Szaleństwo na rynku wołowiny w USA. 'Nie ma podaży’. Powtórzy los hossy kakao? Spekulanci atakują

Szaleństwo na rynku wołowiny w USA. 'Nie ma podaży’. Powtórzy los hossy kakao? Spekulanci atakują

Inflacja w Stanach Zjednoczonych wyraźnie opadła względem pandemicznego szczytu, ale dla konsumentów robiących zakupy spożywcze ta statystyka coraz częściej brzmi abstrakcyjnie. Szczególnie przy ladzie mięsnej. Wołowina stała się jednym z najbardziej uporczywych źródeł presji cenowej w amerykańskich gospodarstwach domowych i wszystko wskazuje na to, że ulgi nie będzie szybko.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ceny wołowiny i cielęciny wzrosły o około 15 procent, znacznie szybciej niż większość kategorii w koszyku inflacyjnym. Mielona wołowina osiągnęła nowe rekordy cenowe, notując największy skok od połowy 2020 roku. Dla porównania ceny kurczaka wzrosły zaledwie o 1,1 procent, a ceny mleka praktycznie się nie zmieniły.

Jak ujął to prezes Omaha Steaks, popyt na wołowinę w USA jest dziś najwyższy w historii. Problem polega na tym, że podaży po prostu brakuje. Zatem wołowina wciąż kosztuje tyle, ile Amerykani jest w stanie za nią zapłacić. Do destrukcji popytu daleko, a to zostawia przestrzeń do wzrostów.

Najmniejsze stado od lat 50.

Amerykańskie stado bydła skurczyło się do najniższego poziomu od początku lat pięćdziesiątych. To efekt wieloletnich susz, rosnących kosztów paszy, drogiej energii i wysokich stóp procentowych. To one znacząco podniosły koszt finansowania hodowli.

W normalnym cyklu hodowcy ograniczają produkcję, a następnie stopniowo odbudowują stada. Tym razem proces trwa znacznie dłużej. Przy obecnych cenach wielu producentów zarabia więcej, sprzedając młode sztuki na ubój, niż inwestując w długą i kosztowną odbudowę pogłowia.

Nawet gdyby decyzja o zwiększeniu stad zapadła dziś, dodatkowa wołowina trafiłaby do sklepów najwcześniej w 2028 roku. To kluczowy punkt, który tłumaczy, dlaczego obecny wzrost cen nie jest chwilowym wybrykiem rynku.

Źródło: Bloomberg, US Department of Agriculture

Hodowcy zarabiają, ale czują kruchość

Najlepiej radzą sobie producenci stojący na początku łańcucha dostaw, sprzedający cielęta innym hodowcom. Nominalnie to dobry czas na bycie hodowcą, ale pod tą powierzchnią kryje się niepokój. Koszty sprzętu, napraw, dzierżawy ziemi i kredytu rosną równolegle z cenami bydła.

Wielu rolników przyznaje, że ich sytuacja jest bardziej krucha niż kiedykolwiek wcześniej. Wysokie wyceny bydła nie oznaczają komfortu finansowego, lecz większe ryzyko w razie załamania popytu lub pogorszenia warunków pogodowych.

Skalę napięcia najlepiej widać na aukcjach. Jeszcze pięć lat temu cielę wychowane „na butelce” kosztowało od 200 do 500 dolarów. Dziś ceny sięgają nawet 1500 dolarów, bo kupujący desperacko próbują zabezpieczyć przyszłą produkcję.

Przetwórcy pod presją, polityka bez prostych rozwiązań

Wysokie ceny nie oznaczają jednak prosperity dla przetwórców. Giganci branży mięsnej, w tym Tyson Foods, notują straty w segmencie wołowiny. Tyson raportuje kolejne kwartalne straty od początku 2024 roku, a firmy takie jak Cargill i JBS zamykają zakłady i ograniczają moce przerobowe, dostosowując się do niedoboru surowca.

Administracja Donald Trump znalazła się pod presją polityczną. Prezydent zapowiedział zwiększenie konkurencji w przetwórstwie mięsa, zlecił śledztwa dotyczące możwej zmowy cenowej i podniósł kontyngenty importowe na wołowinę z Argentyny. Efekt dla konsumentów będzie jednak ograniczony, bo import trafia głównie do produkcji mięsa mielonego i nie rozwiązuje problemu strukturalnego braku bydła w USA.

Dodatkowo Stany Zjednoczone wstrzymały import żywego bydła z Meksyku po ponownym wykryciu groźnego pasożyta, tzw. nowego śrubowca świata, co jeszcze bardziej ograniczyło podaż.

Inflacja, stopy procentowe i polityka

Choć ceny wołowiny same w sobie nie zmienią kursu Federal Reserve, pozostają istotnym elementem oczekiwań inflacyjnych konsumentów. Bank centralny utrzymał ostatnio stopy procentowe bez zmian po trzech obniżkach pod koniec 2025 roku, a część decydentów nadal ostrzega, że inflacja pozostaje powyżej celu 2 procent.

Jak zauważa Megan Fisher z Capital Economics, wyższe ceny żywności są jednym z najbardziej widocznych bodźców wpływających na społeczne postrzeganie inflacji i będą politycznym problemem w roku wyborczym.

Powolny proces odudowy

Jaja potaniały, bo produkcję da się szybko odbudować. Wołowiny nie. Liczba jałówek hodowlanych wzrosła zaledwie o 1 procent rok do roku, co pokazuje, jak powolny jest proces odbudowy stad. Przy wysokich stopach procentowych wielu hodowców obawia się zamrażać kapitał na lata.

Mamy zatem klasyczny, długotrwały niedobór. Wołowina w USA pozostanie droga, a ewentualne spadki cen będą raczej krótkimi przerwami w trendzie niż jego odwróceniem. Dla konsumentów to zła wiadomość. Dla rynku jasny sygnał, że cykl bydła wszedł w fazę, z której wychodzi się latami, nie sezonami.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!