Tym razem wojna o filmy? Nowy konflikt Niemiec z USA grozi porozumieniu handlowemu
Wygląda na to, że porozumienie handlowe Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską znów może być zagrożone – i to tym razem z nieomal błahego, choć potencjalnie mającego spore konsekwencje powodu. Chodzi o filmy – a konkretnie, produkcję filmową, którą Niemcy chcą sfinansować u siebie środkami amerykańskich platform streamingowych. To podziałało jak płachta na byka na przedstawicieli Waszyngtonu, którzy z miejsca uznali to za złamanie wynegocjowanej w lipcu ubiegłego roku umowy.
Mechanizm, który narzucić chcą Niemcy, nie jest w istocie nowy. Sprowadza on się do koncepcji, w ramach której produkcja filmowa – w sytuacji, w której nie budzi ona dostatecznego zainteresowania widzów, by finansować ją na zasadach rynkowych – powinna być finansowana pod przymusem. W tym przypadku – ze środków platform streamingowych. Pomysły takie bywają lobbowane przez branżę filmową, zwłaszcza tę artystyczną, która nie cieszy się szczególnym uznaniem szerokiego widza.
Zwolennicy stoją na stanowisku, że umożliwia to kreację dzieł filmowych, które inaczej by nie powstały, wolnych od skazy komercyjności. Twierdzą, że wysoka kultura wymaga stosownego finansowania, nawet jeśli nie nie cieszy się popularnością. Przeciwnicy twierdzą, że takie podatki na rzecz branży i owszem, umożliwia to kreację – ale nie wspaniałych dzieł, a pasożytniczego środowiska filmowego, którego filmów nikt nie chce oglądać, ale do którego finansowania miliony widzów są mimo to przymuszane.
Dodatkowym problemem jest też kwestia niezależności: zdaniem zwolenników specjalne podatki na rzecz branży zapewniają jej niezależność, zwłaszcza od wpływów zagranicznych. Przeciwnicy: że dokładnie odwrotnie, gwarantuje to serwilizm środowiska wobec państwa. W omawianym przypadku doszło do ciekawej sytuacji, w której można mówić o spełnieniu się zarzutów obydwu stron.
Nie „podatek”, a „przymusowa inwestycja”
Oto bowiem Jamieson Greer, Przedstawiciel Handlowy Stanów Zjednoczonych (US Trade Representative), zaatakował Niemcy za plany wprowadzenia przepisów łamiących, jego zdaniem porozumienie handlowe UE-USA – słynnej już (głównie z pojawiających się wciąż problemów) umowy z Turnberry, zawartej przez Donalda Trumpa i Ursulę von der Leyen. Porozumienie to, prócz kwestii celnych, normowało także zniesienie barier pozafiskalnych, jak również ukrytych i nieoficjalnych ciężarów fiskalnych.
Chodzi tutaj o ustawę, którą forsuje rząd Friedricha Merza, a która narzucałaby serwisom streamingowym przymusowe kwoty „inwestycyjne”, mające trafiać do niemieckiej branży filmowej. W myśl projektu, platformy takie jak Netflix, Amazon Prime Video czy Disney+, byłyby zmuszone do przeznaczania co najmniej 8% swoich przychodów brutto uzyskanych na terenie Niemiec na produkcję lokalnych treści filmowych i serialowych.
Niemcy twierdzą, że ustawa ma na celu wzmocnienie konkurencyjności niemieckiego rynku filmowego i nie jest skierowana wyłącznie przeciwko amerykańskim podmiotom. Formalnie objęte nią zostaną także lokalne koncerny medialne, w tym RTL Deutschland, ProSiebenSat.1 oraz publiczne rozgłośnie telewizyjne – choć w ich przypadku jest to czysta formalność, bowiem siłą rzeczy, jako podmioty niemieckie, osiągają i inwestują zdecydowaną większość, jeśli nie w ogóle całość swoich przychodów na terenie Niemiec.
Niemcy wysadzą porozumienie UE-USA?
Tymczasem dla największych platform streamingowych bynajmniej nie będzie to czystą formalnością. Dlatego też Greer określił niemieckie plany mianem podatku wymierzonego w amerykańskie firmy, które Niemcy chcą potraktować jako „świnkę skarbonkę dla lokalnej filmówki”. Zdaniem Waszyngtonu, ustawa jaskrawo faworyzuje europejskie podmioty kosztem amerykańskich inwestorów, zaś wymuszony transfer kapitału od amerykańskich firm do niemieckich studiów filmowych stanowi oczywiste naruszenie umowy,
Co oczywiste, Amerykanie wezwali do wstrzymania nowych przepisów. Co spodziewane Niemcy nie tylko tego nie uczynili, ale ogłosili, że nie zamierzają nic zmieniać. Dla Berlina jest to standardowe narzędzie „polityki kulturalnej”, którą dopuszcza przyjęta przezeń interpretacja zasad porozumienia. Skądinąd przestrzeń do interpretacji zapisów handlowych pozostaje na tyle szeroka, iż każdy kraj może w niej zmieścić własne priorytety przemysłowe, pod warunkiem że odpowiednio sformułuje uzasadnienie.
To z kolei oznacza amerykańskie platformy streamingowe, które zainwestowały w europejskie produkcje miliardy dolarów, teraz stają przed perspektywą przymusowej redystrybucji środków na zasadach dyktowanych przez niemieckich urzędników ministerialnych. Oznacza to także prawie pewny amerykański odwet, za pomocą narzędzi administracyjno-celnych, wymierzony w niemiecką gospodarkę – co z kolei niemal na pewno wywoła oskarżenia Niemców o łamanie porozumienia przez Amerykę.
Skądinąd – nie pierwszy raz. Wdrożenie umowy trwa od miesięcy, i nie może się zakończyć z uwagi na litanię konfliktów także w innych dziedzinach.
