Nawet trumny są teraz z Chin? Europejscy producenci alarmują, wskazują na praktyki dumpingowe Pekinu

Nawet trumny są teraz z Chin? Europejscy producenci alarmują, wskazują na praktyki dumpingowe Pekinu

W Europie trumny w coraz większym zakresie są masowo sprowadzane – oczywiście z Chin. Wydawałoby się, że chociaż w tej jednej dziedzinie Europejczycy mogliby obejść się bez wiecznego outsourcingu – w końcu trumny to tylko starannie obrobione drewno z dodatkami, nie energochłonna produkcja przemysłowa czy wymagająca egzotycznych metali elektronika. Tymczasem nawet w tej kwestii europejski wspólny rynek w coraz większym stopniu przypomina inwalidę, niezdolnego do działania bez zewnętrznej pomocy – „zawdzięczając” to zarówno Brukseli, jak i Pekinowi.

Przypadający dzień Wszystkich Świętych nie mógłby by być chyba lepszą okazją do omówienia doniesień z tej bardzo specyficznej branży, jaką jest produkcja akcesoriów funeralnych. Konkretnie chodzi o tytułowe trumny. Na pierwszy rzut oka Europa, której statystyki demograficzne (przynajmniej te nie nie uwzględniające mas imigrantów), są coraz bardziej dołujące, powinna być dla ich producentów atrakcyjnym rynkiem o wysokim i stabilnym popycie. Może nie aż tak lukratywnym, jakim stała się Rosja dla tamtejszych wytwórców po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę, ale mimo wszystko. W końcu tylko w 2024 r. w UE umarło 4,81 mln osób.

Tymczasem nastroje w branży są, nomen omen, grobowe. Europejscy przedsiębiorcy wytwarzający trumny – dotąd pozbawieni własnego lobby czy politycznej organizacji branżowej (komu mogłoby bowiem jeszcze niedawno przyjść do głowy, by lobbować w tak niepodatnej na polityczne zawirowania branży?) – właśnie zawiązali koalicję i przygotowują formalną skargę antydumpingową przeciwko importerom sprowadzającym trumny z Chin. Przedstawiciele środowiska spotykali się także z urzędnikami dyrekcji generalnej ds. handlu Komisji Europejskiej, postulując działania kontrolne.

Domagają się oni, aby UE wszczęła postępowanie w sprawie dystrybucji trumien produkowanych w Chinach na rynku unijnym – zwłaszcza tych sprzedawanych poniżej ich wartości nominalnej, czyli w praktyce ceny na rynku chińskim. To zaś, jak twierdzi branża, nieuczciwa konkurencja, która zmusza coraz więcej europejskich wytwórców do zamykania wieka drzwi działalności. W ciągu pięciu lat liczba europejskich wytwórców spadła ze 120 do 90 – co nie oznacza, że te firmy, które przetrwały, przejęły rynek obsługiwany przez upadających, bowiem raptem około połowy tych zamówień trafiło do nich – resztę przechwycili producenci chińscy.

Ci ostatni mają przy tym ogromną przewagę pod względem warunków prowadzenia działalności. Wykonanie trumny w Chinach kosztować ma bowiem około 80 euro – dla porównania w znanych z funeralnego „designu” Włoszech jest to około 260 euro. Różnicę przypisuje się masywnym dotacjom Pekinu dla eksporterów, tańszej sile roboczej czy dostępowi do tańszego drewna – tymi czynnikami nie da się jednak wytłumaczyć wszystkiego. Za równie istotny należy uznać duszący europejskich producentów gorset bizantyjskich regulacji UE czy absurdalnie wysokie ceny energii, wynikające z „zielonej” polityki energetycznej i emisyjnej Brukseli.

Dodatkowo importerzy z Chin mają także ochoczo obchodzić bariery importowe. Podejrzewa się tutaj dwie praktyki – chodzi o trumny wysyłane opakowaniach płaskich (flat-packed), które oficjalnie klasyfikuje się jako elementy drewniane i montuje dopiero po przekroczeniu zewnętrznych granic UE, a także te w ogóle nie zgłaszane jako trumny, oficjalnie udające opakowania innych towarów. I choć Bruksela twierdzi, że towar niezmontowany może zostać uznany za wyrób gotowy, jeśli zachowuje jego istotne cechy. Najpierw jednak trzeba by ten fakt potwierdzić w ramach dochodzenia – którego, jeśli chodzi o trumny, dotąd nie wszczęto.

Pozostaje smutno zapytać, czy Stary Kontynent – pełen powoli odchodzących z tego padołu emerytów i z gospodarką deptaną przez aroganckich eurokratów, sepleniących o „ambicjach klimatycznych” kosztem niszczenia podstaw europejskiego potencjału przemysłowego – potrafi dziś w ogóle cokolwiek wyprodukować sam, bez polegania na tanim imporcie z Azji? Czy też swą przyszłość widzi jako coraz szybsze zamykanie biznesu – tak w sensie gospodarczym, jak i demograficznym i kulturowym? To ostatnie to co prawda cywilizacyjne samobójstwo – ale za to jakie ekologiczne, zielone i niskoemisyjne…