Wall Street wstrzymuje oddech przed tą datą. Agenda Światowego Forum Ekonomicznego z Davos utopi giełdy?
Tegoroczne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos już od pierwszych godzin wyraźnie odbiega od formuły znanej z ostatniej dekady. Zamiast dominacji 'lekkich’ tematów klimatycznych, ESG i globalnej współpracy, centrum ciężkości przesunęło się w stronę geopolityki, bezpieczeństwa i twardej polityki gospodarczej.
Głównym powodem jest powrót Donalda Trumpa na globalną scenę i jego osobista obecność w szwajcarskim kurorcie. Prezydent Stanów Zjednoczonych ma wygłosić specjalne przemówienie w środę 21 stycznia oraz spotkać się z globalnymi prezesami największych firm świata podczas zamkniętego przyjęcia organizowanego na zaproszenie Białego Domu.
Według źródeł Reutersa zaproszenia trafiły nie tylko do amerykańskich korporacji, lecz również do szefów firm z Europy i Azji… To jasno pokazuje, że Waszyngton chce wykorzystać Davos jako platformę bezpośredniej presji i komunikacji z globalnym biznesem.
Amerykańska polityka przejmuje agendę forum
Choć oficjalnie hasłem WEF 2026 jest „Duch dialogu”, to w praktyce agenda konferencji została zdominowana przez działania nowej administracji USA. W ostatnich dniach uwagę uczestników przyciągnęły nie tylko zapowiedzi zmian w handlu międzynarodowym, ale przede wszystkim eskalacja napięć wokół Grenlandii, w tym groźba nałożenia ceł na osiem europejskich państw NATO.
Ten wątek błyskawicznie przebił się na salony Davos. Dyplomaci potwierdzają, że Grenlandia została dopisana do programu spotkań doradców ds. bezpieczeństwa narodowego, a europejskie delegacje traktują forum jako jedno z niewielu miejsc, gdzie można próbować bezpośrednio wpłynąć na Trumpa poza oficjalnymi kanałami dyplomatycznymi.
Rynki zareagowały natychmiast. Europejskie giełdy otworzyły się spadkami, co tylko wzmocniło przekonanie, że nowa amerykańska polityka handlowa stanie się jednym z głównych czynników ryzyka dla globalnej gospodarki w 2026 roku. Prawdopodobnie Trump odwoła się do potrzeby prowadzenia 'realpolitik’ i kryzysu instytucji takich jak ONZ. Być może zostanie przedstawiona także ostateczna wersja rozwiązania wojny w Ukrainie.
USA w pełnym składzie, Europa w defensywie
Skala obecności Stanów Zjednoczonych w Davos jest w tym roku wyjątkowa. Trumpowi towarzyszyć będą m.in. sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz skarbu Scott Bessent, sekretarz handlu Howard Lutnick, przedstawiciel ds. handlu Jamieson Greer oraz sekretarz energii Chris Wright. Obecność tak szerokiego grona decydentów sygnalizuje, że Davos nie jest dla USA jedynie wydarzeniem wizerunkowym, lecz realnym narzędziem politycznym.
Dla Europy oznacza to trudne rozmowy prowadzone z pozycji słabszej strony. Liderzy Francji, Niemiec i Komisji Europejskiej przyjeżdżają do Davos z jasnym celem: ograniczyć skalę potencjalnych ceł, odbudować dialog handlowy z Waszyngtonem i uzyskać jasność co do przyszłości relacji transatlantyckich. W tle pozostaje również kwestia Ukrainy i oczekiwań wobec amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
Davos po liberalnym globalizmie
Zmiana tonu forum jest zauważalna nie tylko w polityce, ale i w samej konstrukcji programu. Tematy, które jeszcze kilka lat temu definiowały Davos; różnorodność, klimat, cele zrównoważonego rozwoju zostały zepchnięte na dalszy plan. Ich miejsce zajęły sztuczna inteligencja, produktywność, bezpieczeństwo energetyczne i wzrost gospodarczy.
To nie jest przypadkowe przesunięcie. Organizatorzy forum otwarcie przyznają, że świat wszedł w fazę, w której geopolityka ponownie determinuje gospodarkę. Powrót Trumpa jedynie przyspieszył ten proces, czyniąc z Davos arenę negocjacji interesów narodowych, a nie ideowych deklaracji.
