Nagły skok o 106%, ropa płynie dookoła świata. Kanał Sueski ratuje saudyjski eksport naftowy
Terminal naftowy Yanbu na zachodnim wybrzeżu Arabii Saudyjskiej odnotował wzrost eksportu o 106% w porównaniu do poprzedniego tygodnia, osiągając poziom bliski 4,7 miliona baryłek dziennie. Wzrost ten ma miejsce po nagłym załamaniu wynikającym z blokady cieśniny To nie efekt nowych odkryć złóż, lecz desperackiej reorganizacji logistycznej wymuszonej zamknięciem cieśniny Bab Al-Mandab przez zajdyckie ugrupowanie Ansar Allah, powszechnie znane jako Huti i kontrolujące zachodni Jemen. Ogłoszenie przez nich blokady cieśniny Bab Al-Mandab, łączącej Morze Czerwone i Zatokę Adeńską, wywarło paraliżujący efekt na szlaku morskim, którym dotychczas płynęła saudyjska ropa.
Nie chodzi przy tym o to, że Hutim udało się tę cieśninę szczelnie zablokować środkami militarnymi – bo nie udało się, ani teraz, ani w toku poprzednich, trwających w latach 2023-25 działań pirackich, zresztą niektóre statki wciąż przez tę cieśninę płyną – ale o to, że zadziałał tutaj efekt ryzyka. Ogłoszenie blokady i kilka medialnych ataków gwałtownie podniosło kalkulacje ryzyka brane pod uwagę przez ubezpieczycieli morskiego frachtu – a także wywołało mrożący efekt na chęć załóg tankowców do ryzykowania przejścia tą trasą. W szczególności zaś – tankowców, na pokładach których płynie ropa saudyjska. Zadeklarowana przez Hutich blokada jest bowiem specyficznie wymierzona tylko w Królestwo Arabii Saudyjskiej (nie obejmując nawet USA…).
W tej sytuacji Saudowie rzucili się do radykalnej reorientacji logistyki dostaw swego głównego surowca – czyli trasy, którą ich ropa płynie do odbiorców. Zwłaszcza zaś do odbiorców azjatyckich, obecnie najistotniejszych klientów tego państwa, którzy zarazem w najboleśniejszy sposób odczuli blokadę Bab Al-Mandab. Terminal Janbu nad Morzem Czerwonym od końca lutego i marca tego roku stanowi przy tym główny kanał saudyjskiego eksportu naftowego. Monarchia była w stanie ominąć irańską blokadę cieśniny Ormuz dzięki rurociągowi East-West (Petroline) o długości 1200 kilometrów, przecinającemu Pustynię Arabską i łączącemu instalacje naftowe nad Zatoką Perską z Morzem Czerwonym.
Obecnie, w związku ze wznowieniem walk irańsko-amerykańskim, rurociągiem tym płynie niema cala ropa, którą Saudowie są dziś w stanie wyeksportować, w ilości około 4,7 mln bpd. Tyle, że tankowce płynące do Janbu gremialnie przerzuciły się obecnie na trasę przez Kanał Sueski. Jest to droga znacznie bezpieczniejsza, omijając czekające na nie drony i rakiety Hutich, ale też ogromnie długa. Niemniej, pozostaje obecnie jedyną niezakłóconą alternatywą.
Ropa dookoła świata
Trasa do większości odbiorców saudyjskiej ropy wiedzie teraz drogą dookoła Afryki, opóźniając dostawy do azjatyckich rafinerii o około dwóch do trzech tygodni – która przeciągnęła się obecnie z około 19 do 48 dni – i generując dodatkowe koszty rzędu 15-20% wartości ładunku. Koszt paliwa wzrósł bowiem z 1,26 mln do 2,87 mln dol. za rejs, a do tego dochodzą opłaty tranzytowe przy przejściu przez Kanał Sueski (około 1 miliona dolarów za tankowiec). Co gorsza, największe tankowce VLCC (o nośności 2 mln baryłek) nie są w stanie przepłynąć Kanałem Sueskim z pełnym ładunkiem ze względu na ograniczenia zanurzenia – muszą korzystać z rurociągu SUMED lub zmniejszać ładunek, co dodatkowo podraża transport.
Mimo to Arabia Saudyjska nie ma wyjścia. Eskalacja konfliktu z Hutimi to dla Saudów nie nowość – choć jego kontekst już tak. Huti, dotąd skupieni na wojnie domowej w Jemenie i sporadycznych atakach na Izrael – a do początku roku także na widowiskowych, choć relatywnie mało skutecznych działaniach pirackich – dołączyli niedawno do konfliktu amerykańsko-irańskiego. A przynajmniej uczynili to formalnie. Choć bowiem uchodzą za twardego sprzymierzeńca Iranu, dotąd unikali jak tylko mogli koncentrowania na sobie uwagi Stanów Zjednoczonych czy Izraela. Nawet teraz, formalnie dołączając do wojny, nie skierowali swoich działań przeciwko tym krajom – a jedynie przeciwko monarchii saudyjskiej.
Sąsiedzka wymiana grzeczności
Huti mają tutaj bowiem swoje własne, partykularne interesy. Pod pozorem solidarności z Teheranem usiłują oni wymusić na Rijadzie zniesienia blokady Jemenu, która trwa już 12 lat. Saudowie, mimo wieloletniej interwencji militarnej w Jemenie (od 2015 roku), nie zdołali pokonać Hutich. Z drugiej strony ci ostatni, mimo całego wsparcia z Iranu, także nie zdołali osiągnąć zwycięstwa. W tej sytuacji obydwie strony koncentrują się na długofalowych działaniach wymierzonych w ekonomię i logistykę wroga – jedna z nich zależy bowiem od transportu morskiego (ropa i jej eksport w przypadku Saudów), a druga od powietrznego (wsparcie materialne z Iranu).
W tę sobotę Huti przeprowadzili zatem skoordynowane ataki za pomocą rakiet balistycznych oraz dronów na obiekty koncernu Saudi Aramco w Dżizanie i Janbu – chodzi o dokładnie ten sam terminal, który właśnie stał się aortą saudyjskiego eksportu energetycznego. Celem były instalacje rafineryjne i zbiorniki magazynowe. Ataki te nastąpiły rzekomo w odpowiedzi na saudyjskie naloty na port lotniczy w Sanie, które z kolei były reakcją na intensyfikację lotów z Iranu. Dotychczas jednak nie tylko nie zdołały one zablokować transportów ropy płynącej z Janbu w świat, ale wprost przeciwnie, te ostatnie cały czas rosną. Udało im się natomiast znów wywołać wzrost cen ropy – ropa Brent znów przekroczyła niedawno poziom 100 dolarów za baryłkę.
