Rafał Zaorski komentuje wojnę USA i Chin. W co teraz celuje spekulant?
Rywalizacja Stanów Zjednoczonych z Chinami ewidentnie nie mieści się w klasycznych ramach geopolityki znanych z podręczników historii. W analizach rynkowych i spekulacyjnych coraz częściej pojawia się teza, że konflikt już trwa… Ale nie przyjmuje (i być może nigdy nie przyjmie) formy otwartej wojny militarnej. Kapitał, waluty, system finansowy, technologia i kontrola handlu stały się narzędziami o sile porównywalnej z konwencjonalnym arsenałem.
Taką perspektywę konsekwentnie prezentuje Rafał Zaorski, znany polski spekulant, a ostatnio także komentator rynkowy, którego wpisy na platformie X stanowią interesujący punkt odniesienia dla analizy obecnego układu sił. Przypomnijmy, że w ostatnim czasie Zaorski znów stał się aktywny w mediach społecznościowych po długiej serii porażek na rynku. Teraz stawia na spadki cen złota.
Poniższy artykuł jest syntezą i interpretacją jego poglądów, które Zaorski zaprezentował na X, osadzoną w szerszym kontekście rynkowym i geopolitycznym.
Wojna USA – Chiny od strony spekulacyjnej
Aby w ogóle sensownie mówić o rywalizacji USA i Chin, wg. Zaorskiego konieczne jest odrzucenie prostych analogii historycznych. Punkt graniczny wyznacza rok 1945 i użycie broni atomowej. Od tego momentu klasyczne modele konfliktów mocarstw, w tym popularna dziś „pułapka Tukidydesa”, tracą swoją użyteczność w czystej postaci.
Obie strony dysponują potencjałem nuklearnej anihilacji, pełnoskalowa wojna kinetyczna przestaje być racjonalnym narzędziem rozstrzygania sporów. Różnice w potencjale gospodarczym, demograficznym czy militarnym tracą znaczenie w obliczu ryzyka wzajemnego zniszczenia.
Konflikt nie znika, lecz zmienia formę. Przenosi się do obszarów finansów, technologii, surowców, logistyki i kontroli systemów.
Pieniądz bez złota i fałszywe analogie kryzysowe
Drugim filarem tej narracji jest wyraźne oddzielenie współczesnego systemu monetarnego od realiów sprzed 1971 roku. Próby porównywania dzisiejszej sytuacji do Wielkiego Kryzysu czy wcześniejszych załamań gospodarczych ignorują fundamentalną zmianę, jaką było wg. Zaorskiego odejście Stanów Zjednoczonych od standardu złota.
Świat pieniądza fiducjarnego funkcjonuje według zupełnie innych zasad. Dolar przestał być obietnicą wymiany na kruszec, a stał się narzędziem systemowej dominacji. Kryzysy, inflacja i zadłużenie mają dziś inną dynamikę, a ich skutki są rozkładane globalnie. W amerykańskiej architekturze bezpieczeństwa waluta rezerwowa nie jest tylko środkiem płatniczym, lecz elementem geopolitycznej przewagi.
Fed jako rdzeń globalnego systemu
Z tej perspektywy kluczową rolę odgrywa Rezerwa Federalna. Nie istnieje dziś realny alternatywny pożyczkodawca ostatniej instancji. Globalna sieć bankowa, system SWIFT oraz powiązania banków centralnych tworzą strukturę, w której Fed pełni funkcję centralnego węzła. Możliwość nieograniczonej ekspansji monetarnej nie jest wyłącznie decyzją ekonomiczną, ale narzędziem wpływu.
Inflacja staje się kosztem eksportowanym na resztę świata, szczególnie na kraje posiadające rezerwy w walutach znajdujących się w orbicie dolara. Skala tego zjawiska jest trudna do zignorowania, biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość globalnych rezerw walutowych pozostaje powiązana z systemem amerykańskim.
Z punktu widzenia rynków oznacza to jedno. Dopóki nie powstanie wiarygodna alternatywa systemowa, narracje o rychłym upadku dolara pozostają bardziej elementem politycznej retoryki niż realnym scenariuszem inwestycyjnym.
Handel morski i logistyka jako broń
Istotnym elementem tej układanki jest także kontrola handlu morskiego. Historyczne analogie do blokad z epoki napoleońskiej czy wojen światowych nie uwzględniają technologicznej rewolucji ostatnich dekad. Satelity, systemy radarowe, monitoring szlaków i fizyczna obecność flot umożliwiają dziś niemal pełną kontrolę nad globalnym handlem.
Przykłady państw skutecznie izolowanych gospodarczo pokazują, że nowoczesna blokada może być znacznie bardziej szczelna niż jej historyczne odpowiedniki. Handel przestaje być neutralnym przepływem towarów. Zamiast tego staje się narzędziem nacisku i selektywnego wykluczania z globalnego systemu.
Wojna już trwa
W tym ujęciu rywalizacja USA i Chin nie jest scenariuszem przyszłości, ale procesem trwającym od lat. Zaorski twierdzi, że wojna Waszyngtonu z Pekinem już trwa. Nie objawia się kolumnami pancernymi, lecz sankcjami, ograniczeniami technologicznymi, kontrolą kapitału i przebudową łańcuchów dostaw. Instrumenty finansowe stały się bronią … A rynki przestrzenią, w której napięcia materializują się szybciej niż w oficjalnych komunikatach dyplomatycznych.
Dla uczestników rynków oznacza to konieczność patrzenia na wykresy nie tylko przez pryzmat danych makroekonomicznych, ale przez skomplikowaną logikę strategicznej rywalizacji. Ten sposób myślenia nie oferuje prostych prognoz ani gotowych recept inwestycyjnych. Raczej porządkuje ramy analizy w świecie, w którym epoka po 1945 roku, po 1971 roku i po cyfrowej rewolucji tworzą zupełnie różne porządki.
Błędne analogie i uproszczenia bywają kosztowne. I właśnie przed nimi, pośrednio, przestrzegają rozważania prezentowane przez Zaorskiego. Tym razem będzie zupełnie inaczej. Możemy wręcz dojsć do wniosku, że obie strony będą unikać kinetycznego starcia, bo nie chcą ryzykować wojny nuklearnej. Zamiast tego stworzą konkurencyjne systemy. Który z nich okaże się silniejszy?
