały jej licencję wydobywczą, rzekome prawa Indian traktując jako ważniejsze niż prawa innych podmiotów. Konsekwencje? Paraliż decyzyjny, odstraszanie inwestorów i realne zagrożenie dla przyszłości branży, która generuje miliony dla lokalnej gospodarki. Kanadyjski rząd federalny naturalnie milczy. Władze w Ottawie przeznaczyły ostatnio, co prawda, 352 miliony dolarów na rozbudowę kopalni złota i miedzi Red Chris, prowadzonej przez koncern Newmont – ale przyszłość tego projektu wisi na włosku z uwagi na cały chaos prawny wywołany przez DRIPA.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!