Polski węgiel nie wystarcza. Ratunek płynie z Kolumbii i Kazachstanu

Polski węgiel nie wystarcza. Ratunek płynie z Kolumbii i Kazachstanu

Ponad trzy miliony polskich domów jest opalana węglem. Zbliża się zima, więc najczęściej trzeba uzupełnić zapasy czarnego złota, ale tu pojawia się problem. I tu wielu Polaków napotyka na ścianę. Mają mał wybór, długo czekają na dostawę albo narzekają na wysokie ceny. W połowie września w sklepie największego producenta dostępne były zaledwie 3 z 39 pozycji. Tymczasem znów musimy ratować się importem.

Import ratuje sytuację

Węgiel sprowadzany z zagranicy jest, tyle że znacznie droższy. Fakt jednak jest taki, że do Polski surowca z zewnątrz trafiło znacznie więcej niż rok wcześniej. W pierwszym półroczu 2026 roku import węgla do Polski przekroczył trzy miliony ton. To aż o 168% więcej niż rok wcześniej. Najwięcej sprowadzamy go z Kazachstanu i Kolumbii.

To właśnie import ma uzupełniać braki w krajowych zasobach. Problem polega na tym, że ceny na świecie wzrosły o 40% rok do roku. Do tego dochodzą wyższe niż zwykle koszty paliwa, a co za tym idzie droższy transport.

Sławomir Wołyniec, prezes EC Zagłębie Dąbrowskie, zwraca uwagę, że przy łagodnej zimie obecne zapasy w połączeniu z importem powinny wystarczyć. Gorzej, jeśli zima będzie długa i mroźna. Wtedy rynek będzie jeszcze mocniej zależny od dostaw z zagranicy.

Dlaczego ratuje nas węgiel z odległych Kazachstanu czy Kolumbii, skoro mamy swój? Rzeczywiście mamy, ale coraz mniej go wydobywamy. W 2025 roku Polska wydobyła 42,8 miliona ton węgla kamiennego, najmniej od lat 40-stych ubiegłego stulecia.

Najbardziej zaboli cena

Reasumując, węgiel jest i raczej go nie zabraknie. Jeśli zima będzie długa i mroźna, będziemy jednak bardziej zależni od droższego surowca z zagranicy. Największego szoku może więc nie wywołać brak opału, tylko rachunek, który trzeba będzie za niego zapłacić.

Według danych przytoczonych przez Business Insidera ceny węgla są dziś na poziomie około 176% w porównaniu z 2020 rokiem. Pellet jest już na poziomie 206%, a olej opałowy aż 253%. I raczej nie ma co liczyć na taryfę ulgową i cudowny zwrot. Rynek się nie zatrzyma. Jeśli popyt przed zimą jeszcze wzrośnie, a dostawy będą się opóźniać, ceny mogą dostać kolejny impuls.

Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:

Te dane wstrząsną indeksami, dolarem i Bitcoinem w tym tygodniu

Fed luzuje nadzór nad bankami. Które akcje z Wall Street mogą na tym zyskać?

Wybory w Brazylii. Czy ceny w sklepach odbiorą Luli czwartą kadencję?