Sąd Najwyższy USA zdecydował w sprawie ceł. Chaos i spadki na giełdzie. Co się dzieje?
Amerykański Sąd Najwyższy po raz kolejny uniknął rozstrzygnięcia jednej z najbardziej drażliwych kwestii gospodarczych ostatnich lat. Chodzi o legalność tzw. ceł wzajemnych wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa na mocy ustawy International Emergency Economic Powers Act z 1977 roku.
W środę, ku zaskoczeniu części rynku, sąd zakończył posiedzenie bez wydania orzeczenia, pozostawiając przedsiębiorców i partnerów handlowych USA w stanie przedłużonej niepewności. Jednak jeszcze większe zaskoczenie przynosi wyprzedaż amerykańskich indeksów, które mimo w gruncie rzeczy optymitycznych danych z USA – spadają.
Wydaje się, że głównym powodem spadków wydaje się być wzrost cen ropy oraz rozczarwujące wyniki sektora bankowego. W tle mamy też doczynienia z chasoem prawnym w USA, gdzie administracja Trumpa nie kryje, że nie dostosuje się do decyzji Sądu Najwyższego, niezależnie od tego, jaka będzie. Indeks S&P 500 traci ponad 1%, mocniej spada techologiczny Nasdaq.
IEEPA pod lupą, ale bez werdyktu
Sednem sporu w USA jest, czy prezydent może wykorzystywać przepisy o stanie nadzwyczajnym do nakładania szerokich, krajowo zróżnicowanych ceł handlowych. Federalny sąd apelacyjny już w sierpniu uznał, że takie użycie IEEPA przekracza kompetencje władzy wykonawczej, podtrzymując wcześniejsze orzeczenie sądu niższej instancji. Teraz jednak najwyższy organ sądowy w USA nie spieszy się z postawieniem kropki nad „i”.
To opóźnienie ma realne konsekwencje. Bez jasnego sygnału z Sądu Najwyższego firmy nie wiedzą, czy obowiązujące dziś taryfy są trwałym elementem krajobrazu … Czy tylko tymczasowym eksperymentem obciążonym ryzykiem zwrotu pobranych opłat. To już kolejny raz, gdy Sąd wstrzymuje się z decyzją.
Bilans poprawiony … Kosztem niepewności
Administracja Trumpa nie ukrywa, że uważa cła za sukces. Od ich ogłoszenia w kwietniu 2025 roku deficyt handlowy USA spadł do najniższego poziomu od 2009 roku. Cła miały ograniczyć nierównowagi handlowe, wzmocnić krajowy przemysł i zmusić zagraniczne firmy do inwestowania w Stanach Zjednoczonych.
Przykładem jest Korea Południowa, na której produkty nałożono 15% taryfy, obniżone z pierwotnie zapowiadanych 25%. Był to element szerszego porozumienia handlowo-inwestycyjnego, w ramach którego Seul zobowiązał się do inwestycji o wartości 350 mld dolarów w USA.
Ryzyko miliardowych zwrotów i plan B
Brak decyzji Sądu Najwyższego otwiera jednak inny, znacznie bardziej niepokojący scenariusz. Jeśli ostatecznie uzna on, że prezydent nie miał prawa nakładać ceł w oparciu o IEEPA, rząd federalny może stanąć przed koniecznością zwrotu już pobranych należności importerom. Sam Trump ostrzegał, że mowa może być o „setkach miliardów dolarów”, a w skrajnym wariancie nawet o bilionach, jeśli do roszczeń dołączą się państwa i firmy, które inwestowały w USA, by uniknąć taryf.
Biały Dom sygnalizuje, że nie zamierza składać broni. Urzędnicy administracji twierdzą, że przygotowane są alternatywne ścieżki prawne umożliwiające utrzymanie lub ponowne wprowadzenie ceł, nawet w razie niekorzystnego wyroku. Problem w tym, że każda z nich byłaby wolniejsza i bardziej podatna na zaskarżenia.
Z perspektywy systemu prawnego USA sprawa ceł Trumpa stała się testem granic władzy wykonawczej. Z perspektywy rynków to natomiast klasyczny przykład ryzyka regulacyjnego, które potrafi ciążyć wycenom spółek bardziej niż same stawki celne. Dopóki Sąd Najwyższy będzie odkładał decyzję, ta niepewność pozostanie jednym z kluczowych czynników kształtujących globalny handel.
