Polskie obligacje mocno straciły na wiarygodności. Dług publiczny zdusi budżet przez słowa prezesa NBP?

Polskie obligacje mocno straciły na wiarygodności. Dług publiczny zdusi budżet przez słowa prezesa NBP?

Polski rynek papierów dłużnych przeżywa właśnie trudne chwile. W dniu dzisiejszym rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych (tzw. „dziesięciolatek”) gwałtownie podskoczyła do 5,57 proc., podczas gdy jeszcze pod koniec lutego wynosiła 4,93 proc. To bardzo duży ruch jak na tak krótki okres czasu: w tym sektorze bowiem wzrost rentowności oznacza utratę zaufania do największej instytucji finansowej jaką jest państwo. Przekładając z finansowego na „nasze”: inwestorzy zaczęli sprzedawać obligacje, żądając wyższej premii za ich dalsze trzymanie.

Polski dług mocno drożeje. Obawy o wyprzedaż złota NBP?

Skalę przeceny dobrze pokazuje giełdowy fundusz BETA TBSPortfolio Poland, który odwzorowuje zachowanie polskich obligacji skarbowych. Między 28 lutego a 6 marca jego kurs spadł z 230,90 zł do 225,70 zł, czyli o około 2,25 proc. Jak na instrument oparty na długu skarbowym jest to ruch bardzo wyraźny i pokazuje, że nie mieliśmy do czynienia ze zwykłym, spokojnym wahnięciem rynku.

Bezpośrednim zapalnikiem był spór o sposób finansowania wydatków na obronność. Unijny program SAFE, czyli Security Action for Europe, ma zapewnić państwom członkowskim do 150 miliardów euro pożyczek na zbrojenia na konkurencyjnych warunkach i z długim terminem zapadalności. Parlament Europejski opisuje te pożyczki jako finansowanie nawet na 45 lat, z 10-letnią karencją w spłacie kapitału. Dla Polski mówiono o puli rzędu 43,7–44 mld euro.

W tym samym czasie prezydent Karol Nawrocki zaproponował alternatywę nazwaną przez jego sztab „Polskim SAFE 0%”. Po spotkaniu z prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim mówił on o „namacalnej polskiej alternatywie” dla unijnego rozwiązania. Reuters podał z kolei, że Glapiński zapewniał, iż taki wariant nie uszczupli rezerw walutowych, a źródłem środków mogłyby być zyski banku centralnego, w tym wynikające ze wzrostu wartości rezerw złota. Minister finansów Andrzej Domański studził jednak te oczekiwania, przypominając, że od trzech lat zysk Narodowego Banku Polskiego nie zasilił budżetu ani jedną złotówką.

Giełda dyskontuje wszystko

I właśnie tu pojawił się problem, który rynek wycenił bardzo szybko. Dla inwestorów sama dyskusja o finansowaniu obronności przez potencjalnie niestandardowe operacje wokół banku centralnego jest już sygnałem ostrzegawczym. Nie chodziło nawet o to, czy taki plan zostanie wdrożony, ale o to, że w ogóle jest publicznie rozważany. Wrażliwość rynku obligacji na takie sygnały jest duża, bo dotyczy fundamentów: wiarygodności polityki fiskalnej, przewidywalności państwa i niezależności banku centralnego. Na tym tle wzrost rentowności można odczytywać jako premię za większą niepewność.

Sytuację pogorszył fakt, że polski rynek długu nie działa w próżni. Na świecie trwa w tym samym czasie szeroki wyprzedażowy ruch na obligacjach, napędzany obawami, że wojna na Bliskim Wschodzie podbije ceny energii i inflację, a tym samym zmusi banki centralne do zajęcia twardszego stanowiska w sferze stóp procentowych. Media opisują ten tydzień jako jeden z najgorszych dla wielu rynków obligacji od miesięcy. To oznacza, że polskie papiery były jednocześnie pod presją lokalnej polityki i globalnej awersji do ryzyka.

Dla budżetu państwa konsekwencje są bardzo konkretne. Wyższa rentowność oznacza, że nowy dług emituje się drożej, a więc rosną koszty obsługi zadłużenia. Polska już teraz funkcjonuje w warunkach wysokich potrzeb pożyczkowych, a Komisja Europejska prognozowała wcześniej deficyt przekraczający 6 proc. produktu krajowego brutto w 2025 i 2026 roku. Przy takiej skali potrzeb nawet pozornie niewielki wzrost kosztu finansowania szybko przekłada się na miliardy złotych dodatkowych odsetek w kolejnych latach.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!