Najnowszy raport OECD miażdży. Kkonflikt na Bliskim Wschodzie rozpętał inflacyjne piekło
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w swoim najnowszym raporcie alarmuje, że niemal całkowite wstrzymanie transportu surowców energetycznych przez cieśninę Ormuz stało się bezpośrednim zagrożeniem dla globalnej stabilności finansowej.
Jeszcze na początku roku analitycy spodziewali się solidnego odbicia, jednak wojna z udziałem Iranu sprawiła, że te nadzieje niemal całkowicie wyparowały z rynkowych arkuszy. Obecnie prognozuje się, że globalny wzrost PKB wyhamuje z 3,3 proc. odnotowanych w ubiegłym roku do poziomu 2,9 proc. w 2026 roku, by jedynie nieznacznie odbić do 3,0 proc. w roku kolejnym.
Sytuacja ta jest o tyle bolesna, że gdyby nie wybuch walk, świat mógłby liczyć na dodatkowe 0,3 punktu procentowego wzrostu, co zostało w całości skonsumowane przez koszty prowadzenia działań zbrojnych i niepewność na rynkach. Eksperci zauważają, że gwałtowny skok cen ropy, gazu oraz nawozów sztucznych uderza w fundamenty konsumpcji, niwelując pozytywne efekty płynące z inwestycji w nowe technologie. Inwestorzy z niepokojem obserwują notowania surowców, a rynki kryptowalut również reagują na geopolityczne wstrząsy, co podkreślają komentatorzy w mediach społecznościowych. Tym samym geopolityka ponownie stała się głównym motorem zmienności, spychając fundamenty spółek technologicznych na dalszy plan).
Wpływ konfliktu na globalne wskaźniki cenowe
Gwałtowny wzrost kosztów energii sprawił, że widmo inflacji powróciło ze zdwojoną siłą, co wymusza rewizję dotychczasowych strategii finansowych państw grupy G20. Prognozuje się, że inflacja w tych krajach będzie o 1,2 punktu procentowego wyższa niż wcześniej zakładano i osiągnie poziom 4,0 proc. w 2026 roku.
Szczególnie trudna sytuacja rysuje się w Stanach Zjednoczonych, gdzie dynamika wzrostu cen ma wynieść aż 4,2 proc., co jest znacznym skokiem względem poprzednich projekcji. Mimo że inwestycje związane ze sztuczną inteligencją pozostają silne, to realny spadek dochodów ludności oraz mniejsze wydatki konsumenckie zaczną realnie dusić amerykańską gospodarkę. Amerykański PKB ma wzrosnąć o 2,0 proc. w bieżącym roku, ale w 2027 roku tempo to spadnie do 1,7 proc., co odzwierciedla wpływ wysokich ceł i napięć handlowych. Warto zauważyć, że sytuacja ta bezpośrednio rzutuje na postrzeganie aktywów alternatywnych przez inwestorów szukających schronienia przed spadkiem wartości pieniądza. Bitcoin często określany mianem cyfrowego złota zyskuje na uwadze w okresach, gdy tradycyjne waluty tracą na sile nabywczej z powodu inflacji surowcowej. Nic dziwnego, że dla wielu osób przy obecnym wzroście inflacji w USA, ucieczka w aktywa o ograniczonej podaży wydaje się logicznym ruchem dla kapitału. Równocześnie sieć Ethereum nadal przyciąga kapitał instytucjonalny, mimo że ogólna niepewność na rynkach finansowych wymusza dużą ostrożność w zarządzaniu portfelem.
Gospodarcze konsekwencje dla Europy i Azji
Stary Kontynent mierzy się z wyjątkowo drastycznymi skutkami wojny, ponieważ wysokie koszty energii uderzyły bezpośrednio w europejski przemysł i gospodarstwa domowe. OECD drastycznie obniżyło prognozę wzrostu PKB dla strefy euro na 2026 rok do zaledwie 0,8 proc., co stanowi potężny spadek względem grudniowych założeń na poziomie 1,2 proc. Jedynym czynnikiem, który może nieco stymulować gospodarkę w nadchodzących latach, są zwiększone wydatki na obronność, które mają pomóc w osiągnięciu wzrostu 1,2 proc. w 2027 roku. W Azji sytuacja również nie napawa optymizmem, gdyż chińska gospodarka ma rozwijać się w tempie 4,4 proc. w 2026 roku, co wpisuje się w trend długoterminowego spowolnienia tej potęgi. Japonia z kolei utrzyma wzrost na poziomie 0,9 proc., walcząc z rosnącymi kosztami importu paliw, które niwelują zyski z inwestycji biznesowych.
Analitycy podkreślają, że światowa gospodarka jest obecnie zakładnikiem stabilności cieśniny Ormuz, przez którą przepływają kluczowe dla świata baryłki ropy. Jeśli blokada potrwa dłużej, prognozy mogą okazać się jeszcze bardziej pesymistyczne, co doprowadzi do globalnej recesji. Eksperci finansowi wskazują, że w takim otoczeniu banki centralne mają związane ręce, ponieważ nie mogą obniżać stóp procentowych przy tak wysokiej presji inflacyjnej. Sytuacja ta stwarza niezwykle trudne warunki dla rynków wschodzących, które muszą radzić sobie z odpływem kapitału i drożejącym dolarem. Inwestorzy muszą przygotować się na długi okres zmienności, w którym każde doniesienie z frontu może wywołać gwałtowne ruchy na giełdach i rynkach surowcowych.
