Wymóg pozwoleń na drukarki 3D, czyli zaorać postęp w imię poczucia kontroli?
- Drukarki 3D bez zezwolenia, reżimu kontrolnego, inwigilacji i całej reszty biurokratycznego brzemienia – tak być nie może, i należy tego zakazać. Taki miły krok rozważa amerykański stan Nowy Jork.
- Dlaczego ktoś miałby chcieć zabronić posiadania owych drukarek 3D, przy okazji dusząc innowacyjność, odstraszając inżynierów i startupy? Ano dlatego, bo niektóre kategorie mieszkańców stanu nie przestrzegają obecnego prawa, zwłaszcza w odniesieniu do przestępczości kryminalnej.
- Ma się zatem rozumieć, że skoro przestępcy go nie przestrzegają, to należy koniecznie promulgować kolejne przepisy. Których to przepisów także nie będą oni przestrzegać, ale za to będą do tego zmuszeni zwykli, uczciwi obywatele.
Władze Nowego Jorku wpadły na zupełnie oryginalny pomysł, w jaki mogą dopiec, utrudnić i uprzykrzyć życie swoim obywatelom. A trzeba przyznać, że wymaga to pewnej fantazji, biorąc pod uwagę fakt, że stan ten uchodzi za jeden z najbardziej przeregulowanych, dociśniętych podatkami oraz trawionych społecznymi plagami, których rzeczone władze nie tylko nie są zdolne rozwiązać, ale wręcz zdają się na nie przyzwalać.
Do tych plag zaliczyć można ogromną populację nielegalnych imigrantów, priorytetyzowanych budżetowo i faworyzowanych przez stanowe władze w stosunku do legalnych obywateli. Jest też nią przyrost bezdomności i narkomanii, także wskutek „wrażliwej społecznie” polityki władz przeżywający istną eksplozję. Czy wreszcie, w sposób nierozerwalnie powiązany z powyższymi zjawiskami, fala przestępczości kryminalnej.
Co do zasady wiadomo, kto za tę falę odpowiada. Przede wszystkim, są to etniczne gangi narkotykowe, rywalizujące z innymi gangami narkotykowymi. W ciągu ostatnich lat (tj. kadencji Bidena) dołączyła do nich także zorganizowana przestępczość imigrancka. Rzeczone kategorie malowniczo ignorują nowojorskie przepisy, zaś do ochrony swoich interesów powszechnie używają broni. Co, jak się można domyśleć, rodzi przemoc.
Jeszcze więcej tego samego
W USA posiadanie broni co do zasady jest chronionym konstytucyjnie prawem, gwarantowanym przez Drugą Poprawkę. Niektóre stany jednakże – w ich liczbie zwłaszcza Nowy Jork – od dekad „regulują” to prawo w sposób, który niekiedy czyni z konstytucji martwą literę. Czynią to naturalnie pod pretekstem walki z przestępczością – mimo faktu, że prawo do broni nie obejmuje akurat ani osób skazanych, narkomanów, ani nielegalnych imigrantów.
Efekty tego są raczej marne, zaś na każdą porażkę takiej polityki władze Nowego Jorku co do zasady reagowały próbami jej zaostrzenia. I tak też jest w tym przypadku. Dlaczego jednak ktoś chciałby zakazać drukarek 3D, skoro mowa jest o walce z przestępczością? Ano dlatego, że z ich wykorzystaniem możliwa jest także domowa produkcja niektórych rodzajów broni. Oczywiście produkcja ta jest zbędna, gdy lepszą broń można z łatwością kupić na czarnym rynku, jednak władze wiedzą swoje.
I tak też, w myśl ustawy, którą pod obrady nowojorskiego parlamentu stanowego wniosła demokratka Jenifer Rajkumar, nabywanie drukarek 3D byłoby obarczone koniecznością przejścia procedury weryfikacyjnej, oddawania odcisków palców etc. Urządzenia takie, co wynika implicité z niniejszych wymogów, byłyby także rejestrowane w odniesieniu do ich nabywcy. Jakie wywołało to reakcje zainteresowanych, można przekonać się w sekcji komentarzy pod projektem.
Nie tylko drukarki 3D – ale dla polityków to…
Co najlepsze – nowojorscy politycy być może ograniczą dostęp do drukarek 3D. Demokraci (jak zwykle) mają absolutna większość w nowojorskim zgromadzeniu legislacyjnym, są więc w stanie tę ustawę przeforsować. Zapomnieli jednak (albo w ogóle nie zdają sobie sprawy), że znacznie lepszą broń niż tę, którą umożliwiają drukarki 3D, można samodzielnie wyprodukować sobie za pomocą indywidualnych, sterowanych numerycznie obrabiarek (CNC). A takowe istnieją – i to, co ciekawe, dedykowane właśnie do indywidualnego wytwarzania broni.
Aktywiści walczący o konstytucyjne prawo do dostępu do broni, działający w ramach zdecentralizowanego projektu Deterrence Disperred (w przeszłości Defence Distributed), skonstruowali bowiem (i sprzedają!) niewielkie i niedrogie, a zarazem dysponujące pełnią możliwości obrabiarki CNC nazwane Ghost Gunner (nazwa szydzi z terminu ghost guns, którym niechętni politycy określają niezarejestrowaną broń w rękach obywateli). O tym jednak nowojorscy demokraci nie pomyśleli w swej ustawie.
