Niemiecka gospodarka na łopatkach? Bundesbank i Greenpeace ostrzegają: „36 mld EUR strat”

Niemiecka gospodarka na łopatkach? Bundesbank i Greenpeace ostrzegają: „36 mld EUR strat”

Niemiecka gospodarka dostała kolejny rachunek za pogodę i tym razem nie chodzi o symboliczne straty. Greenpeace szacuje, że tegoroczne fale upałów i susza kosztowały Niemcy co najmniej 36 mld euro, czyli około 0,8-0,9% PKB. Do tego dochodzi niski poziom Renu, który utrudnia transport surowców i produktów przemysłowych właśnie wtedy, gdy największa gospodarka Europy próbuje odbudować wzrost. Bundesbank ostrzega już, że w trzecim kwartale ekspansja może być co najwyżej niewielka.

Najważniejsze fakty z ostatnich godzin dot. gospodarki zachodniego sąsiada to:

  • Straty związane z upałami, suszą, zdrowiem, rolnictwem i produktywnością Greenpeace wycenia na minimum 36 mld euro.
  • Bundesbank ostrzega, że płytki Ren zwiększa koszty transportu i ogranicza produkcję oraz eksport.
  • Jednocześnie starzenie społeczeństwa podbija wydatki socjalne do rekordowych poziomów, więc Berlin dostaje kilka problemów naraz.

Ren przestał być problemem transportowym

Niski poziom wody na Renie uderza bezpośrednio w przemysł, bo barki nie mogą pływać z pełnym ładunkiem. To oznacza więcej kursów, wyższe stawki frachtowe i opóźnienia w dostawach dla chemii, stali, rafinerii oraz producentów korzystających z masowych surowców. Koszt rośnie szybko.

Wąskie gardło w Kaub ma tutaj szczególne znaczenie, bo to jeden z punktów decydujących o przepustowości całej trasy. Jeśli zanurzenie statków musi zostać ograniczone, przedsiębiorstwa albo płacą więcej za transport, albo przerzucają część ładunków na kolej i drogi. Tam też nie ma cudów.

Czy to tylko problem pogody? Nie. Niemiecki model przemysłowy od lat opiera się na sprawnej logistyce, eksporcie i relatywnie tanim przepływie ogromnych ilości towarów, więc zakłócenie rzek uderza dokładnie w jego wrażliwy punkt. Bundesbank ocenia, że może to wyraźnie osłabić produkcję i eksport w trzecim kwartale.

36 mld euro to koszt ukryty

Greenpeace oszacował tegoroczne straty na co najmniej 36 mld euro, uwzględniając gorsze plony, pożary, koszty zdrowotne, edukację oraz utraconą produktywność. W przedstawionej kalkulacji sama produktywność podczas 25 gorących dni miała kosztować około 10,8 mld euro. To już makro.

Problem z takimi wyliczeniami jest oczywisty: część kosztów trudno policzyć precyzyjnie, a metodologia Greenpeace nie jest oficjalnym rachunkiem narodowym. Ale nawet konserwatywne założenie, że szkody idą w dziesiątki miliardów euro, zmienia sposób patrzenia na niemiecką stagnację. Pogoda staje się kosztem produkcji.

I nakłada się na wcześniejsze problemy. W lipcu ceny producentów w Niemczech rosły najszybciej od ponad trzech lat, a Bundesbank wskazuje dodatkowo na słabe wykorzystanie mocy przemysłowych oraz wyższe stopy EBC. Gospodarka nie dostaje jednego ciosu. Dostaje serię.

Berlin pod presją

Rząd mógłby odpowiedzieć większymi inwestycjami w infrastrukturę wodną, kolej, energetykę i odporność przemysłu, ale niemieckie finanse mają własne ograniczenia. Ifo podał 24 sierpnia, że wydatki społeczne sięgnęły rekordowych 32% PKB, a starzenie ludności coraz mocniej obciąża system emerytalny i zdrowotny. Pole manewru się kurczy.

To tworzy nieprzyjemne sprzężenie. Słaby wzrost zwiększa ciężar wydatków publicznych względem PKB, a większe potrzeby fiskalne utrudniają finansowanie inwestycji, które miałyby podnieść produktywność i odporność gospodarki. Niemcy mogą wydawać więcej. Pytanie brzmi gdzie.

Dla rynku oznacza to, że poprawa zamówień przemysłowych nie musi automatycznie oznaczać mocnego odbicia całego niemieckiego przemysłu. Chemia, stal, transport i energochłonne fabryki pozostają podatne na logistykę, energię oraz koszty finansowania. Niemiecka gospodarka nadal się broni, lecz robi to w coraz trudniejszych warunkach.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Dodaj nas jako preferowane źródło i bądź na bieżąco!