Te dane z USA mogą wtrząsnąć Wall Street w tym tygodniu. To dokładne daty!
Nadchodzący tydzień od początku do końca będzie podporządkowany dwóm motywom, które wciąż najmocniej poruszają globalne rynki: kondycji amerykańskiego przemysłu oraz sytuacji na rynku pracy w USA. Już pierwsze dni przyniosą kluczowe odczyty ISM i PMI, które pokażą, czy sektor wytwórczy faktycznie zaczyna wychodzić na prostą i przyspieszać.
Jednak prawdziwym finałem tygodnia będzie jednak piątkowy raport z rynku pracy. Dane NFP, dynamika płac i stopa bezrobocia ponownie staną się punktem odniesienia dla oczekiwań wobec polityki Fed. To one przesądzą, czy rynek będzie dalej wyceniał szybkie obniżki stóp, czy raczej pogodzi się z myślą, że restrykcyjna polityka monetarna zostanie z nami na dłużej.
Poniedziałek pod znakiem przemysłu i banków centralnych
Nowy tydzień rynki zaczynają w typowo „produkcyjnym” klimacie. Od Azji po Amerykę inwestorzy będą zestawiać pierwsze twarde dane o kondycji przemysłu z narracją banków centralnych, które coraz ostrożniej mówią o dalszych krokach w polityce pieniężnej.
W Japonii uwagę zwraca publikacja podsumowania opinii Banku Japonii. Sam PMI dla przemysłu utrzymuje się na poziomie 51,5 pkt, czyli stabilnie powyżej granicy ekspansji, ale komentarze decydentów mogą dać sygnał, jak blisko Tokio jest faktycznej normalizacji polityki monetarnej.
W Chinach prywatny PMI Caixin dla przemysłu ma wzrosnąć do 50,3 pkt z 50,1 pkt. To wciąż krucha równowaga, ale każdy krok powyżej 50 będzie przez rynki odbierany jako dowód, że stymulacja zaczyna działać.
Europa żyje danymi z fabryk. Niemcy pokażą sprzedaż detaliczną za grudzień – rynek zakłada symboliczny spadek o 0,1 proc. m/m po wcześniejszym tąpnięciu o 0,6 proc., co może sugerować ostrożne odbicie konsumpcji. Kluczowe będą jednak PMI: dla Niemiec 48,7 pkt, dla całej strefy euro 49,4 pkt – nadal poniżej granicy wzrostu, ale z widoczną poprawą nastrojów.
W Polsce PMI przemysłu ma wzrosnąć do 49,0 pkt z 48,5 pkt. To wciąż recesyjna strefa, lecz każdy punkt w górę wzmacnia narrację o powolnym wychodzeniu przemysłu z dołka i może wspierać złotego.
Po południu ciężar przenosi się za Atlantyk. Amerykański ISM dla przemysłu ma wzrosnąć do 48,5 pkt z 47,9 pkt, a komponent cen: do 59,3 pkt z 58,5 pkt. To mieszanka, która może niepokoić Fed: aktywność słaba, ale presja cenowa uporczywa. Wieczorne wystąpienie Raphaela Bostica może nadać ton oczekiwaniom wobec stóp procentowych za oceanem.
Wtorek pod dyktando banków centralnych i JOLTS Z USA
Wtorek przynosi wyraźne przesunięcie akcentów z samych wskaźników aktywności na politykę pieniężną i napięcia na rynku pracy. Dzień zaczyna Japonia, gdzie baza monetarna Banku Japonii ma spaść o 10,2 proc. r/r po -9,8 proc. miesiąc wcześniej. To kolejny sygnał stopniowego wycofywania się z ultraluźnych narzędzi, który rynek jena interpretuje jako potwierdzenie, że era „nieograniczonej płynności” naprawdę dobiega końca.
Najważniejszym punktem azjatyckiej sesji będzie jednak Australia. RBA ma podnieść stopę procentową do 3,85 proc. z 3,60 proc. Decyzja zapada w momencie, gdy krajowe dane są skrajnie niespójne: zgody na budowę załamały się w grudniu o 6,4 proc. m/m po wcześniejszym boomie, a zapasy firm w IV kwartale spadły o 0,9 proc.
Kluczowe będzie więc nie tyle samo podwyższenie stóp, ile ton komunikatu i sygnały, jak blisko bank centralny widzi koniec cyklu. W Europie uwaga koncentruje się na inflacji we Francji. CPI ma spaść o 0,1 proc. m/m, a roczna dynamika obniżyć się do 0,6 proc. z 0,8 proc. To paliwo dla gołębiego skrzydła EBC.
Po południu ster przejmują Stany Zjednoczone. Raport JOLTS ma pokazać wzrost liczby wolnych miejsc pracy do 7,21 mln z 7,15 mln. Każde utrzymanie napiętego rynku pracy będzie dla Fed argumentem za ostrożnością w luzowaniu, co podkreślą zapewne wystąpienia członków FOMC.
Środa: inflacja w centrum uwagi, usługi przejmują stery
Środa to dzień, w którym rynki wchodzą głębiej w sedno makroekonomicznej układanki. Po przemysłowym początku tygodnia teraz pierwsze skrzypce gra sektor usług oraz inflacja – i to w wydaniu, które może realnie wpłynąć na oczekiwania wobec banków centralnych.
Azja przynosi raczej stabilizację niż zaskoczenia. W Japonii indeksy PMI dla usług i całej gospodarki utrzymują się odpowiednio na poziomach 53,4 i 52,8 pkt, co potwierdza, że ożywienie napędzane jest popytem wewnętrznym, a nie eksportem. W Chinach PMI Caixin dla usług ma lekko spaść do 51,9 pkt z 52 pkt.
Europa wchodzi w kluczową fazę tygodnia wraz z pakietem danych inflacyjnych ze strefy euro. Główny wskaźnik CPI ma obniżyć się do 1,8 proc. r/r z 1,9 proc., a inflacja bazowa do 2,2 proc. z 2,3 proc. To subtelny, ale ważny sygnał: presja cenowa dalej słabnie, choć wciąż pozostaje powyżej celu EBC. Równolegle ceny producentów spaść mają o 1,7 proc. r/r, co wzmacnia narrację, że dalsza dezinflacja jest tylko kwestią czasu. Dla rynku obligacji to argument za utrzymaniem zakładów na obniżki stóp w drugiej połowie roku.
PMI dla usług w największych gospodarkach Eurolandu pokazują wyraźny kontrast z przemysłem. Niemcy (oczekiwane 53,3 pkt) i Hiszpania (szacowane 57 pkt) radzą sobie wględnie dobrze… Podczas gdy Francja pozostać ma pod kreską z wynikiem 47,9 pkt. Gospodarka strefy euro nie stoi w miejscu, ale jej wzrost jest nierówny i kruchy.
Po południu uwaga przenosi się do USA. Raport ADP ma pokazać wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym o 48 tys. po 41 tys. miesiąc wcześniej. W połączeniu z solidnym ISM dla usług na poziomie 53,8 pkt i wysokim subindeksem cen (65,1 pkt) to zestaw danych, który może studzić oczekiwania na szybkie luzowanie polityki Fed. Amerykańska gospodarka zwalnia, ale robi to w sposób uporządkowany – i to wciąż daje bankowi centralnemu komfort cierpliwości.
Dla polskiego rynku kluczowym momentem będzie decyzja RPP. Stopy mają pozostać na poziomie 4%, ale nie jest to gwarantowane gdyż Glapiński jak i pozostali członkowie RPP sygnalizowali apetyt na dalsze luzowanie polityki monetarnej w Polsce.
Czwartek: decyzje EBC i Banku Anglii
Czwartkowa sesja zapowiada się jako najbardziej „bankocentryczna” w całym tygodniu. To właśnie dziś inwestorzy dostaną odpowiedź na pytanie, jak blisko jesteśmy realnych zmian w polityce pieniężnej w Europie i Wielkiej Brytanii – i czy wcześniejsze zakłady rynkowe nie wyprzedziły faktów.
Azja zaczyna spokojniej, choć z ważnym tłem. Australijski bilans handlowy ma wzrosnąć do 3,45 mld AUD z 2,94 mld, mimo wyraźnego spadku eksportu. To sygnał, że popyt zagraniczny pozostaje słaby, co dobrze wpisuje się w ostrożny przekaz RBA po ostatniej decyzji. W Japonii uwagę przyciągają aukcje długiego długu… Rentowności 30-letnich JGB powyżej 3,4 proc. pokazują, że rynek coraz śmielej wycenia trwałe odejście od epoki zerowych stóp.
Europa żyje danymi realnymi i decyzjami banków centralnych. Niemcy pokażą zamówienia w przemyśle za grudzień, gdzie rynek spodziewa się spadku o 1,3 proc. m/m po imponującym odbiciu miesiąc wcześniej. To może szybko ostudzić nadzieje na trwały zwrot w największej gospodarce strefy euro. W tle pojawią się prawdopodobnie słabe wskaźniki z budownictwa – z Francji i Włoch.
Punktem kulminacyjnym będzie decyzja EBC. Stopy mają pozostać bez zmian: depozytowa na poziomie 2,00 proc. – więc kluczowe znaczenie będzie miał ton komunikatu i konferencja Christine Lagarde. Przy inflacji coraz bliżej celu rynek będzie wypatrywał choćby pośrednich sygnałów gotowości do pierwszych obniżek. Każde unikanie tego tematu może wywołać nerwowość na obligacjach i euro.
Równie ważny będzie Londyn. Bank Anglii ma utrzymać stopę na poziomie 3,75 proc., ale zmiana układu głosów – więcej zwolenników obniżek niż miesiąc wcześniej – byłaby czytelnym sygnałem zwrotu. Funt zareaguje nie na samą decyzję, lecz na to, jak bardzo Komitet Polityki Pieniężnej zaczyna patrzeć w stronę luzowania. Po południu uwaga przenosi się do USA, ale tam kalendarz makro będzie niemal pusty.
Piątek: rynek pracy rozstrzyga tydzień
Piątek domyka tydzień w klasycznym, amerykańskim stylu rynki żyją danymi z rynku pracy USA, które często potrafią przyćmić wszystkie wcześniejsze publikacje. Zanim jednak dojdzie do tego kulminacyjnego momentu, inwestorzy dostaną solidną porcję sygnałów z Japonii i Europy.
W Tokio nastroje studzą dane o konsumpcji. Wydatki gospodarstw domowych w grudniu mają spaść o 0,3 proc. r/r po solidnym wzroście 2,9 proc. miesiąc wcześniej, a w ujęciu miesięcznym zanurkować aż o 1,3 proc. W dotychczasowym otoczeniu Bank Japonii ma nadal ograniczone pole manewru.
Europa zaczyna dzień od Niemiec. Bilans handlowy ma wzrosnąć do 14,5 mld euro z 13,1 mld, ale szczegóły są mniej optymistyczne: eksport spada o 2,5 proc. m/m, a produkcja przemysłowa cofa się o 0,3 proc. po wcześniejszym solidnym odbiciu.
Prawdziwe emocje zaczynają się po południu wraz z raportem z amerykańskiego rynku pracy. Zatrudnienie poza rolnictwem ma wzrosnąć o 67 tys. po 50 tys. miesiąc wcześniej, stopa bezrobocia pozostać na poziomie 4,4 proc., … A dynamika wynagrodzeń rosnąć ma o 0,3 proc. m/m.
To zestaw, który sugeruje dalsze chłodzenie rynku pracy, ale bez gwałtownego załamania. Dla Fed kluczowe będzie tempo wzrostu wynagrodzeń: 3,6 proc. r/r wobec wcześniejszych 3,8 proc. To ono decyduje o trwałości presji inflacyjnej.
Na deser rynki dostają nastroje konsumentów z Uniwersytetu Michigan. Przy wciąż wysokich oczekiwaniach inflacyjnych Fed będzie uważnie czytał te wyniki, szukając odpowiedzi na pytanie, czy amerykański konsument zaczyna wierzyć w trwały spadek inflacji. Piątek może więc nie tylko zamknąć tydzień, ale też ustawić ton na kolejne tygodnie handlu.
