Z ostatniej chwili: Rynki reagują na wojnę w Iranie. „Ropa i inflacja wzrosną”. Bitcoin nurkuje – czarny poniedziałek na Wall Street?
Napięcie na Bliskim Wschodzie rośnie po atakach Izraela i Stanów Zjednoczonych na cele w Iranie, a Teheran zapowiedział już odwet. Rynki przez tygodnie łudziły się, że do ataku nie dojdzie, przez co wzrost cen ropy był ograniczony. Ceny baryłki brent oscylowały w pobliżu 74 USD.
Teraz nie łudźmy się – w poniedziałek odbicie ceny jest niemal pewne, a w zależności od przebiegu działań w weekend – realne wydają się okolice między 85 a 90 USD za baryłkę. Oznacza to, że ryzyko inflacji wraca. Operacja na Bliskim Wschodzie może mieć wpływ na stopy procentowe od Polski po Stany Zjednoczone i hamować 'gołębie zapędy’ banków centralnych.
Wydaje się, że wzrost cen ropy w obecnej sytuacji makroekonomicznej może stać się prawdziwym koszmarem Wall Street. Inwestorzy do niedawna obstawiali istotne luzowanie polityki Fed, w drugiej połowie roku. Teraz oczekiwania te będą się 'odwijać’, a inwestorzy będą oczekiwać nerwowego otwarcia rynków w poniedziałek. Uwaga niemal całkowicie skoncentrowana będzie na cenach ropy.
Ropa w górę, giełda w dół
W krótkim terminie ceny paliw na stacjach niemal na pewno wzrosną. Co za tym idzie, prawdopodobnie wzrosną też ceny transportu, napędzając kolejny impuls inflacyjny. To nie jest dobra informacja dla globalnych aktywów ryzyka jak akcje, czy kryptowaluty. Dolar prawdopodobnie się umocni, a rentowności obligacji amerykańskich wzrosną.
USA i Izrael planują wielodniową operację i zachęcają Irańczyków do podjęcia walki z reżimem. Jednak jeśli operacja militarna naprawdę 'zamknie się’ w kilku dniach lub tygodniach, ceny ropy mogą relatywnie szybko wrócić do okolic 70 USD za baryłkę. Podobnie 'całkowite zwycięstwo’ USA i Izraela mogłoby być przez rynki optymistycznie odebrane.
Wszystko zależy od tego jak długo będzie trwał konflikt i jak duże szkody podaży wyrządzi. Niewykluczone, że woja potrwa dużo dłużej, prowadząc do 'stałej’ premii geopolitycznej w notowaniach ropy. To byłby dla giełd i gospodarki globalnej najczarniejszy scenariusz. Iran pozostaje głównym eksporterem ropy do Chin. Stany Zjednoczone wiedzą, że ucięcie Teheranu (a docelowo być możę 'przejęcie’) będzie dużym ciosem nie tylko w Rosję, ale również w Pekin.
OPEC zwiększy produkcję
Po uderzeniach lotniczych Izraela i USA w kuluarach OPEC+ pojawił się temat większego niż wcześniej planowano zwiększenia podaży. Jak wynika z wypowiedzi jednego z delegatów, scytowanego przez Bloomberga scenariusz ma być rozważany podczas niedzielnego spotkania kluczowych producentów.
Jeszcze kilka dni temu kartel zakładał powrót do umiarkowanego wzrostu wydobycia od kwietnia, po trzymiesięcznym zamrożeniu podaży. Eskalacja militarna diametralnie zmieniła jednak układ sił i percepcję ryzyka po stronie rynku.
Rynek reaguje przede wszystkim na ryzyko rozlania się konfliktu na region Zatoki Perskiej i potencjalne zagrożenie dla infrastruktury energetycznej. Dodatkowym czynnikiem destabilizującym sytuację są zapowiedzi Teheranu dotyczące „miażdżącej odpowiedzi”. A także doniesienia o eksplozjach zarówno w Iranie, jak i w północnym Izraelu.
Wszystkie oczy świata finansów będą zwrócone na Cieśninę Ormuz, odpowiadającą za ok. 25% światowego zapotrzebowania na ropę i 40% morskiego frachtu surowca. Codziennie nawet 21 milionów baryłek ropy transportowanych jest przez Ormuz. Więc jeśli wojna eskaluje – zamknięcie cieśniny byłoby potężnym ciosem w globalny rynek energii. Ceny ropy mogłyby wzrosnąć nawet do 120 USD za baryłkę.

Dlaczego OPEC+ może otworzyć kurek szerzej niż planowano?
Dla producentów zrzeszonych w OPEC+ zbyt gwałtowny wzrost cen ropy jest problemem, a nie celem samym w sobie. Choć krótkoterminowo wyższe notowania poprawiają wpływy budżetowe, w dłuższym horyzoncie grożą spadkiem popytu, presją polityczną ze strony importerów oraz przyspieszeniem działań stabilizacyjnych poza kartlem.
Właśnie dlatego Arabia Saudyjska i Rosja, nieformalni liderzy porozumienia, mogą zdecydować się na wyraźniejszy sygnał podażowy. Taki ruch miałby uspokoić rynek i pokazać, że OPEC+ pozostaje aktywnym graczem, a nie biernym obserwatorem wydarzeń militarnych.
Decyzja OPEC+ nie będzie wyłącznie reakcją na bieżące wydarzenia, lecz próbą odzyskania kontroli. Kartel wielokrotnie pokazywał, że w momentach geopolitycznego napięcia woli działać prewencyjnie… Zanim emocje inwestorów przełożą się na trwałe zaburzenia równowagi cenowej.
Jeśli do większego wzrostu podaży faktycznie dojdzie, będzie to jasny sygnał, że producenci nie chcą, by ceny ropy były kształtowane przez rakiety i komunikaty wojskowe, a nie przez fundamenty rynku.
Bitcoin znowu nurkuje
Wybuch napięć na Bliskim Wschodzie szybko znalazł odzwierciedlenie na rynku kryptowalut. Sobotniego poranka Bitcoin osunął się w okolice 63 tys. dolarów, tracąc około 3% w ciągu kilku godzin po informacji o wspólnych uderzeniach Stanów Zjednoczonych i Izraela na cele w Iranie. To najniższy poziom od początku lutego, gdy ceny spadły do ok. 60 tys. dolarów.
Spadki pogłębiły wcześniejsze obawy inwestorów związane z twardszymi danymi inflacyjnymi w USA oraz osłabieniem nastrojów na rynku akcji po korekcie w sektorze technologicznym. Atak na Iran tylko dolał oliwy do ognia, podnosząc ryzyko eskalacji w regionie kluczowym dla globalnej gospodarki i rynku energii. Historia pokazuje jednak, że podobne epizody często prowadziły do krótkotrwałej wyprzedaży, po której Bitcoin (oraz akcje) stopniowo odrabiały straty, gdy emocje opadały, a tradycyjne rynki wracały do gry.
Kryptowaluty, w przeciwieństwie do akcji czy obligacji, handlowane są przez całą dobę, również w weekendy. Gdy dochodzi do nagłych wydarzeń geopolitycznych poza godzinami sesji na Wall Street, to właśnie BTC staje się naturalnym „zaworem bezpieczeństwa” dla sentymentu risk-off. Kapitał, który w tygodniu uciekałby z giełd czy rynku długu, w sobotę i niedzielę znajduje ujście właśnie tutaj.
