Magia roku przedwyborczego: rząd obiecuje tanie paliwa, porzuca „zielone ambicje”

Magia roku przedwyborczego: rząd obiecuje tanie paliwa, porzuca „zielone ambicje”

Kolumbia przeżywa istotną zmianę w polityce paliwowej. Oto bowiem prezydent Gustavo Petro zapowiedział raptowną obniżkę cen benzyny. Niby nic nowego w przypadku polityków – zwłaszcza biorąc pod uwagę nieodległe wybory prezydenckie w tym kraju, a nikt przecież tyle nie da, ile polityk nie naobiecuje w toku kampanii… Tyle, że decyzja ta stanowi radykalny odwrót od wcześniejszych, wieloletnich działań rządu Petro. Te koncentrowały się przede wszystkim na „ambicjach klimatycznych” i „zielonej rewolucji” w energetyce.

Słowo „rewolucja” jest tutaj o tyle uzasadnione, że doskonale oddaje mentalność rządów prezydenta i jego ekipy. Petro, pierwszy lewicowy prezydent, którego w swej historii miała i ma Kolumbia, a zarazem były bojownik w szeregach zbrojnej marksistowskiej partyzantki (Ruchu 19 Kwietnia, znanej jako M19), żywił głębokie ambicje przeobrażenia kraju w kierunku zgodnym ze swym socjalistycznym postrzeganiem „sprawiedliwości społecznej”. Niestety (dla niego; dla kraju już niekoniecznie) przez cały okres swej kadencji większość parlamentarna miała radykalnie odmienne nastawienie.

Przez to jego większość jego radykalnych projektów pozostała w sferze mrzonek. Nie znaczy to, że prezydent nie próbował. Próbował, i to jeszcze jak.

Niech nam żyje zielona rewolucja

Dało się to zaznaczyć również w energetyce. Wykorzystując uprawnienia administracyjne i regulacyjne, od początku swego urzędowania w 2022 r. ekipa Petro rozpoczęła głęboki przewrót pro-ekologiczny – zgodny z radykalnie interpretowanymi hasłami „klimatycznymi” – skoncentrowany na ograniczaniu wydobycia paliw kopalnych i próbach wymuszenia zmniejszenia skali ich wykorzystania. Prezydent motywowany był celami ideologicznymi, stąd długo nie przejmował się ani opiniami krytyków, ani faktem, że ciężki koszt tej polityki ponowiła Kolumbia jako całość oraz jej gospodarka.

Rząd wstrzymał zatem wydawanie nowych licencji na eksplorację ropy naftowej, zakazał szczelinowania hydraulicznego (frackingu) i skokowo zwiększył opodatkowanie sektora wydobywczego. W efekcie inwestycje w branży spadły, a rezerwy ropy naftowej skurczyły się do poziomu zapewniającego zaledwie osiem lat produkcji przy obecnym tempie wydobycia. Państwowy koncern Ecopetrol, dominujący na rynku, musiał dostosować plany inwestycyjne, skupiając się na eksploatacji istniejących złóż, co w 2025 r. pozwoliło utrzymać produkcję na poziomie około 750 tys. baryłek dziennie.

Tego wszystkiego ekipa prezydenta nie postrzegała jako sensu stricte porażek. Miało to przecież prowadzić do przyspieszenia nieuchronnej jakoby transformacji energetycznej, „zachęcać” do rozwoju odnawialnych źródeł energii i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Efekty były jednak przewidywalne. Zmniejszona podaż ropy i zwiększone podatki zaowocowały eksplozją cen paliw, stanowiących przecież krwiobieg gospodarki, i odbiły się w kosztach życia milionów Kolumbijczyków. Za tym przyszły strajki, protesty i dołowanie prezydenta w sondażach – a konsekwencje dalej narastają.

Kolumbia dławi się podwyżkami

Rosnące niedobory surowców, zwłaszcza gazu ziemnego, doprowadziły bowiem do dalszego wzrostu zależności od importu. Według niektórych analiz, do końca 2026 r. ceny gazu mogą wzrosnąć nawet o 90 proc. Na początku stycznia 2026 r. ceny benzyny i diesla wzrosły o odpowiednio 90 i 99 peso za galon, częściowo z powodu wprowadzenia 10-proc. podatku VAT na paliwa, z perspektywą jego dalszej podwyżki do 19 proc. Te obciążenia fiskalne, połączone z rekordową podwyżką minimalnej płacy o 22,7 proc. (do 1,75 mln peso miesięcznie), nasiliły z kolei presję inflacyjną.

Wszystko to dla coraz liczniejszej rzeszy wyborców zaczynało pachnieć scenariuszem znanym z pobliskiej Wenezueli, w który Kolumbia osuwa się coraz szybciej. Tym bardziej, że Petro i rząd na wszystkie te problemy reagują w sposób charakterystyczny dla entuzjastów socjalizmu – obecnie rozważają wprowadzenie kontroli cen podstawowych towarów, rzekomo aby zapobiec „spekulacji” i dalszemu wzrostowi kosztów życia. Nie trzeba sięgać daleko do historii, aby znaleźć przykłady, jak ogromny margines skuteczności mają takie działania i jak w praktyce się one kończą.

A tymczasem już w maju tego roku Kolumbia będzie głosować w wyborach prezydenckich. Sam Gustavo Petro nie może w nich startować – co biorąc pod uwagę poziom jego popularności, stanowi dla niego niemalże dobrą wiadomość – jednak wedle badań opinii publicznej popierany przez niego kandydat może nawet nie wejść do drugiej tury. W tym właśnie kontekście, naturalnie przypadkowo, Petro osobiście ogłosił obniżkę cen benzyny, uzasadniając ją umocnieniem krajowej waluty i spłatą długów odziedziczonych po poprzedniej administracji Juana Manuela Duque.

Odwrócić finansowe samobójstwo budżetu

Wśród uregulowanych zobowiązań znalazły się m.in. kredyty z Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz deficyt funduszu stabilizacji cen paliw (FEPEC) w wysokości około 70 bln pesos. Refinansowanie długu zewnętrznego po niższych stopach procentowych (5,9 proc. w dolarach) pozwoliło, według rządu, na uwolnienie środków na inwestycje wewnętrzne. Obniżka cen paliw ma wejść w życie w najbliższych tygodniach, co może złagodzić obciążenia dla konsumentów, ale rodzi pytania o konsekwencje dla budżetu wobec malejącej produkcji krajowej i tym samym koniecznością zwiększania importu.

Warto przy tym zauważyć, że Kolumbia od dawna była eksporterem ropy, zaś surowiec ten był jednym z kluczowych źródeł przychodu dla finansów publicznych. Dopiero pod rządami Petro wolumen eksportu uległ znacznemu zmniejszeniu, i to w chwili, gdy prezydent planował ambitne wzrosty wydatków socjalnych. I choć skutki tych działań były nieco łagodzone przez działania kolumbijskiego Kongresu, konsekwentnie (i ku frustracji prezydenta) aplikującego rozległe cięcia w stosunku do jego planów budżetowych, to ich wpływ na sytuację finansową kraju był bardziej niż lekko odczuwalny.

Obecne obniżenie cen benzyny ma, jak się ocenia, cel czysto polityczny i nie jest uzasadnione długofalowymi względami ekonomicznymi. Komentatorzy wskazują, że utrzymanie niskich cen paliw bez zwiększenia wydobycia grozi pogłębieniem deficytu i dalszym uzależnieniem od importu. Ecopetrol planuje na 2026 r. inwestycje rzędu 22-27 bln peso – skupione jednak głównie na podtrzymaniu istniejącej produkcji. W dłuższej perspektywie Kolumbia stoi przed ogromnym ryzykiem finansowym i energetycznym – i to nawet, jeśli zwrot w polityce rządu okaże się trwały.

Nawet to ostatnie samo w sobie bynajmniej nie jest przesądzone – i zależy w dużej mierze od majowych wyborów. Których losy Petro próbuje teraz, w ostatniej chwili, odmienić.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!