RPP robi złą minę do dobrej gry? Podwyżki stóp mogą nigdy nie nadejść
Źródło: YouTube NBP

RPP robi złą minę do dobrej gry? Podwyżki stóp mogą nigdy nie nadejść

Rada Polityki Pieniężnej na majowym posiedzeniu zdecydowała się pozostawić stopy procentowe bez zmian, utrzymując stopę referencyjną na poziomie 3,75%. To ruch zgodny z oczekiwaniami rynku. Polska gospodarka wkracza w wysoką niepewność, w nowym otoczeniu makroekonomicznym.

Bank centralny znajduje się w trudnym punkcie, bo z jednej strony inflacja ponownie zaczyna lekko przyspieszać, z drugiej zaś widać oznaki spowolnienia aktywności gospodarczej. W takiej konfiguracji agresywne ruchy w którąkolwiek stronę mogą okazać się przedwczesne.

Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, że konflikt na Bliskim Wschodzie jest „szokiem podażowym” z zewnątrz, którzy może raczej ciążyć gospodarce i tylko krótkoterminowo rozgrzać presję cenową. Stanowisko RPP wydaje się dość powściągliwe, podwyżki stóp są raczej „groźbą”, którą Rada woli „roztoczyć” nad rynkiem – bo nic jej to nie kosztuje.

Czy konflikt na Bliskim Wschodzie uspokoi się i da RPP więcej miejsca do obniżek stóp? O najnowszych doniesieniach rynkowych pisaliśmy w artykule Z ostatniej chwili: USA bliskie umowy pokojowej z Iranem? Euforia na polskiej giełdzie, ropa w dół, Bitcoin w górę

Inflacja pod presją czynników zewnętrznych

Kwietniowy wzrost inflacji CPI do 3,2% r/r był w dużej mierze efektem drożejących paliw, co bezpośrednio wiąże się z napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie. To klasyczny przykład inflacji importowanej, na którą krajowa polityka pieniężna ma ograniczony wpływ. Jednocześnie sygnały wzrostu inflacji bazowej sugerują, że presja cenowa nie jest całkowicie przejściowa.

Warto zauważyć, że ceny surowców rolnych pozostają niższe niż rok temu, co działa w przeciwnym kierunku i częściowo stabilizuje koszyk inflacyjny. Nie jest jednak pewne, czy tak będzie nadal biorąc pod uwagę ogromną suszę oraz ponad 8% dynamikę rocznego wzrostu wynagrodzeń. RPP musi umiejętnie balansować między ryzykiem utrwalenia inflacji, a jej wygasaniem wraz ze stabilizacją cen nośników energii.

Pod sporym znakiem zapytania stoi obecnie nadchodzący sezon grzewczy, który może uderzyć w portfele Polaków. Tak więc efekt inflacji może ograniczyć konsumpcje i dochód rozporządzalny. A to w warunkach uszczuplonych oszczędności i niższej konsumpcji Polaków daje pewien komfort co do relatywnie „gołębiej” prognozy polityki monetarnej.

Gospodarka hamuje, ale nie gwałtownie

Dane z początku roku wskazują na lekkie schłodzenie koniunktury: dynamika PKB najprawdopodobniej spadła w pierwszym kwartale, a rynek pracy zaczyna wysyłać bardziej mieszane sygnały. Wzrost wynagrodzeń choć wysoki – wyhamowuje, a zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw maleje, co może ograniczać presję popytową w kolejnych miesiącach.

Jednocześnie produkcja i sprzedaż detaliczna nadal rosną, co sugeruje raczej miękkie lądowanie niż gwałtowne spowolnienie. W tym kontekście decyzja RPP wydaje się racjonalna. To strategia „wait-and-see”, w której kluczowe będą kolejne odczyty inflacji, dynamiki płac oraz rozwój sytuacji globalnej. Bank centralny wyraźnie sygnalizuje gotowość do działania, ale na razie priorytetem pozostaje zachowanie elastyczności i unikanie błędów polityki w warunkach podwyższonej zmienności.

Jutro kluczowy głos zabierze w tej sprawie prezes NBP, prof. Adam Glapiński. Na ostatniej konferencji prasowej wyraźnie wskazywał, że nie jest gotowy przyznać, że podwyżki stóp są całkowicie realnym scenariuszem, choć sugerował, że nie można ich całkowicie wykluczyć. Wydaje się, że wszystkie drogi prowadzą do niższych stóp procentowych w Polsce – w średnim i długim horyzoncie czasowym.

Kwietniowe wystąpienie prof. Glapińskiego relacjonowaliśmy w artykule Prezes NBP: „Powtórki szoku inflacyjnego z 2022 roku nie będzie”. Idą obniżki stóp?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!