„Wymogi nie do spełnienia”. Klimatyczny amok UE odetnie Europę od gazu?
Unię Europejską może czekać kolejny – po kryzysach związanych z wojnami na Ukrainie czy w Zatoce Perskiej – kryzys energetyczny. Tym razem jednak na własne życzenie, a całkowita „zasługa” w tej kwestii należeć się będzie unijnej biurokracji z Brukseli oraz kultowi walki ze „zmianami klimatu”, którym ta jest przeżarta. Oto bowiem wiodący dostawcy gazu skroplonego do Europy, w tym Stany Zjednoczone i Katar, wspólnie ogłosili, że nie mają ani możliwości, ani ochoty wypełniać absurdalnych wymogów środowiskowych, które wymusić chce na nich Bruksela w ramach swej fanatycznej „polityki klimatycznej”. I że prędzej ich gaz przestanie płynąć na Stary Kontynent, niż się tym wymogom podporządkują.
O co chodzi? W ramach tzw. rozporządzenia metanowego, które Unia Europejska – notabene w typowo arogancki dla siebie sposób łamiąc zasadę pomocniczości – przeforsowała, od przyszłego roku na podmiotach dostarczających gaz skroplony do Europy ciążyć miałby obowiązek monitorowania i weryfikacji emisji metanu na każdym etapie łańcucha dostaw tegoż gazu – od odwiertu, przez transport, aż po skroplenie i dostarczenie surowca. Ten wymóg, będący ideologiczną zachcianką polityków i biurokratów z Brukseli, bez realnej życiowej przyczyny, która by go uzasadniała, ma wszelkie szanse wywołać sporych rozmiarów rynkową katastrofę – po prostu odcinając Europę od gazu. A raczej – gaz od Europy.
Absurdalne wymogi, regulacje specjalnej troski
Jak zwracają bowiem uwagę dostawcy i uczestnicy rynku energetycznego, śledzenie emisji metanu w złożonych, międzynarodowych łańcuchach dostaw LNG jest albo technicznie nieosiągalne, albo ekonomicznie absurdalne. Albo – najczęściej – jedno i drugie na raz. To samo powtórzyły teraz, oficjalnie, Stany Zjednoczone i Katar, do których dołączyły także Algieria i Nigeria, również eksportujące do Europy gaz. W rzadko spotykanym, a przy tym odświeżająco ostrym, wspólnymi liście do UE ministrowie odpowiedzialni za energetykę tych czterech krajów wprost zagrozili, że próba wdrożenia niemożliwych do spełnienia wymogów dot. śledzenia metanu będzie oznaczać koniec współpracy i eksportu tego surowca do Unii.
W liście zaznaczono, że importerzy już rozpoczęli zakupy ropy i gazu przeznaczonego na dostawy w 2027 roku – w których to kalkulacjach z oczywistych powodów nie uwzględniono owych niemożliwych do spełnienia wymogów. Co więcej, obecnie ma nie istnieć żadnej realistyczny sposób dokonania tego – nawet gdyby eksporterzy chcieli się podporządkować. A niektórzy nie chcą. QatarEnergy wprost oświadczyło, że nie ma zamiaru dostarczać gazu do Europy, jeśli rozporządzenie jednak wejdzie w życie. To samo stwierdził amerykański sekretarz ds. energii, Chris Wright, który – występując na forum w Nowym Jorku – nazwał regulacje „szalonymi” i stwierdził wprost, że uczynią one niemożliwym import amerykańskiego LNG.
Zaorać własną gospodarkę – bo to takie *ekologiczne*
Konsekwencje klimatycznego fanatyzmu Brukseli mogą być przy tym o tyle katastrofalne, że Katar i USA dostarczają obecnie znaczącą większość LNG, które trafia do Europy. Ich rola nabrała szczególnie krytycznego znaczenia po wybuchu wojny na Ukrainie i zerwaniu z rosyjskimi surowcami. Emirat Kataru, w zależności od okresu, odpowiadał za 8,9-14% dostaw. Z kolei gaz skroplony z USA w ciągu ostatnich dwóch lat pokrywał nawet 59 do 64% europejskiego zapotrzebowania. Algieria i Nigeria, jakkolwiek dostarczają mniejsze wolumeny, są dostępnymi dostawcami alternatywnymi, których znaczenie także wyraźnie wzrosło w następstwie wojny. Także gaz pochodzący stamtąd może stać się niedostępny dla Europy.
Niemal wykluczone, aby biurokraci z Brukseli nie zdawali sobie z tego sprawy – a nawet wprost przeciwnie. Rozporządzenie metanowe z premedytacją napisano bowiem w sposób, który miał wymusić zideologizowane cele „klimatyczne” nie tylko na krajach członkowskich i firmach z nich pochodzących, ale także na podmiotach spoza Unii. Co więcej, zdaniem obserwatorów, jego faktycznym celem nie jest bynajmniej próżne zagwarantowanie, że gaz spalany w Europie nie przyczynił się do emisji metanu – ale do w pełni świadomego uczynienia tegoż gazu zaporowo drogim. Co zdaniem klimatycznych fanatyków z Komisji Europejskiej miałoby wymusić zmniejszenie jego użycia – oczywiście, „dla klimatu”.
Gaz – na ołtarzu kultu św. Klimatu
W obliczu huraganowej krytyki, najwyraźniej silniejszej niż się spodziewano, Komisja Europejska zaoferowała pewne ustępstwa. Niestety – czysto pozorne. Zamiast wycofania dyrektywy lub choćby jej najbardziej szkodliwych zapisów, brukselscy urzędnicy zaproponowali głównie odroczenie w czasie najbardziej uciążliwych wymogów oraz tymczasowe zawieszenie kar dla firm, które nie zdołają spełnić niemożliwych do spełnienia norm. W żaden sposób nie rozwiązywało to problemu, osiągało natomiast dwa cele, na których zależy Brukseli: utrzymywało drakońską dyrektywę w obecnym, niezmienionym kształcie oraz zmniejszało polityczny nacisk na utemperowanie samowolnego dyktatu unijnych instytucji.
Takie „rozwiązanie” – bez zaradzenia fundamentalnego problemu, jakim jest wymóg raportowania danych, których po prostu nie da się uzyskać w sposób wiarygodny i pełny – spotkało się z zasłużonym odrzuceniem przez dostawców i kraje eksportujące gaz. Sprzeciwiają się także sami odbiorcy – jedenaście krajów Unii zgłosiło zresztą oficjalny sprzeciw wobec regulacji, domagając się jej zniesienia ze względu na obawy o bezpieczeństwo energetyczne. To ostatnie jednak Komisja Europejska (przypomnijmy, w myśl traktatów założycielskich UE ciało wyłącznie pomocnicze, techniczne i pozbawione władzy narzucania kierunków polityki krajom członkowskim) świadomie poświęciła – pozostaje tylko pytanie, w jakiej skali.
Reakcje Amerykanów i Katarczyków wskazują, że w skali absurdalnej i tragicznej nawet jak na ideologicznie przeżartą, oderwaną od rzeczywistości Unię Europejską.
