Szef tajnych służb zabity w zamachu, ogromny pożar w rafinerii. Eksporter ropy znów w ogniu wojny domowej?
fot. Reuters

Szef tajnych służb zabity w zamachu, ogromny pożar w rafinerii. Eksporter ropy znów w ogniu wojny domowej?

Libia mierzy się z serią aktów, które mogą znów zepchnąć to państwo w otchłań niekończącej się wojny domowej. Niemal jednocześnie doszło tam do ataków stanowiących wstrząs o charakterze gospodarczym (w zachodniej części kraju) oraz politycznym (we wschodniej). Sprawia to, że ten podzielony na dwa rywalizujące organizmy polityczne kraj może nie być w stanie spełnić jeszcze niedawno deklarowanych ambicji dot. szerokiego powrotu na światowe rynki naftowe.

Jeśli chodzi o wstrząs gospodarczy, to jego obiektem była podstawa libijskiej gospodarki, przemysł naftowy. Rafineria w miasteczku Az-Zawija, największy działający w tym kraju kompleks przetwórczy ropy, o wydajności 120 tysięcy baryłek dziennie, stanęła bowiem w płomieniach. Te wybuchły w wyniku trzeciego w ciągu raptem 48 godzin ataku za pomocą uderzeniowego drona. Pierwsze uderzenie nastąpiło w niedzielę, kolejne w poniedziałek wieczorem, trafiając w zbiornik paliwa i wywołując ogromny pożar, którego strażacy do tej pory nie byli w stanie opanować. W wyniku płomieni zbiornik, który zawierać miał 4,5 miliona litrów benzyny, kompletnie się zapadł. Odrębny uderzenie dronowe wzięło także na cel obiekt mieszania ropy.

Rafineria w Az-Zawiji, położona 40 kilometrów na zachód od Trypolisu i obsługujący pole naftowe Szarara o wydajności 300 tys. baryłek dziennie, stanowi kręgosłup libijskiej infrastruktury energetycznej. Libijska Narodowa Korporacja Naftowa (NOC) już ostrzegła, że jeśli ataki nie ustaną, będzie musiała (znów…) powołać się na klauzulę force majeure i zupełnie zamknąć obiekt. Kto stoi za atakami? Oficjalnych potwierdzeń brak, zaś zachodnia Libia jest miejscem działalności różnorakich ugrupowań zbrojnych – od plemiennych milicji, przez komórki dżihadystyczne, po milicje oficjalnie wchodzące w skład rządzącego Rządu Jedności Narodowej (GNU). Oczywiście są też siły zbrojne konkurencyjnego państwa libijskiego ze Wschodu, ze stolicą w Tobruku.

Polityka personalna po libijsku

Jeśli już mowa o tym ostatnim, to przeżyło ono własną sensację. Również we wtorek doszło bowiem do skutecznego zamachu na szefa wywiadu wojskowego Libijskiej Armii Narodowej (LNA), gen. dyw. Fawziego al-Mansouriego. Dowódca LNA, marszałek Chalifa Haftar, jest faktycznym władcą wschodniej Libii, zaś al-Mansouri był jednym z najbardziej zaufanych jego współpracowników. Zginął on w wyniku detonacji bomby przytwierdzonej do samochodu w dzielnicy Hawari w Benghazi, gdy właśnie wychodził z meczetu. O odpowiedzialnych, ponownie, brak informacji – choć musieli oni dysponować precyzyjnymi i aktualnymi danymi wywiadowczymi na temat ruchów generała.

Śmierć al-Mansouriego, odpowiedzialnego za działania wywiadowcze, represje przeciwko zbrojnej opozycji wobec Haftara oraz bezpieczeństwo wewnętrzne LNA, stanowi poważny cios w system rządów w wojskowej quasi-monarchii, jaką stanowi obecnie wschodnia Libia. Może wywołać destabilizację w strukturach dowodzenia, a także falę czystej wobec możliwych sprawców. Jeśli chodzi o tych ostatnich bowiem, to pośród potencjalnych „zainteresowanych”, prócz ugrupowań powiązanych z GNU, wymienia się także frakcje wewnątrz LNA rywalizujące z nim o wpływy, a także zewnętrzne wywiady z wyraźnymi interesami w Libii (jak służby tureckie, egipskie czy rosyjskie) zainteresowane osłabieniem władzy Haftara.

Libia znów w ogniu?

Libia pozostaje de facto rozczłonkowana na dwa odrębne byty. Zachód kontroluje Rząd Jedności Narodowej (GNU) premiera Abdula Hamida Dbeibaha, formalnie uznawany przez ONZ, faktycznie tworzony przez ligę skonfliktowanych ze sobą milicji i ugrupowań zbrojnych. Sprawuje on formalną władzę w Trypolisie i najbliższych okolicach, bardziej oddalone tereny stanowią prywatne władztwa poszczególnych frakcji. Wschód pozostaje pod faktycznie niezależną kontrolą Haftara i jego wojsk, z własnym rządem (Rząd Stabilności Narodowej), parlamentem w Tobruku i strukturami państwowymi, które, choć formalnie nieuznawane, realnie działają (czego nie sposób powiedzieć o oficjalnym rządzie).

Strony te pozostają rywalami w zimnej wojnie domowej, która jednak jeszcze niedawno miała pełnoskalowy charakter zbrojny. W latach 2019-2020 wojska Haftara usiłowały nawet zająć Trypolis. Ostatecznie nie udało im się go zdobyć, ugruntowały natomiast faktyczną niezależność wschodniej części kraju. Pomiędzy tymi blokami szerokie rozciągają się terytoria niczyje. W szczególności pustynna, południowa Libia, oddalona od ludniejszych i względnie bogatszych (jak na libijskie warunki) miejscowości na wybrzeżu, pozostaje pod faktyczną kontrolą lokalnych klanów, transsaharyjskich sieci przemytników ludzi, paliw i narkotyków, a także komórek terrorystycznych.

Na przekór temu chaosowi w ostatnim czasie, po latach stagnacji, libijska produkcja ropy wzrosła. Dzięki wynegocjowaniu kruchego porozumienia dot. podziału zysków z eksportu naftowego ustały największe konflikty dotyczące kontroli nad polami naftowymi. W 2026 roku Libia wydobywała do 1,4-1,5 miliona baryłek dziennie, zbliżając się do poziomów sprzed 2013 roku, z ambitnym celem osiągnięcia 1,6 miliona baryłek do końca roku. Teraz te wysiłki, wsparte miliardami dolarów zagranicznych inwestorów, znów mogą pójść, nomen omen, w piach.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!