„Projekt jest martwy”. Europejski myśliwiec przyszłości zestrzelony, nim jeszcze powstał
Projekt Future Combat Air System (FCAS), francusko-niemiecko-hiszpańska inicjatywa, w ramach której powstać miał europejski (co podkreśla się z naciskiem) samolot bojowy przyszłości, jest martwy – tyle, że ze względów PR-owych nikt nie chce pierwszy tego oficjalnie przyznać. Zapoczątkowany w 2018 r., obecnie od dawna znajduje się w impasie z powodu nierozwiązanych sporów przemysłowych i politycznych – jak ładnie określa się zapiekłą kłótnię europejskich partnerów o to, kto będzie w tym gronie partnerem alfa.
Inicjatywa FCAS, choć powstała częściowo w odpowiedzi na projekty amerykańskie, zwłaszcza F-35 i przyszły F-47, a także na konkurencyjny samolot powstający w ramach programu GCAP – była w założeniach bardzo ambitna. Zakładała w istocie skonstruowanie nie tylko samego myśliwca oraz uzbrojenia dla niego, lecz całego systemu bojowego – na który składać się też miały współpracujące z myśliwcem bezzałogowce z własnym uzbrojeniem, a także systemy C4 (C4 (Command, Control, Communications, and Computers), wszystko to „spinające” w jedną całość.
Samolot przyszłych wojen…
Projekt uwzględniał rozwój awangardowych technologii, jak opracowanie ulepszonych zdolności w zakresie stealth (którymi cechować się miał zarówno samolot załogowy, jak i drony), zaawansowanej, bojowej chmury danych, złożonych modeli sztucznej inteligencji o przeznaczeniu taktycznym, a także wyrafinowanych narzędzi do działań cybernetyczych. Wszystko to miało zapewnić zdolność do wywalczenia i utrzymania przewagi informacyjnej na futurystycznym polu bitwy (jeśli można w ten sposób określić działania toczone w przestrzeni powietrznej i, potencjalnie, częściowo także kosmicznej).
Inicjatorami i uczestnikami FCAS były i są Francja, Niemcy i Hiszpania, zaś samolot bojowy przyszłości i inne komponenty systemu miały osiągnąć gotowość operacyjną około 2040 r. Co, skądinąd, także było założeniem bardzo wyśrubowanym (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że międzynarodowe projekty zbrojeniowe z zasady pochłaniają więcej czasu niż te narodowe lub firmowe). Niestety, najbardziej ambitną koncepcją w całym programie były nie kwestie technologiczne czy finansowe, a polityczne – tj. przekonanie, że kraje uczestniczące będą harmonijnie dogadywać się ze sobą.
Jak się okazuje, ambicja tego przekonania dalece przekraczała realia – o które właśnie, pomimo zaklinania rzeczywistości przez polityków, rozbija się cały program. Wstępny plan zakładał podział prac – francuski potentat Dassault Aviation odpowiadać miał za Next Generation Fighter (NGF), czyli właśnie wielozadaniowy samolot myśliwski szóstej generacji, natomiast hiszpańskie i (zwłaszcza) niemieckie oddziały koncernu Airbus miały mieć w swej gestii komponenty bezzałogowe, chmurę bojową oraz elementy pomocnicze. Jak wynika z dostępnych informacji, podział ten każda ze stron rozumie na swoją korzyść – i nie chce ustąpić.
…ale przez wszystkich widzianych inaczej
Lista wzajemnych zarzutów – przede wszystkim pomiędzy Francją i Niemcami (bowiem jedną z nielicznych kwestii, w której kraje te są w pełni zgodne, jest traktowanie Hiszpanii jako najmniej ważnego partnera) – jest obszerna. Różnice zaczynają się już na etapie koncepcji myśliwca. Co więcej, Francuzi oskarżają Niemców o to, że wykorzystując program FCAS jako pretekst, usiłują przejąć know-how Dassaulta w zakresie konstruowania współczesnych samolotów bojowych – która to firma, jako jedyny podmiot we wszystkich tych trzech krajach, dysponuje realnymi kompetencjami i doświadczeniem w tym zakresie.
Niemcy z kolei twierdza, że warunki współpracy oczekiwane przez Francuzów są niepoważne i sprowadzają się de facto do wspólnego finansowania francuskiego myśliwca (Dassault, z poparciem francuskich polityków, miał oczekiwać 80% udziału w komponencie programu obejmującym myśliwiec NGF), który następnie pozostałe dwa kraje miałyby kupić, i to na gorszych warunkach, niż w przypadku zwyczajnych zamówień eksportowych (bo bez przetargu, normalnie umożliwiającego zbicie cen czy uzyskanie od oferentów rozmaitych benefitów technologicznych, przemysłowych czy politycznych).
Na tym nie koniec. W założeniach francuskich sił zbrojnych, nowy samolot miałby przenosić broń jądrową (obecnie pociski ASMP-A i ASMP-R). Francuzi nie wyobrażają sobie dzielenia się informacjami dot. swojego uzbrojenia nuklearnego, a to byłoby niezbędne w celu integracji tych pocisków. Punktem sporu jest także wersja pokładowa samolotu – której Francja będzie potrzebować jako kluczowego elementu uzbrojenia swych lotniskowców, a której Niemcy, nie mający lotniskowców ani zamiarów ich pozyskania, ani myślą finansować. Do tego dochodzi spór o własność intelektualną, udział poddostawców etc.
Uroki „europejskiej niezależności”
Nad rozwiązaniem tych problemów od dawna pracować mieli negocjatorzy zainteresowanych stron – tyle, że bez skutku. Nikt bowiem nie był gotowy do ustępstw, za to oczekiwał ich od partnerów. W efekcie niemieckie źródła rządowe przyznają się do braku nadziei na dalsze postępy, zaś francuscy politycy prywatnie deklarują, że „FCAS jest martwy”, przynajmniej jeśli chodzi o załogowy samolot bojowy, zaś uzgodnione wcześniej grudniowe terminy zawarcia umów na realizację zadań w ramach programu zostały przegapione. I raczej nie zostaną szybko, a najprawdopodobniej w ogóle nadgonione.
Mając to na względzie, Niemcy mieli nawet zacząć sondować możliwość przystąpienia do wspomnianego już, konkurencyjnego programu Global Air Combat Program (GCAP). Inicjatywa ta zawiązana została przez Wielką Brytanię, Włochy i Japonię, zaś w jej ramach powstać ma samolot bojowy Tempest dla lotnictwa brytyjskiego i włoskiego oraz F-X dla japońskiego. I choć ten program też napotykał na pewne różnice oczekiwań, to jego realizacja idzie znacznie sprawniej, zgodniej i notuje kolejne postępy. Pytaniem pozostaje, czy kraje te byłyby chętne do tego, by dopuścić do podziału prac jeszcze jednego uczestnika.
Nie byłby to bynajmniej ewenement – obecnie używany samolot bojowy Eurofighter Typhoon jest właśnie dziełem konsorcjum brytyjsko-niemiecko-włosko-hiszpańskiego. Jak na ironię, na samym początku członkiem tego konsorcjum była także Francja – zrezygnowała jednaj z udziału w nimi i zdecydowała się na skonstruowanie własnego myśliwca, Dassault Rafale, z powodów bardzo podobnych do tych, które obecnie blokują realizację programu FCAS. Teraz historia może się powtórzyć – czym warto pamiętać, gdy rozważa się, także w Polsce, różnorakie programy zbrojeniowej współpracy przemysłowej w ramach UE,
Te reklamowane jako „europejskie” – lecz w praktyce nader często traktowane przez dwa największe kraje Unii jako swoje własne.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.