System kaucyjny mnie zniszczył. To nie jest rozwiązanie dla ludzi

System kaucyjny mnie zniszczył. To nie jest rozwiązanie dla ludzi

To scenariusz który zapewne wielu z Was kojarzy bardzo dobrze. Chcę być „eko”, pieczołowicie zbieram wykorzystane plastikowe butelki, z pełną torbą wybieram się do lokalnego supermarketu i…klops. Butelkomat okej, stoi przy wejściu, świeci ekranem i z daleka wygląda jak dowód postępu. Dopiero z bliska widać kartkę przyklejoną taśmą: „przerwa techniczna”, „awaria”, „automat pełny”, czasem po prostu czarny ekran. No nic. Jeżeli nie pomoże interwencja w sklepie pojadę do kolejnego. A tam…dokładnie to samo. Zostałem z torbą pełną butelek w ręce, moknę w deszczu, wyglądam śmiesznie i mam poczucie, że znowu to ja mam rozwiązać problem, który jakiś urzędnik z „dobrymi chęciami” wymyślił ponad moją głową.

System kaucyjny jest prosty w teorii, w praktyce mocno niedomaga

System kaucyjny wprowadzony przez Brukselę i wdrożony w kraju nad Wisłą miał w teorii Polakom (i Europejczykom) nie utrudniać życia jednocześnie tworząc dla plastiku swoisty „obieg zamknięty” w ramach którego opakowania które „pożyczasz” w sklepie wracają do recyklingu. Zasada wydaje się prosta: kupujesz napój, płacisz kaucję, oddajesz opakowanie, odzyskujesz pieniądze. Na papierze wszystko się zgadza. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba teorię zamienić w rutynę.

A rutyna wygląda tak, że człowiek zbiera butelki w domu, odkłada je dniami i tygodniami, pilnuje, żeby się nie pogniotły, (bo urządzenie może ich nie przyjąć), a potem idzie z tym do sklepu i dowiaduje się, że akurat dziś nic nie działa. Raz braknie prądu. Innym razem „system nie czyta kodów”. Jeszcze innym pracownik mówi, że maszyna jest pełna i trzeba poczekać na obsługę. Bywa też najdziwniejsza kategoria usterek, czyli tajemnicza „przerwa techniczna”, która potrafi trwać pół dnia, cały dzień albo tyle, ile trzeba, by nikt już nie zadawał problematycznych pytań.

Klient nie wie, czy trafił na prawdziwą awarię, czy na wygodny sposób ograniczania problemu. Gdy maszyna działa, wszyscy chwalą nowoczesność, a lokalni kloszardzi dorabiają sobie na oczyszczaniu okolicy z plastiku. Gdy nie działa, odpowiedzialność rozmywa się błyskawicznie. Sklep odsyła do operatora, operator do serwisu, serwis do procedur, a człowiek wraca do domu z tym samym workiem, z którym przyszedł.

Kolejny automat i…kolejna awaria. fot. zdjęcie autora

Zobacz też jak producenci omijają system kaucyjny:

Cwaniactwo czy kreatywna walka z głupotą? Producenci omijają system kaucyjny. „Kretyński system”

Bezpłatny staż w imię ekologii

To nie jest drobna niedogodność. To codzienny koszt czasu, nerwów i wysiłku przerzucony na obywatela. Państwo i wielkie sieci handlowe lubią mówić o ekologii, gospodarce obiegu zamkniętego i dobrych nawykach. Tyle że żaden z tych sloganów nie pomaga, gdy ktoś po pracy objeżdża trzy sklepy, bo w jednym butelkomat nie działa, w drugim odrzuca część opakowań, a w trzecim właśnie skończył się papier do wydruku potwierdzeń.

W takim systemie człowiek szybko przestaje czuć, że uczestniczy w czymś sensownym. Zaczyna mieć wrażenie, że wykonuje darmową pracę organizacyjną za handel, operatorów i administrację. Sam segreguje, sam magazynuje, sam transportuje, sam szuka działającego punktu, a na końcu jeszcze sam musi udowodnić, że jego butelka jest wystarczająco dobra, żeby ją przyjąć. Albo olewa system i dorzuca się komuś do portfela płacąc ukryty podatek za codzienne zakupy i wyrzuca butelki do śmieci.

Nasza kompleksowa analiza systemu kaucyjnego:

System kaucyjny to przekręt stulecia? 'Miliardy nabite w butelkę’. Kto zarobi fortunę?

Państwo dla obywatela czy obywatel dla państwa

W rezultacie system, który miał budować zaufanie, buduje niechęć obywatela do państwa. Skoro przy każdej drugiej próbie słyszymy o „awarii”, „błędzie”, „przerwie” albo „braku możliwości przyjęcia”, trudno nie zadać pytania, czy naprawdę chodzi wyłącznie o kwestie techniczne. Im częściej takie sytuacje się powtarzają, tym więcej osób zaczyna podejrzewać, że część „przerw technicznych” jest po prostu wygodnym wentylem bezpieczeństwa dla sklepów, które nie chcą mieć w danym momencie dodatkowego problemu.

A przecież system kaucyjny miał działać dla ludzi, nie przeciwko nim. Jeśli klient, który chce zrobić wszystko zgodnie z zasadami, czuje się jak petent albo intruz, to znaczy, że coś zostało źle zaprojektowane. Dobra usługa nie wymaga od obywatela uporu, szczęścia i znajomości obejść. Dobra usługa działa zwyczajnie, także wtedy, gdy nikt nie robi jej zdjęć do materiałów promocyjnych.

System żeby działać musi działać

Najuczciwiej byłoby powiedzieć wprost: sam pomysł odzyskiwania opakowań ma sens, ale wykonanie musi być bezlitosne dla bylejakości. Jeżeli państwo i handel chcą, by ludzie poważnie traktowali system kaucyjny, muszą najpierw sami potraktować poważnie podstawy. W przeciwnym razie uzasadnione będą teorie, że cała struktura powstała głównie po to, żeby ktoś mógł się niesłusznie wzbogacić.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!