Przemysł w USA złapał zadyszkę. Fed jest w kropce. Co pokazują dane?
Amerykańska produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o 0,2% miesiąc do miesiąca, nieznacznie słabiej od oczekiwanego przez rynek wzrostu o 0,3%. Sam nagłówek wygląda przeciętnie, ale po zajrzeniu głębiej obraz robi się ciekawszy: czerwcowy wynik został podniesiony do 0,3%, produkcja bez motoryzacji przyspieszyła, a sektor technologiczny nadal jedzie na boomie inwestycyjnym. Problem? W innych częściach gospodarki wysokie stopy zaczynają zostawiać znacznie wyraźniejsze ślady.
Najważniejsze fakty
- Produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o 0,2%, a czerwcowy wynik został zrewidowany z wcześniej raportowanych 0,1% do 0,3%.
- Produkcja przemysłowa była o 1,1% wyższa niż rok wcześniej, zaś wykorzystanie mocy wzrosło do 76,3%, nadal wyraźnie poniżej historycznej średniej.
- Motoryzacja mocno ciążyła wynikowi. Po jej wyłączeniu produkcja w przemyśle przetwórczym wzrosła o 0,4%, a produkcja półprzewodników skoczyła o 2,4%.
Amerykański przemysł nie hamuje tak mocno, jak sugeruje nagłówek
Lipiec przyniósł kolejny miesiąc wzrostu aktywności przemysłowej, choć tempo było nieco słabsze od konsensusu. Cały indeks produkcji wzrósł o 0,2%, do 103,0% średniego poziomu z 2017 roku, i znalazł się 1,1% wyżej niż przed rokiem. Do tego Fed mocno poprawił czerwiec: zamiast wcześniejszych 0,1% mamy teraz 0,3%. To zmienia odbiór danych. Nie ma boomu, ale trudno też mówić o gwałtownym schłodzeniu przemysłu.
Jeszcze ciekawiej robi się po rozłożeniu wyniku na części. Produkcja w przemyśle przetwórczym wzrosła o 0,2%, ale samochody i części zanurkowały aż o 2,1%. Po ich wyrzuceniu z kalkulacji fabryki zwiększyły produkcję o 0,4%. Mocno rosły dobra trwałe, gdzie wzrost wyniósł 0,7%, podczas gdy produkcja dóbr nietrwałych spadła o 0,4%.
I jest jeszcze technologia. Produkcja w wybranych branżach high-tech wzrosła w lipcu o 1,9%, a w półprzewodnikach aż o 2,4%; względem ubiegłego roku te dwa segmenty były odpowiednio o 11,8% i 11,9% wyżej. Czy więc fabryki USA stoją w miejscu? Nie bardzo. Raczej coraz mocniej widać gospodarkę dwóch prędkości, gdzie inwestycje w elektronikę, centra danych i sprzęt ciągną część przemysłu, podczas gdy tradycyjne segmenty mają znacznie trudniej.
ISM wcześniej wysłał podobny sygnał
Twarde dane Fed zaczynają potwierdzać to, co wcześniej pokazywały ankiety wśród producentów. ISM Manufacturing PMI wzrósł w lipcu do 55,6 pkt z 53,3 pkt i osiągnął najwyższy poziom od maja 2022 roku. Jeszcze mocniej wystrzelił indeks produkcji, z 52,2 do 58,5 pkt, najwyżej od listopada 2021 roku. Kierunek się więc zgadza.
Ale jest haczyk. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w całym amerykańskim przemyśle wynosi zaledwie 76,3%, podczas gdy średnia z lat 1972–2025 to 79,4%. Sam przemysł przetwórczy wykorzystuje równo 76% dostępnych mocy, o 2,2 pkt proc. mniej od swojej wieloletniej średniej. Firmy produkują więcej, ale wciąż mają sporo wolnego miejsca.
To z jednej strony dobra wiadomość dla wzrostu, bo przedsiębiorstwa mogą zwiększać produkcję bez natychmiastowego zderzenia z ograniczeniami fabryk. Z drugiej, nie jest to obraz gospodarki pracującej na pełnych obrotach. I właśnie ta różnica może mieć znaczenie dla Fed: przemysł jest odporny, ale nie wygląda na przegrzany. Bank centralny nie dostaje więc prostego argumentu ani za mocnym luzowaniem, ani za kolejnym szybkim dociskaniem gospodarki.
Poza przemysłem widać słabszy rynek nieruchomości
Wtorkowy zestaw danych pokazał jednocześnie, że wysokie stopy nie uderzają w całą gospodarkę równomiernie. Liczba rozpoczętych budów domów spadła w lipcu aż o 12,4%, do annualizowanego poziomu 1,239 mln, a względem poprzedniego roku była niższa o 13,5%. W segmencie domów jednorodzinnych spadek sięgnął prawie 10%. To już zupełnie inny obraz niż w fabrykach.
Nie wszystko było jednak słabe. Pozwolenia na budowę wzrosły o 5% do 1,443 mln, a pozwolenia dotyczące domów jednorodzinnych zwiększyły się o 2,5%. Czyli deweloperzy nie zamykają interesu, ale faktyczne rozpoczynanie nowych projektów pozostaje pod mocną presją. Wysoki koszt kredytu działa tutaj znacznie szybciej niż na firmy korzystające z inwestycyjnego boomu w AI czy elektronice.
Do tego dochodzą ceny importu, które w lipcu spadły o 0,4%, lecz niemal cały ruch zrobiły paliwa tańsze aż o 7,2%. Import bez paliw podrożał o 0,4%, a w skali roku jego ceny są już wyższe o 4,5%. I tu robi się naprawdę ciekawie: przemysł rośnie, housing słabnie, a część presji kosztowej nadal siedzi pod powierzchnią. Fed dostaje gospodarkę, która nie chce ani wyraźnie pęknąć, ani pozwolić inflacji zejść z radaru.