Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega: Europa sprzeda amerykańskie akcje warte 10 bln USD?
Wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristaliny Georgievej w Davos pokazała, że spór wokół Grenlandii przestał być egzotycznym epizodem geopolitycznym. Zaczął być realnym czynnikiem ryzyka dla globalnego wzrostu gospodarczego. Choć IMF nie kwantyfikuje jeszcze bezpośrednich skutków ekonomicznych, sam fakt uwzględnienia tego scenariusza w symulacjach makroekonomicznych jest sygnałem ostrzegawczym dla rynków.
Georgieva podkreśliła, że kluczowym zagrożeniem nie jest sama Grenlandia, ale potencjalne odejście od stabilnych ram handlu międzynarodowego. Według przeprowadzonych przez IMF symulacji każde poważniejsze zakłócenie w przepływach handlowych działa jak hamulec dla wzrostu, szczególnie w środowisku już obciążonym wysokimi stopami procentowymi i napięciami geopolitycznymi.
Europejski „arsenał” finansowy i jego realne ograniczenia
Wraz z narastaniem napięć wokół Grenlandii i gróźb handlowych ze strony Donalda Trumpa, w Europie coraz częściej pojawia się temat teoretycznego „uzbrojenia” ogromnych europejskich aktywów ulokowanych w Stanach Zjednoczonych. Chodzi o około 10 bln dolarów w amerykańskich obligacjach i akcjach; w akcjach spółek spoczywa około 6 bln USD.Te w skrajnym scenariuszu mogłyby zostać użyte jako forma presji na USA. Problem polega na tym, że ta broń jest niezwykle trudna do skutecznego użycia.
Sprzedaż amerykańskich aktywów na dużą skalę mogłaby wprawdzie podnieść koszty finansowania długu USA i uderzyć w rynki kapitałowe, ale jednocześnie zaszkodziłaby europejskim inwestorom, bo większość tych aktywów znajduje się w rękach prywatnych funduszy, instytucji finansowych i gospodarstw domowych. To sprawia, że ewentualna „finansowa eskalacja” byłaby bolesna dla obu stron i trudna do skoordynowania politycznie.
Niska skłonność do eskalacji, wysoki sygnał ryzyka
Analitycy i stratedzy rynkowi zgodnie oceniają, że prawdopodobieństwo faktycznego użycia tego instrumentu jest bardzo niskie. Sam fakt, że temat w ogóle pojawia się w debacie, pokazuje jednak wzrost tzw. ryzyk ogonowych w relacjach transatlantyckich. Na razie odpowiedź Unii Europejskiej pozostaje relatywnie powściągliwa: opóźnianie rozmów handlowych oraz rozważanie ceł na około 108 mld dolarów amerykańskich towarów.
Ten kontrast między teoretyczną siłą a praktyczną bezsilnością dobrze oddaje obecny moment geopolityczny. Europa dysponuje znacznym potencjałem nacisku finansowego, ale jego użycie byłoby na tyle destabilizujące, że pozostaje raczej elementem gry psychologicznej niż realnym narzędziem polityki gospodarczej.
Cła jako narzędzie presji politycznej
Bezpośrednim impulsem do komentarzy IMF była sobotnia groźba prezydenta USA Donalda Trumpa, który zapowiedział wprowadzenie 10-procentowych ceł na import z ośmiu krajów europejskich, jeśli nie dojdzie do porozumienia w sprawie „zakupu Grenlandii” przez Stany Zjednoczone. Taka retoryka, nawet jeśli ma charakter negocjacyjny, podnosi premię za ryzyko w relacjach transatlantyckich.
Z informacji Bloomberga wynika, że Unia Europejska już analizuje pakiet środków odwetowych, obejmujących zarówno taryfy, jak i inne instrumenty nacisku, jeśli USA zdecydują się na realizację gróźb. To oznacza ryzyko klasycznej spirali handlowej: nawet ograniczone cła mogą prowadzić do reakcji łańcuchowych, które uderzają w inwestycje, handel i nastroje konsumenckie.
Wzrost globalny w cieniu nowych ryzyk
Paradoksalnie, komentarze Georgievej padły tego samego dnia, w którym IMF podniósł prognozę globalnego wzrostu gospodarczego na bieżący rok. Fundusz zaznaczył jednak wyraźnie, że rewizja w górę nie eliminuje zagrożeń. Wśród kluczowych ryzyk wymieniono nie tylko napięcia handlowe i geopolityczne, ale również obawy o bańkę spekulacyjną wokół sztucznej inteligencji.
W tym kontekście konflikt o Grenlandię działa jak katalizator szerszych problemów. Nie chodzi o skalę gospodarczą samego terytorium, lecz o precedens: używanie ceł jako narzędzia wymuszania decyzji politycznych podważa przewidywalność globalnego systemu handlowego, na którym opiera się obecny model wzrostu.
IMF apeluje o deeskalację
Georgieva jasno wskazała preferowany kierunek działań. Jej zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie ścieżki porozumienia, która pozwoli utrzymać handel „mniej więcej na właściwym torze”. W języku IMF oznacza to ograniczenie eskalacji, stabilizację oczekiwań rynkowych i uniknięcie szoków, które mogłyby obniżyć dynamikę PKB w wielu regionach jednocześnie. Zatem nawet jeśli spór wokół Grenlandii wydaje się politycznie marginalny, jego implikacje gospodarcze mogą być znacznie szersze.
