Sankcje na RPA za masowy rabunek własności, morderstwa i szykany. Trump ostrzega
Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone odcinają Afrykę Południową od wsparcia finansowego. Mają też rozpocząć śledztwo w sprawie tego, co faktycznie dzieje się w tym kraju. To reakcja na najnowsze, skrajnie rasistowskie przepisy, które uchwalono w RPA, oraz masowe naruszenia praw człowieka. Z uwagi na kolor skóry sprawców i ofiar, sprawa ta jednak w ciekawy sposób wymykała się medialnej atencji.
Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: jest rok 1938. Rząd Rzeszy Niemieckiej oficjalnie przyjmuje prawo pozwalające na wywłaszczenie – bez jakiegokolwiek odszkodowania – nieruchomości należących do Żydów i oddanie ich „aryjskim właścicielom”. Ma to jakoby na celu poprawę sytuacji socjoekonomicznej ludności aryjskiej, długo cierpiącej opresję ekonomiczną ze strony Żydów.
W odpowiedzi na zarzuty zza granicy władze tłumaczą, że Rzesza jest demokratycznym państwem, zaś wywłaszczenie może nastąpić jedynie „w ważnym celu społecznym”, takim jak akcja afirmatywna, i w żadnej mierze nie stanowi to dyskryminacji Żydów. Prorządowa prasa atakuje głosy krytyki, zarzucając im działanie na pasku żydowskiego kapitału i niewrażliwość na krzywdę ludności niemieckiej.
To wszystko ma miejsce w sytuacji, w której bojówki SA i SS, ochoczo śpiewając piosenkę „Zabij Żyda” (oficjalnie uznaną przez najwyższy sąd krajowy za legalną – to jedynie metafora, orzekli sędziowie, i nie stanowi bezpośredniego wezwania do zabójstwa), dokonują seryjnych napadów na domy, sklepy i nieruchomości należące do Żydów.
Setki tych ostatnich padają ofiarami morderstw, tortur i rabunków. Najczęściej przy bierności policji i prokuratury, a czasem wręcz przy jej „życzliwej” (wobec napastników) krótkowzroczności. Ta ostatnia bardziej dba o stawianie zarzutów Żydom z artykułów o „przekroczenie granic obrony koniecznej”, gdy któryś z napastników zostanie zastrzelony w samoobronie.
Dodatkowo Żydzi nie mogą legalnie posiadać na własność 100% akcji firm powyżej pewnej wartości, startować w przetargach publicznych bez aryjskich wspólników, oraz zajmować stanowisk czy miejsc na studiach – nawet gdy mają lepsze wyniki – gdy ich konkurencję stanowią Niemcy. Wszystko to przy żądaniach radykalnych polityków, dla których szykany te nie idą dostatecznie daleko.
Brzmi znajomo? Ale to przecież na szczęście jedynie mroczna historia, która już nigdy miała się nie powtórzyć…

Ktoś Kalego dyskryminować? Rasizm i biały supremacjonizm!
To teraz zamieńmy terminy „rząd Rzeszy” na „rząd Republiki Południowej Afryki”, „Żydów” na „Burów” (czyli białych mieszkańców RPA wywodzących się od holenderskich kolonistów z XVII wieku), „ludność aryjską” na „ludność czarną”, zaś „bojówki SA i SS” na „bojówki partyjne Bojowników o Wolność Ekonomiczną”. Reszta – niestety – pozostaje bez zmian.
Niestety, zarysowana sytuacja bynajmniej nie jest jedynie historią. Zaledwie w zeszłym tygodniu prezydent RPA, Cyril Ramaphosa, podpisał ustawę, której długo domagali się czarni politycy. Politycy ci w ciągu trzech dekad przeforsowali już co prawda tyle praw godzących w białych i preferujących czarnych, że RPA jest dziś prawnie najbardziej rasistowskim krajem na ziemi. Bardziej nawet, niż w okresie Apartheidu.
To jednak dla nich wciąż za mało – i domagają się wyrzucenia białych z ich własności. Konkretnie, z farm. Farmy te stanowią tradycyjny dorobek Burów, i niejednokrotnie uprawiane są od stuleci. Nie leżą też na „ukradzionej ziemi”, gdy bowiem holenderscy koloniści przybyli na te ziemie, były one w dużej mierze niezasiedlone (gros czarnych mieszkańców RPA napłynęła dopiero w XVIII wieku).

Eksperyment (jeśli można to tak określić) polegający na odebraniu szykanowanej grupie społecznej jej własności przerabiano też, prócz Niemiec pod rządami Narodowych Socjalistów, również w sąsiednim Zimbabwe. W wyniku „przejęcia” farm białych (często wraz z morderstwami ich właścicieli) i oddania ich poszkodowanym czarnym największy niegdyś eksporter żywności stał się krajem cierpiącym głód.
Kwestie resentymentów rasowych – podobnie jak w Niemczech w latach 30′ – okazały się jednak ważniejsze niż rozrachunek ekonomiczny. O szacunku do własności prywatnej czy idei równości wobec prawa nie wspominając.
Kali kogoś dyskryminować? Demokratyczna i postępowa RPA!
Co ciekawe – temat ten był w dużej mierze nieobecny w dyskursie medialnym. W ramach zgryźliwej myśli można sobie wyobrazić, jaką pożywkę miałyby media, gdyby było na odwrót i to biali właśnie promulgowali przepisy otwarcie wymierzone w czarnych – rzecz jednak nie w złośliwościach. Oto bowiem ktoś (i to obiektywnie „ważny” ktoś) jednak tym tematem się zainteresował.
Donald Trump oznajmił bowiem, że i owszem, problem dostrzega. I zamierza podjąć działania wymierzone w rząd RPA. Działania takie byłyby standardem w razie „naruszenia praw człowieka” tej skali w dowolnym innym przypadku. Jeśli chodzi o rządzoną przez czarnych RPA, poprzednie ekipy – i w Białym Domu, i w większości krajów UE – milczały.

W myśl deklaracji Trumpa, USA wstrzymają wszelkie dotacje oraz formy pomocy dla RPA. Ze środków amerykańskich finansuje się tam m.in. znaczną część działań profilaktycznych przeciwko AIDS. Co istotne, na tym może się nie skończyć. USA stanowią bowiem odbiorcę znacznej części importu z RPA. Jego zablokowanie (lub obłożenie tak lubianymi przez Trumpa cłami) mogłoby stanowić dla tamtejszej gospodarki szok.
Naturalnie, politycy z RPA z oceną się nie zgadzają. Ich zdaniem nie ma nic nagannego w ustawie, która pozwoli odbierać ludziom ich własność bez odszkodowania. Podobnie nie widza nic złego w legislacji, która faworyzuje czarnych we wszystkich dziedzinach ekonomii i życia społecznego, jedynie na podstawie koloru skóry.

Niewykluczone, że wpływ na Trumpa mógł mieć w tej sprawie Elon Musk – który pochodzi z RPA. Nie afiszuje się on ze swoim pochodzeniem, zaś karierę biznesową prowadził w USA. Co jednak symptomatyczne – w RPA na podobną karierę nie miałby szans. W końcu jest biały.