Produktywność gospodarki USA rośnie, wnioski o zasiłek bardzo nisko. Boom przed nami?
Amerykański rynek pracy pozostaje stabilny, mimo że firmy wyraźnie ostrożniej podchodzą do nowych rekrutacji. Liczba wniosków o zasiłek utrzymała się poniżej 200 tys., planowane zwolnienia spadły do najniższego poziomu od dwóch lat, a produktywność pracowników wzrosła szybciej od prognoz. Dla Rezerwy Federalnej jest to argument, aby nadal koncentrować się na inflacji, ale rekordowo niski udział wynagrodzeń w produkcji pokazuje, że poprawa efektywności nie przekłada się równomiernie na sytuację pracowników.
Najważniejsze fakty
- Liczba nowych wniosków o zasiłek wzrosła tylko o 1 tys. do 199 tys., pozostając poniżej prognoz wynoszących 202–205 tys.
- Produktywność zwiększyła się w drugim kwartale o 1,4% w ujęciu annualizowanym, a jednostkowe koszty pracy wzrosły o 1,3%, znacznie słabiej od oczekiwań.
- Planowane zwolnienia spadły w lipcu o 27% do 33 429, ale liczba osób dłużej pobierających świadczenia wzrosła do 1,801 mln.
Niskie zwolnienia nie oznaczają, że łatwo znaleźć nową pracę
Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła w tygodniu zakończonym 1 sierpnia o zaledwie 1 tys. do 199 tys. Poprzedni odczyt został skorygowany z 197 do 198 tys., natomiast czterotygodniowa średnia spadła o 4,5 tys. do 198 750. Wnioski znajdują się przy dolnej granicy tegorocznego przedziału 189–230 tys., co nie wskazuje na rozpoczynającą się falę zwolnień.
Potwierdzają to dane Challenger, Gray & Christmas. Amerykańscy pracodawcy zapowiedzieli w lipcu redukcję 33 429 stanowisk, o 27% mniej niż w czerwcu i o 46% mniej niż przed rokiem. Był to najniższy miesięczny wynik od dwóch lat, a łączna liczba ogłoszonych zwolnień od początku roku spadła o 41% względem analogicznego okresu 2025 roku.
Mniej korzystnie wygląda jednak liczba osób kontynuujących pobieranie zasiłku. Wzrosła ona o 24 tys. do 1,801 mln, przekraczając prognozowane 1,789 mln. Oznacza to, że firmy nadal rzadko zwalniają, ale osobom, które już straciły zatrudnienie, nieco trudniej znaleźć kolejną pracę. Rynek pozostaje więc w trybie „slow-hire, slow-fire”: mało zwolnień łączy się z niewielką skłonnością przedsiębiorstw do szybkiego powiększania zespołów.
Produktywność rośnie szybciej, niż oczekiwał rynek
Produktywność poza rolnictwem wzrosła w drugim kwartale o 1,4% w ujęciu annualizowanym, ponad dwukrotnie mocniej od konsensusu na poziomie 0,6%. Produkcja zwiększyła się o 1,7%, podczas gdy liczba przepracowanych godzin wzrosła tylko o 0,3%. Pierwszy kwartał również zrewidowano w górę – z 0,3% do 0,8%.
Firmy wytwarzają więc więcej, nie zwiększając proporcjonalnie nakładu pracy. W ujęciu rocznym produktywność wzrosła o 2,2%, a od końca 2019 roku zwiększała się średnio o 2,1% rocznie. To wynik wyższy od 1,5% osiąganego w poprzednim cyklu gospodarczym i zgodny z długoterminową średnią liczoną od 1947 roku.
Jednym z możliwych wyjaśnień jest coraz szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji, automatyzacji oraz nowych narzędzi cyfrowych. Dane zagregowane nie pozwalają jednak dokładnie oddzielić wpływu AI od inwestycji w sprzęt, zmian organizacji pracy czy zwykłego ograniczania zatrudnienia. Część wzrostu efektywności może wynikać z tego, że przy słabej podaży pracowników firmy wymagają większej wydajności od obecnych zespołów.
Rzecz jasna – jeden mocniejszy kwartał nie potwierdza jeszcze „cudu produktywności” wywołanego przez AI. Taki scenariusz wymagałby wieloletniego wzrostu efektywności obejmującego wiele sektorów, a nie tylko największe firmy technologiczne.
Koszty pracy wyhamowały, ale korzyści nie trafiły głównie do pracowników
Jednostkowe koszty pracy wzrosły o 1,3%, wyraźnie poniżej prognozowanych 2,1%. Płace i pozostałe składniki wynagrodzenia zwiększyły się o 2,7%, ale ich wpływ został częściowo zneutralizowany przez wyższą produktywność. W porównaniu z drugim kwartałem 2025 roku koszty pracy wzrosły jedynie o 1,4%, co teoretycznie zmniejsza presję firm na podnoszenie cen.
Dane zawierają jednak mniej korzystny sygnał dla gospodarstw domowych. Realna godzinowa rekompensata, uwzględniająca wzrost cen, spadła w ujęciu annualizowanym o 3,1%, a jej roczna zmiana wyniosła minus 0,1%. Udział wynagrodzeń pracowników w wartości produkcji obniżył się jednocześnie do 52,9%, najniższego poziomu w historii serii rozpoczynającej się w 1947 roku.
Co więcej, jednostkowe płatności niezwiązane bezpośrednio z pracą wzrosły o około 14%, najszybciej od czterech lat. Oznacza to, że spokojne koszty płacowe nie wystarczą same w sobie do sprowadzenia inflacji do 2%, jeżeli przedsiębiorstwa nadal mierzą się z wysokimi kosztami energii, kapitału, amortyzacji i pozostałych nakładów.
Sprzedaż hurtowa ostrzega przed słabszym popytem
Osobny raport pokazał, że sprzedaż amerykańskich hurtowników spadła w czerwcu o 3% do 794,1 mld dolarów, po wzroście o 3,5% w maju. Zapasy zwiększyły się jednocześnie o 0,2% do 944,7 mld dolarów, mniej niż zakładano we wstępnym szacunku. Dane nie są korygowane o zmiany cen, dlatego część spadku sprzedaży mogła wynikać z wahań wartości surowców i towarów.
Relacja zapasów do sprzedaży wyniosła 1,19 wobec 1,30 rok wcześniej. Nie widać więc jeszcze nadmiernego nagromadzenia niesprzedanych produktów, które zmuszałoby firmy do gwałtownego cięcia zamówień. Spadek sprzedaży jest ostrzeżeniem, ale nie potwierdza samodzielnie wejścia gospodarki w recesję.
Dla Fed czwartkowy zestaw danych jest bardziej jastrzębi niż gołębi. Rynek pracy nie wykazuje stresu, produktywność ogranicza wzrost kosztów płacowych, a przedsiębiorstwa nadal rzadko redukują zatrudnienie. Bank centralny może zatem czekać na kolejne dane o inflacji, zamiast reagować na obawy o recesję. Najważniejszym testem będzie piątkowy raport z rynku pracy, dla którego ekonomiści prognozują około 80 tys. nowych miejsc pracy i utrzymanie bezrobocia na poziomie 4,2