Rząd obniży ceny paliw. Szykują się zmiany w cennikach nawet o 1,20 zł na litrze
Rząd zapowiedział nową interwencję na rynku paliw, której celem ma być szybkie obniżenie cen na stacjach. Premier Donald Tusk poinformował, że jeszcze dzisiaj odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów w sprawie działań osłonowych, a skala obniżek ma sięgnąć około 1,20 zł na litrze. To najmocniejszy sygnał od początku marcowego skoku cen, że państwo zamierza wejść na rynek nie tylko słowem, ale także decyzjami fiskalnymi i regulacyjnymi. Premier wtóruje też wcześniejszym apelom Unii Europejskiej do krajów członkowskich aby te podjęły nadzwyczajne kroki w celu odciążenia portfeli obywateli po szoku wywołanym wojnie w Zatoce Perskiej.
Rząd interweniuje na rynku paliw. Będą ulgi i kontrole cen
Bezpośrednim powodem interwencji jest wymieniony we wstępie gwałtowny wzrost cen paliw po eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie i zaburzeniach wokół Cieśniny Ormuz. Jeszcze 18 marca średnia cena litra benzyny Pb95 wynosiła w Polsce 6,79 zł, a tydzień później już 7,14 zł. W tym samym czasie diesel podrożał z 7,76 zł do 8,69 zł za litr. Rząd od kilku dni sygnalizował gotowość do działania, ale dotąd utrzymywał, że narzędzia podatkowe pozostają „w rezerwie” na dużo gorszy scenariusz.
Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że interwencja ma mieć dwa filary. Pierwszy to czasowe obniżenie obciążeń fiskalnych, przede wszystkim podatku od towarów i usług (VAT) na paliwa z 23 do 8 proc. oraz akcyzy do poziomów zbliżonych do minimum dopuszczalnego przez prawo unijne. Drugi to mechanizm, który ma pilnować, by obniżka rzeczywiście była widoczna przy dystrybutorze, a nie została przejęta po drodze przez wyższe marże. Według czwartkowych zapowiedzi premiera maksymalna cena detaliczna paliwa miałaby być wyliczana codziennie przez ministra energii. Na moment przygotowania tego tekstu był to wciąż plan ogłoszony politycznie; pełny tekst rozwiązań i ostateczny tryb ich wdrożenia nie były jeszcze szeroko opublikowane w oficjalnym dzienniku legislacyjnym.
Przeczytaj też naszą analizę jak zmieniały się (i dlaczego) ceny paliw w Polsce w przeciągu ostatnich kilkunastu lat:
Koalicja znalazła się pod ścianą
Sama redukcja VAT i akcyzy może szybko poprawić sytuację kierowców, ale dla budżetu państwa oznacza naturalnie zauważalnie niższe wpływy. Z kolei administracyjne ograniczanie cen detalicznych jest politycznie atrakcyjne, lecz gospodarczo bardziej ryzykowne: wymaga precyzyjnego wyliczenia kosztów i może wywołać spór o to, jaka marża jest jeszcze uzasadniona, a jaka już nadmierna. W praktyce rząd próbuje więc połączyć ulgę dla kierowców z kontrolą tego, jak zachowają się stacje i koncerny paliwowe.
Decyzja ma też charakter ewidentnie polityczny. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mówił już 23 marca wprost, że rząd jest gotowy do interwencji, a premier wcześniej zapowiadał, że działania dotyczące marż i podatków zostaną uruchomione, jeśli sytuacja będzie się pogarszać. Równolegle administracja podkreślała, że system dostaw paliw w Polsce działa stabilnie, a kraj dysponuje zapasami i infrastrukturą, które ograniczają ryzyko braków. Interwencja nie ma więc charakteru ratunkowego w sensie logistycznym. To raczej ruch osłonowy, obliczony na zatrzymanie politycznie i społecznie niebezpiecznego wzrostu cen.
Na rynku widać już zresztą pierwsze ruchy wyprzedzające ostrą interwencję rządu. Orlen obniżył 24 marca hurtowe ceny benzyny i diesla, a wcześniej minister energii informował o spadku cen paliw w hurcie po pierwszej fali podwyżek związanych z konfliktem. To jednak nie wystarczyło, aby zatrzymać wzrost średnich cen detalicznych w całym kraju. Skala marcowego ruchu była po prostu zbyt duża, zwłaszcza w przypadku oleju napędowego. Dlatego rząd uznał najwyraźniej, że same promocje, korekty cenników i ograniczanie marży przez spółki z udziałem Skarbu Państwa nie wystarczą i należy podjąć bardziej zdecydowane działania zanim ceny uderzą w portfele Polaków przed Wielkim Tygodniem ze zdwojoną siłą.
Zobacz też nasze podsumowanie ostatnich 24h w rejonie Zatoki Perskiej:
