„Największa kradzież w historii”: złodzieje wynieśli 30 tys. butelek wina. Przepadły trunki warte 5 milionów
W ostatni weekend doszło do największej w najnowszych dziejach kradzieży wina. Co najmniej siedmiu zamaskowanych sprawców skrupulatnie opróżniło magazyn logistyczno-wysyłkowy winnicy Marchesi Antinori w Cortonie, w prowincji Arezzo, wynosząc wino o wartości szacowanej na 5 milionów euro. Antinori, winnica założona w 1385 roku i uchodząca za jedną z największych we Włoszech, załamuje ręce, twierdząc, że to największa taka kradzież w historii tego kraju.
I choć ten ostatni fakt można by dyskutować – szczególnie jeśli przyjąć by, że historia Włoch obejmuje także antyczne dzieje Rzymu – to sam fakt tyleż bezczelnej, co spektakularnej kradzieży weryfikacji nie wymaga.
Towar „pobrano”
Skok nastąpił w ubiegły weekend – w nocy z piątku na sobotę lub soboty na niedzielę. Firma akurat miała magazyn wypełniony po brzegi, szykując wysyłkę sporej partii trunków do klientów za granicą. Ci ostatni jednak na zamówione przez siebie wino będą musieli poczekać, być może nawet dość długo. Dostawę „odebrali” bowiem złodzieje. Grono zamaskowanych indywiduów dezaktywowało alarmy i wyłączyło kamery. Następnie wypożyczyli sobie firmowe wózki widłowe i załadowali winem dwie spore ciężarówki. Brakowało jedynie pokwitowania z pieczątką – oraz naturalnie płatności za wino.
Kradzież wykryto dopiero w poniedziałek rano, gdy pracownicy winnicy wrócili na teren magazynu. Jak się okazało, zniknęło wino z rocznika 2023 – między innymi partie trunków Guado al Tasso, Solaia i Tignanello. Jest to czerwone wino odmian toskańskich, zwykle sprzedawane po 150 do 500 euro za butelkę, które zbudowało pozycję i renomę tej winnicy. Łącznie sprawcy ukradli 30 000 (słownie: trzydzieści tysięcy) butelek przedniego wina. Dobór konkretnych partii towaru wskazuje, że że sprawcy znali się na rzeczy i nie byli przypadkowymi złodziejami. To samo sugeruje znajomość wewnętrznych procedur magazynu.
In vino veritas
Żadnego ze sprawców naturalnie nie zatrzymano – rozpłynęli się oni w powietrzu, podobnie jak skradzione przez nich wino. Winnica Marchesi Antinori mimo to nie traci nadzieli na ujęcie sprawców oraz odzyskanie chociaż części towaru. Wskazuje przy tym na gęstą sieć kamer na toskańskich drogach, po których ciężko byłoby ot tak przerzucić dwie ciężarówki wyładowane winem w sposób kompletnie niezauważony. Także, nomen omen, upłynnienie towaru nie byłoby zagadnieniem prostym – otwartym pozostaje pytanie, w jaki sposób ktokolwiek byłby w stanie sprzedać taką ilość w oczywisty sposób kradzionego trudnku.
Oczywiście pozostaje możliwość, że pojedyncze butelki pochodzące z łupu będą latami pojawiały się w pokątnym handlu, wyciągane spod laty – no chyba ze złodzieje, zadowoleni ze swojej zdobyczy, sami planują ze smakiem wypić skradzione wino i nie musieć już więcej kupować trunku na własny użytek.