Wenezuela po uderzeniu USA: ropa wzrośnie do 100 USD za baryłkę w 2026?
Pierwsze godziny po amerykańskiej operacji wojskowej w Wenezueli przyniosły jeden kluczowy wniosek dla rynków: infrastruktura naftowa kraju pozostała nienaruszona. Według źródeł znających operacje PDVSA, państwowa produkcja i rafinacja ropy funkcjonują normalnie, mimo że Stany Zjednoczone potwierdziły przejęcie prezydenta Nicolása Maduro i przeprowadzenie szeroko zakrojonego uderzenia militarnego.
Z punktu widzenia globalnego rynku energii to informacja fundamentalna. Wenezuela, mimo wieloletnich sankcji i strukturalnej degradacji sektora, pozostaje istotnym graczem w OPEC, a każdy trwały szok podażowy byłby natychmiast widoczny w cenach ropy.
Choć trudno oczekiwać, by sobotni atak nie wpłynął wcale na ceny, wpływ ten niemal na pewno będzie relatywnie niewielki. Ropa już od dłuższego czasu dyskontuje podwyższone ryzyko geopolityczne, także na Bliskim Wschodzie a mimo to stale oscyluje wokół 60 USD za baryłkę. Jednocześnie globalna produkcja rośnie, co strukturalnie kompensuje 'straty’ w podaży.
Na przykład największy bank w USA, JP Morgan prognozune cenę ropy na poziomie 59 USD w 2027 roku, z możliwym spadkiem nawet poniżej 40 USD za baryłkę (!)
Sankcje i blokada już wcześniej uderzyły w eksport
Paradoksalnie, większe znaczenie niż sama operacja wojskowa mają działania USA z grudnia, kiedy administracja Donalda Trumpa ogłosiła blokadę tankowców wpływających do i wypływających z Wenezueli oraz przejęła dwa ładunki wenezuelskiej ropy. Efekt był natychmiastowy.
Eksport, który w listopadzie wynosił około 950 tys. baryłek dziennie, w grudniu spadł do mniej więcej połowy tej wartości. Armatorzy zaczęli omijać wenezuelskie wody, a PDVSA została zmuszona do gromadzenia ropy i paliw w magazynach oraz na tankowcach. To przykład sankcji logistycznych, które działają nie przez zbombardowanie infrastruktury, ale poprzez odcięcie kraju od globalnego systemu transportu i finansowania.
Operacje pod presją, system wciąż kruchy
Dodatkowym problemem pozostaje grudniowy cyberatak na systemy administracyjne PDVSA. Spółka do dziś nie przywróciła w pełni centralnego systemu zarządzania, a część terminali, pól naftowych i rafinerii funkcjonuje w oparciu o dokumentację papierową. To nie wpływa jeszcze na bieżącą produkcję, ale podnosi ryzyko operacyjne.
W skrócie: ropa płynie, ale cały system działa na w stresie i napięciu. Znacznie większą niewiadomą jest przyszła struktura władzy w Caracas. Jeśli potwierdzi się, że Maduro został wywieziony z kraju i postawiony przed sądem w USA, Wenezuela wchodzi w fazę przejściową bez jasnego centrum decyzyjnego. W grze są trzy nazwiska.
Po pierwsze, Delcy Rodríguez, wiceprezydent, kontrolująca cywilne i ekonomiczne zaplecze państwa, Diosdado Cabello, minister spraw wewnętrznych… Oraz Vladimir Padrino, aktualny minister obrony. Dwaj ostatni mają realny wpływ na wojsko, które w tej sytuacji będzie kluczowym arbitrem. Równolegle pozostaje pytanie o reakcję opozycji skupionej wokół Marii Coriny Machado, która po wyborach w 2024 roku domaga się pełnej zmiany systemu, a nie jedynie wymiany nazwisk.
Co to oznacza dla rynków?
Krótkoterminowo rynek ropy reaguje przede wszystkim na jedno: brak fizycznych zniszczeń w sektorze naftowym. To tłumi impulsy wzrostowe cen. Średnioterminowo jednak ryzyko pozostaje wysokie, bo każdy chaos polityczny w kraju z tak kruchą logistyką może szybko przełożyć się na realne przerwy w dostawach.
Ceny mogą pozostać stabilne, dopóki ropa faktycznie wypływa z portów. Ale margines błędu jest niewielki. Wystarczy jedna decyzja nowej władzy, wojna domowa, bunt w armii czy eskalacja sankcji. Wtedyy bilans zmieniłby się nagle, w ciągu kilku dni. Aktualnie fakt jest jeden: Maduro zniknął ze sceny, ropa jeszcze nie.
