Niemcy zainwestują miliardy w czołgi. Zbrojeniówka wraca pod kontrolę państwa
Europa przez lata lubiła opowiadać sobie historię o wolnym rynku, globalizacji i prywatnym kapitale, który wszystko poukłada szybciej niż państwo. Tyle że ta opowieść coraz gorzej pasuje do świata, w którym wojna wróciła na kontynent i budżety obronne rosną. Niemcy właśnie pokazują, że przy czołgach kończy się romantyczna wiara w rynek.
Niemcy chcą mieć rękę na czołgach. Rząd wchodzi w strategiczną zbrojeniówkę
Według Reutersa rodziny posiadające połowę udziałów w KNDS, francusko-niemieckim producencie sprzętu pancernego, zgodziły się sprzedać 40% udziałów niemieckiemu rządowi. Spółka ma być wyceniana na 15-18 miliardów euro, w zależności od tego, jak po debiucie giełdowym ułoży się cena akcji. Berlin zapłaciłby za pakiet około 6-7 miliardów.
KNDS to nie jest zwykła firma przemysłowa. Produkuje czołgi Leopard 2 i Leclerc, czyli sprzęt, który po rosyjskiej inwazji na Ukrainę wrócił do centrum europejskiej debaty o bezpieczeństwie. Obecnie jedną połowę spółki kontroluje Francja, drugą niemieckie rodziny związane z dawnym KMW.
Berlin chce siedzieć przy stole
Planowana transakcja ma otworzyć drogę do IPO KNDS we Frankfurcie i Paryżu. Według Reutersa oficjalne ogłoszenie zamiaru wejścia na giełdę może pojawić się w najbliższych dniach, a debiut ma nastąpić przed letnią przerwą. Najważniejsze nie jest jednak samo IPO. Kluczowe jest to, że Niemcy chcą zrównoważyć wpływy z Francją. Jeśli Paryż ma swoje miejsce przy stole, Berlin nie chce stać pod drzwiami i liczyć, że prywatni właściciele będą zawsze myśleć tak samo jak państwo.
To wpisuje się w szerszą zmianę. Po ogłoszonej przez Olafa Scholza „Zeitenwende” Niemcy zaczęły odbudowywać politykę obronną po latach zaniedbań. SIPRI podawało, że niemieckie wydatki wojskowe w 2025 r. wzrosły o 24%, do 114 miliardów dolarów, a udział wydatków obronnych w PKB przekroczył 2% po raz pierwszy od 1990 r. To więc kolejny fragment większego zwrotu.
Zbrojeniówka wraca na giełdę i do państwa
Europejska zbrojeniówka przestaje być niszową branżą dla specjalistów od wojskowości. Staje się miejscem, w którym spotykają się geopolityka, budżety państw, interesy inwestorów i pytanie o to, czy Europa potrafi sama produkować sprzęt potrzebny do własnego bezpieczeństwa. Dlatego zakup udziałów w KNDS nie jest tylko ruchem księgowym. To sygnał, że w sektorach takich jak obronność państwo coraz częściej przestaje być jedynie regulatorem. Staje się inwestorem, udziałowcem i strażnikiem strategicznych technologii.
Niemcy wysyłają prosty komunikat: wolny rynek jest dobry, ale nie wtedy, gdy w grę wchodzą czołgi, wojna i bezpieczeństwo państwa. Przy takich aktywach Berlin chce mieć rękę na kierownicy.
Czytaj również w dziale gospodarka na Bithub:
Te dane mogą wstrząsnąć rynkiem w tym tygodniu. Dolar rośnie w siłę
Szok w Pentagonie: AI włamało się do systemów NSA. „Zajęło kilka godzin”
Zhakowano rządowy system obrony cywilnej, miliony fałszywych powiadomień w telefonach
