Wyścig kosmiczny wg UE, czyli stwórzmy sobie monopol. Airbus, Thales, Leonardo w rozmowach z regulatorem
Trzej europejscy giganci sektora zbrojeniowego i lotniczego, koncerny Airbus, Leonardo i Thales, mają prowadzić rozmowy z organami regulacyjnymi dot. stworzenia europejskiego giganta. Ich plan zakłada wyodrębnienie departamentów wszystkich trzech firm, które zajmują się technologiami kosmicznymi i satelitarnymi, i połączenie ich w jeden, nieomal monopolistyczny, a z pewnością dominujący podmiot. Oczywiście, z pewnym zastrzeżeniem – dominacja ta odnosiłaby się wyłącznie do firm europejskich.
Doniesienia dot. rozmów wspomnianych firm z organami nadzorczymi UE pojawiły się w piątek – i miały pochodzić od „źródeł zbliżonych do sprawy”. Może to równie dobrze oznaczać czyiś długi język, co świadomy przeciek obliczony na efekt medialny. Ta druga wersja jest o tyle prawdopodobna, że chodzi o jedne z największych firm zbrojeniowych na Starym Kontynencie. Przedsiębiorstwa takie bywają zaś nie bez powodu otaczane troskliwą opieką kontrwywiadowczą.
Chodzi o projekt stworzenia jednego, quasi-monopolistycznego koncernu kosmicznego. Airbus, gigant lotniczy Europy, Airbus, chce skorzystać z potencjału dwóch pozostałych firm – zamiast z nimi konkurować. Airbus jest najbardziej znaczącym w UE producentem statków powietrznych i kosmicznych, w tym rakiet. Leonardo i Thales słyną natomiast (szczególnie ten ostatni, dla którego stanowi to gros działalności) z produkcji elektroniki wojskowej i lotniczej, sensorów, rozwiązań komunikacyjnych etc.
Zgodnie z dostępnymi informacjami, w sprawę zaangażowane są także rządy Francji i Włoch (czyli krajów, z których – mimo swojego w teorii „europejskiego” i międzynarodowego charakteru – pochodzą odpowiednio Airbus i Thales oraz Leonardo). Co jednak charakterystyczne dla sytuacji, w której znajduje się europejski przemysł kosmiczny, najwięcej do powiedzenia w kwestii ewentualnej fuzji lub przedsięwzięcia join-venture mają organy biurokratyczne Komisji Europejskiej.
Do stworzenia nowego giganta konieczny jest bowiem specjalny wyjątek od unijnych przepisów antymonopolowych.
Airbus ma wizję
Jeśli zaś mowa o wspomnianej sytuacji przemysłu – europejskie koncerny już jakiś czas temu stwierdziły, że zostają gwałtownie w tyle w nabierającym na nowo rozpędu wyścigu kosmicznym. Dalece prześcignęli je w tym zakresie nie tylko Amerykanie, ale też Chińczycy. Co więcej, o tyle ci ostatni stanowili od dawna pewną enigmę (nie wspominając o tym, że na szeroką skalę „pożyczają” sobie rozwiązania konkurencji), o tyle po koncernach amerykańskich wydawało się, że wiadomo, czego się spodziewać.
Airbus, będący tradycyjnym konkurentem koncernu Boeing w dziedzinie samolotów, Boeinga traktował również jako punkt odniesienia w dziedzinie przemysłu kosmicznego. Tymczasem ten ostatni, w teorii mający wszelkie zadatki do bycia liderem również tego sektora (i w ciągu ostatnich lat usilnie, wbrew rachunkom ekonomicznym promowany do tej roli przez NASA) okazał się być kolosem na glinianych nogach. Technologicznie i koncepcyjnie prześcignął go SpaceX, którego śladami stara się podążać Blue Origin.
W szczególności SpaceX i jego kolejne postępy (jak gigantyczna konstelacja satelitów Starlinka, dziesiątki startów rakiet Falcon 9, rozwój wielorazowej rakiety Super Heavy) brutalnie zburzyły strefę komfortu europejskich koncernów, przyzwyczajonych do automatycznego inkasowania zleceń na obsługę przedsięwzięć kosmicznych ze strony europejskich rządów. I po raz pierwszy od długiego czasu zmusił je do wytężonej konkurencji, przykładowo nad rozwiązaniami, które mogłyby być odpowiedzią na możliwości Starlinka. Co dotąd niezbyt się udawało.
Wydaje się, że drogę do tego Airbus i reszta widzą w stworzeniu quasi-monopolistycznego giganta.